Jest obawa, że wielomiliardowy Plan Naprawczy może koncentrować się na pomocy krajom z południa Europy
DGP
Komisja Europejska ma przedstawić w tym tygodniu zrewidowaną propozycję europejskiego budżetu wraz z Planem Naprawczym, który wesprze kraje członkowskie w wychodzeniu z gospodarczego dołka. Nie wiadomo jeszcze, ile pieniędzy zostanie przeznaczonych na gospodarcze ożywienie. Wcześniej przewidywano, że w Planie Naprawczym znajdzie się bilion euro. Parlament Europejski proponuje dwa biliony.
Kolejna kwestia to kryteria dostępu do nowych środków – czyli kto dostanie najwięcej i na co. Kierująca Komisją Europejską Ursula von der Leyen zastrzegła w wystąpieniu w Parlamencie Europejskim, że pierwszy z planowanych trzech filarów zostanie skierowany do wszystkich państw członkowskich – niezależnie od tego, czy są w strefie euro, czy nie. Nie określiła jednak, co z pozostałymi dwoma.
Reklama
Pieniądze z pierwszego filara będą przeznaczone na inwestycje publiczne oraz na transformację klimatyczną i cyfrową. W jego ramach Bruksela będzie też chciała dosypać środków na rozwój regionów – uzupełniając fundusze spójnościowe przewidziane w siedmioletnim budżecie. Drugi filar ma wspierać prywatne inwestycje. Takie rozwiązanie, nazwane od nazwiska poprzednika von der Leyen Planem Junckera, zostało sprawdzone w czasie poprzedniego spowolnienia gospodarczego. Teraz dofinansowywane mają być w szczególności prywatne inwestycje związane z siecią 5G, sztuczną inteligencją, czystym wodorem i energią odnawialną na morzu. Trzeci filar ma wspomóc badania i rozwój.

Reklama
Polski rząd zabiega w Brukseli, by wsparcie docierało do krajów ze wspólną walutą i bez niej. Jak czytamy w polskim stanowisku, w odróżnieniu od kryzysu finansowego szok wywołany koronawirusem dotyka wszystkie kraje członkowskie w symetryczny sposób. Pandemia uderzyła najbardziej w branżę turystyczną, transport, zakwaterowanie i usługi gastronomiczne i chociaż sektory te w różnych krajach mają różny udział w PKB, to straty są odczuwalne wszędzie – argumentuje Warszawa.
Projektując pierwotną wersję siedmioletniego budżetu w 2018 r., Bruksela zdecydowała się na przesunięcie środków do krajów południowych kosztem naszego regionu, by zrekompensować straty poniesione przez tę część Europy w czasie kryzysu finansowego i migracyjnego. Polski dyplomata w rozmowie z DGP przyznaje, że dzisiaj również to kraje Południa są wskazywane jako te najbardziej dotknięte przez pandemię. – Nikt jednak dzisiaj nie podnosi pomysłu cięć w polityce spójności dla krajów środkowoeuropejskich. My nadal jesteśmy na etapie doganiania zachodnich gospodarek i to musi zostać odzwierciedlone w europejskim budżecie – twierdzi źródło dyplomatyczne, przypominając, że w ramach dotychczasowych rozmów o budżecie udało się uzyskać dla Polski dodatkowe 3 mld euro na najbiedniejsze regiony. W ten sposób do pewnego stopnia wyrównano przesunięcia z 2018 r.
To, że cięć w polityce spójności nie będzie, to dobra wiadomość dla Polski. Kluczową kwestią pozostaje jednak nasz udział w Planie Naprawczym. Janusz Lewandowski, europoseł PO i były komisarz ds. budżetu, który projektował obecną perspektywę budżetową, podkreśla, że Polska nie jest w tej chwili zaliczana do krajów najbardziej dotkniętych pandemią. – Kraje Południa najgorzej przeszły kryzys migracyjny i finansowy i to w nich pandemia sieje teraz największe spustoszenie, tak ludzkie, jak i gospodarcze. W szczególności Włochy mają skłonność do kryzysów. Łatwo przewidywać, że pieniądze przede wszystkim będą kierowane w te rejony – podkreśla polityk.
Nie wiadomo też, w jakiej formie pieniądze z Planu Naprawczego zostaną rozdysponowane. Von der Leyen zapowiedziała, że będą to zarówno dotacje, jak i pożyczki, nie określiła jednak proporcji. Południe stawia na bezpośrednie transfery, podczas gdy kraje północne takie jak Niemcy i Holandia liczą na instrumenty zwrotne. Natomiast Polska mówi o obu tych formach, chociaż w przypadku programów skierowanych do krajów członkowskich – nie sektora prywatnego – opowiada się za dotacjami.
Polski rząd zwraca uwagę na różnice w wielkości pomocy publicznej wpompowanej przez rządy poszczególnych państw w gospodarki. Chodzi o to, że Niemcy korzystając ze swojej przestrzeni fiskalnej, mogły sobie pozwolić na o wiele większe wsparcie niż Włochy, do tyłu w stosunku do Zachodu pozostają też kraje Europy Środkowej. – Możliwie duża skala pomocy powinna przyczyniać się do zapewnienia równych reguł dostępu do pomocy publicznej, krajowej i europejskiej, by uniknąć dumpingu pomocowego. Dysproporcje w krajowej pomocy publicznej już dziś stwarzają ryzyka dla funkcjonowania wspólnego rynku – komentuje minister ds. europejskich Konrad Szymański.
Nowe pieniądze na naprawę gospodarki Komisja Europejska zamierza pożyczyć na rynkach, korzystając ze swoich bardzo wysokich ocen wiarygodności kredytowej. Jeśli Bruksela zdecyduje się pożyczone środki przekazywać stolicom w formie dotacji, to będzie musiała znaleźć inne źródło na spłacanie zaciągniętych kredytów, np. wprowadzając nowe ogólnoeuropejskie podatki. Jak jednak podkreśla Warszawa, koszty powinny być rozłożone proporcjonalnie do siły gospodarki.
– Nie powinny prowadzić, jak to ma miejsce w przypadku dochodów własnych opartych o ETS (system handlu emisjami CO2 – red.), do sytuacji, w której państwa biedniejsze płacą proporcjonalnie więcej od państw bogatych. To kwestia elementarnej sprawiedliwości – podkreśla minister Szymański.
Środki transferowane będą w formie dotacji i pożyczek