Z punktu widzenia Pekinu wojna w Ukrainie jest zjawiskiem dość egzotycznym – co bynajmniej nie oznacza, że lekceważonym. Uwagę chińskich strategów bardziej niż los ludności Kijowa i Mariupola zaprzątają jednak zapewne inne kwestie – przede wszystkim wpływy działań zbrojnych oraz sankcji na światową gospodarkę, ze szczególnym uwzględnieniem ekonomicznych interesów Państwa Środka, spowodowane wojną przesunięcia w globalnym układzie sił oraz wpływ tego doświadczenia na przyszłą politykę Zachodu.
Dlatego Chińska Republika Ludowa czujnie obserwuje wydarzenia, reagując nawet na niewielkie zmiany sytuacji. I bardzo się stara, by zostać faktycznym zwycięzcą konfliktu – bez względu na wynik zmagań na froncie. Stąd pozornie sprzeczne sygnały wysyłane od kilku tygodni przez władze ChRL: czasem dość wyraźnie wspierające Kreml, by po chwili zdystansować się publicznie od jego działań. Oczywistym, acz wcale niejedynym zyskiem, o jaki może pokusić się w tej grze chiński smok, jest ostateczne zwasalizowanie Rosji i łatwy dostęp do wszelkich jej zasobów. W Pekinie wiedzą jednak, że jeden nierozważny ruch może nie tylko zaprzepaścić tę szansę, lecz także spowodować trudne do odrobienia straty.