Stanowisko PO ws. aborcji jest jasne - jesteśmy za utrzymaniem obecnego kompromisu w tej sprawie, za co więc mamy być karani? - pytają w rozmowie z PAP posłowie: Czesław Mroczek i Tomasz Głogowski, którzy nie wzięli udziału w sejmowych głosowaniach dot. zmian w prawie aborcyjnym.

Obaj politycy nie zgadzają się z ubiegłotygodniową uchwałą zarządu PO o wykluczeniu trójki posłów: Joanny Fabisiak, Marka Biernackiego i Jacka Tomczaka, którzy - wbrew stanowisku klubu - głosowali za odrzuceniem projektu Komitetu "Ratujmy Kobiety 2017", który zakładał liberalizację obowiązujących obecnie przepisów aborcyjnych i za skierowaniem do dalszych prac projektu zaostrzającego prawo, przygotowanego przez Komitet "#ZatrzymajAborcję. "Chciałbym, że decyzja o wykluczeniu została cofnięta" - podkreślił Głogowski.

We wtorek o godz. 15 zbiera się Kolegium klubu PO, które ma zająć się karami dla tych posłów, którzy w ogóle nie wzięli udziału w głosowaniach nad propozycjami zmian w prawie regulującym zasady dopuszczalności przerywania ciąży. Kolegium tworzą: szef klubu PO, jego zastępcy, sekretarz, skarbnik oraz rzecznik dyscypliny i etyki klubu.

Wiceszef klubu PO Andrzej Halicki powiedział PAP, że każdy z przypadków posłów, którzy nie wzięli udziału w głosowaniach będzie rozpatrywany indywidualnie. "Części z nich przecież w ogóle nie było tego dnia w Sejmie, bo byli np. chorzy" - podkreślił. Halicki nie chciał mówić jakie kary grożą posłom, którzy nie głosowali. "Żadnych ustaleń w tej sprawie nie ma" - dodał.

Reklama

Nieoficjalnie od polityków z władz PO można usłyszeć, że ci, którzy w zeszłą środę wyjęli z czytników karty do głosowania, mogą zostać pozbawieni stanowisk w partii (np. w Gabinecie Cieni), w klubie i w Sejmie. "Pomysł jest taki, że ponieważ posłowie, którzy wyjęli karty do głosowania, to jednocześnie ci, którzy są mało aktywni i mało pracują, żeby pozbawić ich funkcji, przede wszystkim w Sejmie. Wielu z nich to szefowie i wiceszefowie sejmowych komisji. Ukaranie ich odebraniem dodatku za pełnienie funkcji w komisjach, to kara bardziej dotkliwa, niż przewidziane w regulaminie klubu do 1 tysiąca złotych" - tłumaczy w rozmowie z PAP polityk z zarządu PO.

Reklama

Stanowiska kierownictwa Platformy nie rozumieją Czesław Mroczek i Tomasz Głogowski, którzy nie brali udziału w głosowaniach nad projektami zmian w sprawie aborcyjnym. "Zastanawiam się, czy to jest właściwe działanie, jeśli chodzi o całe nasze ugrupowanie. PO ma przecież swój program odnoszący się do aborcji i swoje stanowisko. Popieramy obowiązujące przepisy i ta sytuacja, która ma miejsce od kilku dni, pokazuje jak ważną rolę pełni centrum polityczne, partia centrowa, która jest takim stabilizatorem. Platforma w tej sprawie powinna się trzymać swego i nie powinna wyrzucać posłów, którzy absolutnie przecież nie porzucają programu Platformy" - podkreślił Mroczek.

Polityk deklaruje, że przyjmie wszystkie kary, jakie na niego spadną. "Ale nie o mnie przecież chodzi, tylko o to, jaki przekaz płynie z tego głosowania, co Platforma chce powiedzieć Polakom w tej sprawie. Przecież ten głos jest jasny i oczywisty, że warto trzymać się kompromisu, który był efektem wielkich konfliktów z początku lat 90., bo widać jak te sprawy światopoglądowe mogą na nowo wywołać ten konflikt" - przekonuje poseł PO. "Ja odwołuję się do tego, co jest przekazem Platformy w tej sprawie, więc nie wiem za co miałbym być karany?" - dodał.

Głogowski również zastanawia się, czy decyzja o wykluczeniu z PO trojga posłów nie była podjęta zbyt pochopnie. "Chciałbym, żeby została cofnięta" - mówi PAP polityk. "Platforma bez Marka Biernackiego będzie inną partią" - uważa Głogowski.

Przypomniał, że PO zawsze opowiadała się za utrzymaniem obecnych przepisów ustawy o planowaniu rodziny. "W moim odczuciu, byłoby właściwe, gdyby oba te projekty zostały odrzucone. Myśmy nie zachowali się wbrew znanym i obowiązującym stanowiskom PO, natomiast oczywiście daliśmy się złapać w pułapkę zastawioną tutaj przez ugrupowania lewicowe" - ocenił poseł.

