W kampanii wyborczej rysuje się podział na trzy podejścia do modelu ustrojowego Polski. Jedne partie chcą poważnych zmian, dla drugich istotne jest wymuszenie zmiany klasy politycznej, inne bronią status quo
Z sondaży wynika, że w Sejmie mogą się znaleźć trzy ugrupowania chcące poważnych zmian modelu władzy. To może sprawić, że wróci debata o zmianie konstytucji. Widać to w programach ugrupowań i odpowiedziach na ankietę, którą skierowaliśmy do ośmiu ogólnopolskich komitetów wyborczych. Pytaliśmy o pomysły na zmianę modelu władzy, ordynację czy referendum.
Reklama
Kto ma rządzić?

Reklama
PiS, Kukiz ,15 i Partia KORWiN myślą o zmianie konstytucyjnego modelu władzy. – W kierunku modelu prezydenckiego. Są spory kompetencyjne, więc trzeba to zmienić dla dobra funkcjonowania państwa. Ale nie chcemy tego stawiać w kampanii wyborczej. Zadaniem na najbliższy czas jest pakiet ustaw na 100 dni, o których mówiła Beata Szydło – zdradza przewodniczący klubu parlamentarnego PiS Mariusz Błaszczak. Ale kwestia ustrojowa pojawiła się już w kampanii prezydenckiej Andrzeja Dudy i po jego wyborze. I PiS, i prezydent mówią o publicznej debacie w tej kwestii: czy skupić władzę wykonawczą w jednym ręku i czy powinien być to premier, czy prezydent.
PiS bliższa jest zapewne ta druga koncepcja, co wynika z przygotowanych przez tę partię propozycji zmian konstytucji. Ostatnia z 2010 r. dawała prezydentowi m.in. prawo do wydawania rozporządzeń z mocą ustawy we współpracy z rządem i możliwość rozwiązania parlamentu, jeśli jego kadencja zaczęła się co najmniej rok przed kadencją prezydenta.
Dziś PiS o tych propozycjach nie mówi chętnie i to nie one nadają ton kampanii tego ugrupowania. Zdaniem politologa dr. hab. Rafała Chwedoruka powrót do tych haseł będzie zależał od sytuacji po wyborach. – Dążenie do wzmocnienia władzy prezydenckiej będzie mogło mieć miejsce, jeśli popularność Andrzeja Dudy będzie trwała i prezydent będzie miał perspektywę reelekcji – uważa politolog.
Dwa mniejsze ugrupowania, które mogą się znaleźć w Sejmie, są bardziej stanowcze. Dla Partii KORWiN i ruchu Pawła Kukiza postulaty zmiany konstytucji są w ich wyborczych programach. – Przywrócić trójpodział władz, z silniejszą niż we Francji rolą prezydenta. Monarchia lub republika – likwidacja dupokracji – domaga się Janusz Korwin-Mikke.
Paweł Kukiz też chce ustroju prezydenckiego, choć nie przesądza, czy iść w kierunku Francji, gdzie jego pozycja jest silna, ale funkcjonują też rząd z premierem na czele, czy przyjąć model amerykański, w którym prezydent stoi na czele rządu. Cel jest jednak jeden – wzmocnienie władzy wykonawczej.
W przeciwną stronę zmierza Zjednoczona Lewica: jeśli cokolwiek wzmacniać, to rząd. „Popieramy demokrację w modelu parlamentarno-gabinetowym. Władza wykonawcza powinna zostać skupiona w rękach rządu. Domagamy się zwiększenia kontrolnej funkcji parlamentu. Domagamy się likwidacji Senatu” – tak ZL odpowiedziała na pytania o postulaty ustrojowe, co może oznaczać okrojenie uprawnień prezydenta. Ten postulat jest mało realny. Partia Razem nie stawia takich postulatów.
Przeciw elitom
Ma za to pomysł na wymianę politycznych elit za pomocą ograniczenia do dwóch kadencji możliwości sprawowania mandatu w Sejmie. To identyczny postulat jak ten, z jakim idzie do wyborów liberalne ugrupowanie Ryszarda Petru Nowoczesna. „W parlamencie i rządzie muszą zasiąść profesjonaliści spoza polityki, którzy swoją wiedzą i doświadczeniem będą tworzyć lepsze prawo. Popieramy ograniczenie kadencyjności posłów do dwóch, by nie oderwali się od rzeczywistości i byli blisko zwykłych ludzi i realiów ekonomicznych kraju” – uzasadnia swój pomysł Nowoczesna.
