Luksemburg kierujący pracami Unii Europejskiej ogłosił wprawdzie ogólne poparcie dla planu Komisji, ale gdy przyszło do dyskusji o szczegółach, pojawiły się problemy. We wnioskach ze spotkania zapisano, że kraje będą miały zagwarantowaną elastyczność w podejmowaniu decyzji, co sugerowałoby swobodę, a nie działanie pod przymusem. Jednak na wpisanie słowa - dobrowolność - zgody nie było. Nie poparły tego między innymi Niemcy, które z kolei zabiegały o wpisanie automatycznego systemu wysyłania uchodźców do unijnych krajów, według kryteriów ustalonych przez Komisję Europejską. Tu z kolei zaprotestowała Grupa Wyszehradzka. "Polska jest przeciwko automatyzmowi" - mówił wiceminister spraw wewnętrznych Piotr Stachańczyk. Tłumaczył, że na narzucane decyzje zgody nie będzie. "To było trudne spotkanie, próbowaliśmy przekonać każdego, ale nie udało się" - przyznał minister spraw zagranicznych Luksemburga, kierującego pracami Unii, Jean Asselborn. Wtórował mu komisarz do spraw migracji Dimitris Avramopulos. "Nie udało nam się dziś, spróbujemy jeszcze raz" - dodał. 

Z nieoficjalnych informacji Polskiego Radia wynika, że najgłośniej protestowały Czechy i Słowacja, które zostały poparte przez Węgry i Polskę, by nie rozbijać jedności Grupy Wyszehradzkiej. Do ostatecznego zatwierdzenia planu Komisji Europejskiej wystarczy większość unijnych krajów, Grupa Wyszehradzka nie ma możliwości blokujących. A zatem przegłosowanie czterech krajów jest możliwe, choć politycznie byłoby źle odebrane, że w tak ważnych dla państwa kwestiach, decyzja nie jest podejmowana na zasadzie konsensusu. Za kilka dni ministrowie spraw wewnętrznych spotkają się znowu by dopracować szczegóły. Natomiast 8 października oczekiwane są konkretne deklaracje ilu uchodźców przyjmą poszczególne rządy.