Jego zdaniem PO źle podeszła do projektu Komitetu "Ratujmy Kobiety 2017", który popierało kilkanaście partii i środowisk lewicowych, w tym Inicjatywa Polska Barbary Nowackiej (prezentowała projekt w Sejmie), SLD, Partia Razem i Partia Zieloni. "Lewica próbuje heroicznie utrzymywać się ponad progiem wyborczym, a w sytuacji kiedy teraz nasi główni konkurenci polityczni, czyli PiS zdecydowanie walczą o elektorat centrowy, to my tym bardziej musimy ten element centroprawicowy podkreślać, a nie pozbywać się go" - uważa Głogowski.

Sejm odrzucił w zeszłą środę obywatelski projekt Komitetu "Ratujmy Kobiety 2017", który zakładał liberalizację obowiązujących obecnie przepisów aborcyjnych, kierując jednocześnie do dalszych prac w komisji projekt zaostrzający prawo, przygotowany przez Komitet "#ZatrzymajAborcję".

Lewicowy projekt przepadł, m.in. dlatego, że klub PO podzielił się podczas głosowania - większość posłów była za przekazaniem go do dalszych prac, troje posłów (Fabisiak, Biernacki i Tomczak) głosowało przeciw, a 29 posłów w ogóle nie brało udziału w głosowaniu. Do tego, aby projekt Komitetu "Ratujmy Kobiety 2017" nie został odrzucony, zabrakło 9 głosów. W sprawie głosowań nad zmianami w prawie aborcyjnym w klubie PO zarządzono dyscyplinę.

W zeszły czwartek zarząd PO postanowił, w związku ze złamaniem dyscypliny, o wykluczeniu z partii posłów: Joanny Fabisiak, Marka Biernackiego i Jacka Tomczaka; sprawę posłów, którzy będąc na sali nie głosowali skierował do rozpatrzenia władzom klubu Platformy.

W głosowaniu nad projektem Komitetu "Ratujmy Kobiety 2017" nie wzięło udziału 29 posłów, a w sprawie projektu Komitetu "#ZatrzymajAborcję" - 26. Dziewięcioro posłów nie było w ogóle obecnych w środę na głosowaniach (to: Joanna Augustynowska, Kinga Gajewska, Włodzimierz Karpiński, Leszek Korzeniowski, Arkadiusz Myrcha, Teresa Piotrowska, Bożena Szydłowska, Wojciech Wilk i Marian Zembala). Pozostali intencjonalnie nie wzięli udziału w głosowaniu.

Spośród tych posłów wielu pełni funkcje partyjne, klubowe lub w sejmowych komisjach. Sławomir Piechota jest szefem sejmowej komisji ds. petycji, a Grzegorz Raniewicz - jego zastępcą. Ireneusz Raś pełni funkcję szefa przewodniczącego komisji kultury fizycznej, sportu i turystyki, Czesław Mroczek - wiceszefa komisji obrony narodowej, Bogusław Sonik - wiceszefa komisji ochrony środowiska, zasobów naturalnych i leśnictwa, a Tomasz Głogowski - wiceszefa komisji regulaminowej, spraw poselskich i immunitetowych.

Paweł Arndt jest zastępcą przewodniczącego komisji cyfryzacji, innowacyjności i nowoczesnych technologii, Wojciech Ziemniak pełni identyczną funkcję w komisji łączności z Polakami za granicą. Stanisław Lamczyk jest wiceszefem podkomisji stałej ds. transportu kolejowego i poczty, a Włodzimierz Nykiel - szefem podkomisji stałej ds. nauki i szkolnictwa wyższego.

Nykiel ma także funkcję partyjną - "ministra finansów" w Gabinecie Cieni PO. Podobnie jest z Ireneuszem Rasiem - "ministrem turystyki i sportu", Czesławem Mroczkiem - "ministrem obrony narodowej" i Kazimierzem Plocke - "wiceministrem rolnictwa i rozwoju wsi". W grupie posłów, którzy wyjęli karty podczas ubiegłotygodniowych głosowań, był też Krzysztof Gadowski - skarbnik klubu PO i "wiceminister energii" w Gabinecie Cieni Platformy, a także Wojciech Król - "wiceszef Kancelarii Prezesa Rady Ministrów" w Gabinecie Cieni.

Jest też jednak grupa posłów, którzy nie pełnią żadnej z wyżej wymienionych funkcji. To: Paweł Bańkowski, Roman Kosecki, Elżbieta Gelert, Antoni Mężydło, Halina Rozpondek, Dorota Rutkowska oraz kandydatka PO na prezydenta Wrocławia Alicja Chybicka.

O możliwości odebrania funkcji posłom PO poinformowało radio RMF FM.