Te dwa ugrupowania za pomocą tego mechanizmu, a Paweł Kukiz JOW-ów chcą utrącić obecne elity.
Znane jest dobre
Na zmianę status quo nie mają chęci partie tworzące dziś koalicję rządową. Według PO obecny model jest dobry. – Zwiększenie kompetencji prezydenta nie ma sensu. Demokracja gabinetowo-parlamentarna jest sprawniejsza, łatwiej przeciwdziała kryzysom. Lepiej, by jednostki nie odgrywały zbyt wielkiej roli w polityce, niech to robią w sztuce czy nauce. Polityka powinna być grą zespołową opartą na demokracji wieloelementowej – uważa przewodniczący klubu PO Rafał Grupiński.
Równie stanowcze jest PSL. Obecny system jest dla ludowców łaskawy. Są ugrupowaniem, które najdłużej jest u władzy – kończy dwie pełne kadencje z PO, wcześniej prawie dwa lata współrządziło z SLD. Ale jeśli PiS, Kukiz ,15 i Partia KORWiN nie zdobędą konstytucyjnej większości, to do zmiany modelu władzy nie dojdzie. Inaczej z ordynacją.
Wybory po nowemu?
Tylko PSL chce ordynacji wyborczej w obecnym kształcie. Na drugim biegunie jest Paweł Kukiz. Wybory do Sejmu w jednomandatowych okręgach wyborczych (JOW) – to główne hasło komitetu Kukiz ,15 i najlepsza metoda walki z partiokracją. Taki tryb wyboru ich zdaniem zwiększa odpowiedzialność polityków przed wyborcami.
Reszta partii jest zgodna w jednym – należy jakoś zmienić sposób wybierania posłów. A słowo „jakoś” jest tu kluczowe. Bo każdy inaczej widzi kierunek tych zmian. Platforma chce systemu mieszanego: o część mandatów politycy walczyliby między sobą w okręgach jednomandatowych, a część byłaby rozdzielana między komitety wyborcze zgodnie z zasadami przydziału proporcjonalnego. Poseł Grupiński zwraca uwagę, że nie w każdym przypadku sprawdza się system JOW. – Pytaniem otwartym jest kwestia dokończenia reformy JOW-ów, jaką wprowadziliśmy w większości szczebli w wyborach samorządowych. Ale nie może to się wiązać z ograniczeniem liczby posłów, bo ideą JOW-ów jest, by poseł mógł mieć osobisty kontakt z wyborcą, co w dużych okręgach nie byłoby możliwe – mówi Grupiński. W sprawie trybu wyboru posłów poglądy prezentowane przez PO ewoluowały. W 2006 r. jej ówczesny lider Donald Tusk nie chciał słyszeć o systemie mieszanym – proponowanym przez PiS – i opowiadał się za ordynacją większościową z okręgami jednomandatowymi.
Jakie są poglądy PiS w sprawie wyborczego kodeksu wyborczego – nie jest jasne. W 2006 r. Prawo i Sprawiedliwość proponowało system mieszany, gdzie połowa posłów miała być wybierana z okręgów jednomandatowych, a połowa z list wyborczych w 16 okręgach wojewódzkich. Mariusz Błaszczak przyznaje: był taki pomysł, ale na razie to nie jest kwestia pierwszoplanowa.
Systemu mieszanego chce Nowoczesna: opowiada się za modelem niemieckim, gdzie wyborca jeden głos oddaje na kandydata z okręgu, w którym mieszka, a drugi na listę wyborczą partii zarejestrowaną w jego landzie.
