Reklama

11 listopada Parlament Europejski przyjął stosunkiem głosów 444:48 przy 75 wstrzymujących się sprawozdanie dwóch komisji: Wolności Obywatelskich (LIBE) i Prawnej (JURI) w sprawie niewłaściwego wykorzystywania postępowań cywilnych i karnych do uciszania między innymi dziennikarzy. To pierwszy krok na tak wysokim szczeblu, który stanowi podstawę i wezwanie do przygotowania odpowiedniej dyrektywy.

SLAPP, czyli legalna kontrola dziennikarzy

Posłanka Magdalena Adamowicz z EPL, podsumowując pracę w komisjach, zwróciła uwagę, że dziś przepisy anty-SLAPP są konieczne, ponieważ przez długi czas pozwy strategiczne nie były przez prawo rozpoznane i dziś w wielu krajach są używane jako narzędzie władzy autorytarnej. Pozew, nawet jeśli nie ma umocowania merytorycznego, musi zostać rozpatrzony. Na szeroką skalę oskarżani są więc dziennikarze śledczy, społecznicy, czy aktywiści. Większość takich pozwów wprawdzie kończy się uniewinnieniem, ale presja emocjonalna i finansowa jest jak najbardziej realna i skutecznie tłumi również podejmowanie działań w przyszłości.

Na tym właśnie w ocenie obu komisji PE polega problem: wykorzystywane są zupełnie legalne narzędzia, czyli system sądownictwa, do tłumienia wolności prasy, która powinna pełnić funkcję kontrolną. Jednocześnie, jako że SLAPP jest wyłącznie pozwem strategicznym, który nie ma na celu realnej ochrony dóbr, tylko stłumienie wolności słowa i zastraszenie dziennikarzy, nie realizuje on w żaden sposób funkcji porządkującej. Dziś też nie ma w żadnym europejskim państwie narzędzi, które pozwoliłyby się przed pozwami strategicznymi efektywnie bronić i tu jest pole do działania na poziomie unijnym. Stąd w Polsce możliwe było wytoczenie powództwa o zniesławienie przeciwko dziennikarzom krytykującym postawę SG w konflikcie na granicy z Białorusią czy aktywistkom ze Strajku Kobiet.

Jak podkreśla Adamowicz: to prasa ma kontrolować władzę, a nie władza prasę, a autokraci, kiedy sami są krytykowani kontratakują właśnie pozwami strategicznymi. Nie chodzi w nich o prawdę. Jedynym celem jest zakneblowanie wolnych ust, zastraszenie, zniszczenie finansowe.

foto: materiały prasowe

Przeszczepianie wzorców anty-SLAPP

Posłanka Magdalena Adamowicz jeszcze na etapie prac w komisjach stwierdziła, że wzorce dla europejskich przepisów anty-SLAPP można częściowo zaczerpnąć z prawa australijskiego, kanadyjskiego, czy też amerykańskiego, gdzie odpowiednia ochrona sygnalistów, NGO i dziennikarzy działa od kilkudziesięciu lat. W sprawozdaniu przed PE pojawiła się także propozycja, aby utworzyć specjalny fundusz wsparcia dla ofiar SLAPP. Ta propozycja w europejskich warunkach ma sens, tym bardziej że obrona prawna przed pozwami strategicznymi bywa naprawdę kosztowna, a bariera finansowa może nawet większe redakcje zniechęcić do poruszania ważnych kwestii.

Wyzwaniem jest stworzenie konkretnej dyrektywy, bo choć europejskie systemy prawne są zorganizowane w dość podobny sposób, to wdrożenie narzędzi przeciwdziałania SLAPPom na poziomie prawa krajowego wymaga sporej elastyczności. Nietrudno zgadnąć, że takie propozycja nie spotkają się z entuzjastycznym przyjęciem tych posłów, którzy wywodzą się z partii, które w swoich macierzystych krajach chętnie wykorzystują SLAPPy w walce politycznej.

Z tych dwóch powodów: oporu politycznego i ewentualnych trudności w inkorporacji dyrektywy w prawie krajowym, walka ze SLAPPami może być drogą pod całkiem stromą górę. W tym kontekście, o ile wprowadzenie funduszu wsparcia było jeszcze relatywnie łatwe do wynegocjowania w PE, to już stworzenie jednolitej definicji SLAPPu, na przykład na wzór szerokiego określenia z Kalifornii, budzi gorące emocje. A jednak, jak podkreślała sprawozdawczyni: „dziś na szali jest nasza wolność, gdyż nie ma wolności bez prawdy”.

Magdalena Adamowicz / foto: materiały prasowe

Anty-SLAPP mógłby odciążyć sądy

Pozwy strategiczne mogą dotyczyć praktycznie dowolnej kwestii – chodzi tylko o to, aby autorytarna władza mogła działaniem różnych powiązanych z nią agend, kontrolować dziennikarzy i społeczników. Można więc oskarżyć dziennikarza o zniesławienie albo wytoczyć proces całej organizacji na przykład w związku z niegospodarnością. Tym, co łączy wszystkie te procesy, to brak materii. W SLAPPie orzeczenie sądu nie ma najmniejszego znaczenia. Gdyby udało się oczywiście skazać dziennikarza choćby na niską grzywnę, władza odczyta to jako wielki sukces, ale w samym procesie nie chodzi o karę. SLAPP sam w sobie jest karą wymierzoną za aktywność, dociekliwość i dążenie do prawdy.

Co proponują komisje PE? Bardzo proste rozwiązanie: jak najszybsze oddalenie SLAPPu. To znaczy, że należy stworzyć mechanizm, który pozwoliłby sądom sprawnie rozpoznawać tego typu sprawy i odrzucać je na jak najwcześniejszym etapie. W niektórych krajach zdjęcie SLAPPów z wokandy mogłoby nawet w wyraźny sposób ulżyć sądom, więc zyskałaby na tym nie tylko wolność wypowiedzi i społeczeństwo obywatelskie.

Wniosek legislacyjny ze strony KE w sprawie anty-SLAPPów oczekiwany jest w połowie 2022 roku.

foto: materiały prasowe