Atmosferę lipcowego spotkania przywódców Sojuszu może podgrzać Donald Trump i jego ocena zwiększania wydatków na obronność
Reklama
Po raz pierwszy spotkanie 29 przywódców państw Sojuszu Północnoatlantyckiego odbędzie się w nowej siedzibie NATO w Brukseli. Na tak wysokim szczeblu przedstawiciele Paktu widują się co dwa lata. Ostatnie spotkanie miało miejsce w Warszawie, gdzie postanowiono wzmocnić wschodnią flankę Sojuszu i wysłać batalionowe grupy bojowe (każda po około tysiąc żołnierzy) na Litwę, Łotwę, do Estonii i Polski.

30 batalionów, 30 eskadr i 30 okrętów

Najbliższe spotkanie będzie znacznie mniej emocjonujące. – To będzie szczyt, o którym wkrótce zapomnimy, tutaj nic przełomowego się nie wydarzy – mówił niedawno na zamkniętym spotkaniu jeden z urzędników Ministerstwa Spraw Zagranicznych zajmujących się polityką bezpieczeństwa. W podobnym tonie wypowiada się Wojciech Lorenz z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych. – Żadnego przełomu nie ma co się spodziewać. Wszystko jest raczej przewidywalne. Na pewno podkreślane będzie to, że Sojusz musi się wzmacniać na wszystkich kierunkach jednocześnie, po to by utrzymać polityczną spójność. Rozważane będzie zwiększenie liczebności misji szkoleniowej w Iraku – zapowiada ekspert ds. bezpieczeństwa. – Oficjalnie potwierdzone zostanie odtworzenie dowództwa w amerykańskim Norfolk i stworzenie nowego dowództwa ds. logistycznych w Niemczech. Dodatkowo obsada struktury dowodzenia zwiększy się o 1200 osób – dodaje.
W komunikacie po szczycie może się znaleźć nawiązanie do inicjatywy „4 razy 30”, którą wymyślili Amerykanie, ale o której ostatnio wypowiadał się również sekretarz generalny Sojuszu Jens Stoltenberg. W uproszczeniu chodzi o zwiększenie gotowości sił, które w szybkim czasie mogłyby wystawić poszczególne państwa. Do 2020 r. kraje Sojuszu mają mieć do dyspozycji 30 batalionów zmechanizowanych, 30 eskadr powietrznych oraz 30 okrętów bojowych, gotowych do działania w czasie nie dłuższym niż 30 dni. Ta inicjatywa została przyjęta na ostatnim spotkaniu ministrów obrony państw członkowskich, ale teraz można się spodziewać większej liczby konkretów. Niektórzy komentatorzy spodziewają się rozpoczęcia pracy nad aktualizacją strategii Sojuszu, ale według naszych rozmówców wydaje się to mało prawdopodobne.

Dbajmy o słabnące więzi transatlantyckie

Ważnym przekazem tego spotkania ma być podkreślanie spójności organizacji. O tym, że jest to kluczowe dla Paktu Północnoatlantyckiego, mówił w niedawnym wywiadzie dla DGP były dowódca US Army w Europie gen. Ben Hodges. W kuluarach może się pojawić temat zapraszania przez Polskę Amerykanów do stworzenia stałych baz. Część państw kwestionuje sens takiego ruchu w obawie przed reakcją Rosji. Na krótko przed szczytem pojawiły się informacje, że także Norwegia zaproponowała zwiększenie u siebie amerykańskiego kontyngentu.
W kontekście spójności kluczowe będzie to, jak do szczytu podejdzie prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump. Polityk głośno dopominał się o to, by europejscy partnerzy zwiększyli swoje wydatki na obronność, ponieważ Stany Zjednoczone przy podobnym potencjale gospodarczym wydają na ten cel znacznie więcej. Po jego naciskach trend się zmienił – większość europejskich państw już nie zmniejsza, tylko zwiększa wydatki na wojsko. Ale do 2024 r. zaledwie 16 z 29 członków Sojuszu ma osiągnąć zalecane przez organizację wydatki na poziomie 2 proc. PKB. Trudno przewidzieć, jak to potraktuje Trump. Może uznać, że wreszcie Sojusz wrócił na właściwą ścieżkę i zaczyna zwiększać wydatki, nawet gdy niektóre państwa robią to z ociąganiem. Ale mając w pamięci jego ostatnie wystąpienia po szczycie G7, prawdopodobne wydaje się to, że zacznie krytykować sojuszników i jeszcze bardziej nadszarpnie słabnące więzi transatlantyckie. Z polskiego punktu widzenia konieczność dokonywania wyboru między europejskimi sojusznikami a lojalnością wobec Stanów Zjednoczonych jest niekorzystna.