Alternatywą dla systemu mieszanego może być ordynacja STV (single transferable vote: pojedynczy głos przechodni). Tu głosuje się na swojego kandydata, ale wskazuje też kandydata drugiego wyboru (albo i kilku). Gdy kandydat numer jeden nie dostałyby się do Sejmu, głos przechodzi na drugiego. – Ten system ma zalety jednomandatowych okręgów, a nie ma ich wad. W tym systemie inaczej prowadzi się kampanię wyborczą, nie może być nadmiernie agresywna, bo kandydaci muszą mieć na uwadze, że mogą być kandydatami drugiego wyboru elektoratu innej formacji – uważa poseł Przemysław Wipler z Partii KORWiN. To ugrupowanie opowiada się za wprowadzeniem takiego właśnie modelu. Ale nie ono jedno – za systemem STV jest też Partia Razem, która widzi go jako sposób poprawy systemu proporcjonalnego.
Za modyfikowaniem obecnie obowiązującej formuły wyborów proporcjonalnych jest też Zjednoczona Lewica. Ugrupowanie nie deklaruje, czy miałby to być system STV – zgłasza jedynie postulat „większej proporcjonalności”. Równie dobrze można by to było osiągnąć poprzez obniżenie progów wyborczych – co mogłoby jednak spowodować zbyt duże rozdrobnienie składu parlamentu.
Więcej społeczeństwa
Ale wyniki referendum w sprawie JOW-ów pokazały, że temat ten przestaje elektryzować ludzi. Frekwencja wyniosła niespełna 8 proc. – Gdybym był prezydentem, sądzę, że bym mobilizował opinię publiczną do odpowiedzi na pozostałe dwa ważne pytania (o JOW-y i model finansowania partii – red.). Referendum stało się sierotą – mówił ostatnio w RMF FM były prezydent Bronisław Komorowski, który był pomysłodawcą głosowania.
Prawdopodobnie przez tak małe zainteresowanie większość partii nie widzi potrzeby rozszerzania instytucji referendów ani zmian w zasadach ich organizowania. Według PO obecna rola referendów w Polsce jest odpowiednia, precyzyjnie opisana w konstytucji. PSL też nie widzi sensu modyfikowania instytucji referendum. Zjednoczona Lewica uważa, że przepisy dotyczące referendów są odpowiednie. Natomiast zwiększenia roli tej formy obywatelskiego współdecydowania nie wyklucza KORWiN. Ale – jak mówi Janusz Korwin-Mikke – tylko w sprawach, na których obywatele „mogą się znać”, np. w kwestii kary śmierci.
Zwiększenia roli referendum chce tylko Janusz Korwin-Mikke
Trudno zmienić konstytucję
Procedura zmiany konstytucji w Polsce jest trudna do przeprowadzenia głównie ze względu na wymagany próg 307 głosów w Sejmie. Choć projekty zmian konstytucji były zgłaszane w każdej kadencji, do tej pory zaledwie dwa razy skutecznie wprowadzono zmiany. Pierwszy raz w 2006 r., dając możliwość ekstradycji obywatela polskiego na wniosek innego państwa lub sądowego organu międzynarodowego – chodziło wówczas o możliwość wdrożenia europejskiego nakazu aresztowania. Druga nowelizacja nastąpiła w 2009 r. i dotyczyła pozbawienia biernego prawa wyborczego w wyborach do Sejmu i Senatu osób skazanych prawomocnym wyrokiem na karę pozbawienia wolności za przestępstwo umyślne ścigane z oskarżenia publicznego. Późniejsze próby modyfikacji ustawy zasadniczej – m.in. w celu umożliwienia wprowadzenia euro w Polsce czy dodania rozdziału dotyczącego relacji z UE – okazały się nieudane.
Propozycję zmiany konstytucji może zgłosić Senat, prezydent lub co najmniej 92 posłów (inicjatywa ustawodawcza zwykłej ustawy wymaga jedynie 15 podpisów posłów). Sejm może się zająć projektem zmiany ustawy zasadniczej najwcześniej po 30 dniach od momentu jej złożenia. By Sejm uchwalił zmianę, potrzeba dwóch trzecich głosów. W Senacie musi to być z kolei bezwzględna większość. Jeśli zmiana dotyczy rozdziałów I, II lub XII, czyli podstawowych zasad ustrojowych, praw i wolności obywatelskich oraz procedury zmiany konstytucji, można przeprowadzić referendum zatwierdzające zmiany. W takim przypadku nie obowiązuje 50-proc. próg frekwencji.