Londyn 2012: przynajmniej Brytyjczycy schudną

26 lipca 2012

Nie spełniło się wiele nadziei pokładanych w Igrzyskach Olimpijskich w Londynie: gospodarka nie ruszyła, bezrobocie stoi w miejscu. Teraz władze mają nadzieję, że może Brytyjczycy chociaż trochę schudną.

Ze strony organizatorów londyńskich igrzysk pada wiele słów mających potwierdzić wiarę w słuszność urządzania największej sportowej imprezy świata. Wydaje się jednak, że nikt wcześniej nie zadał sobie podstawowego pytania – czy Wielka Brytania skorzysta na olimpiadzie? I czy gospodarka Wysp, przeżywająca ogromną zadyszkę, w tej konkurencji nie tylko nie zdobędzie medalu, lecz także odpadnie ze światowej rywalizacji już przy pierwszym okrążeniu bieżni.

– Gdybyśmy w lipcu 2005 r., kiedy przyznawano nam prawo do zorganizowania olimpiady, wiedzieli to, co wiemy dziś, to z pewnością o ten przywilej byśmy się nie ubiegali – powiedziała tuż po wybuchu światowego kryzysu finansowego w 2008 r. minister sportu Tessa Jowell, która była również odpowiedzialna za przygotowanie Londynu do igrzysk. Jej słowa przypomniał niedawno francuski dziennik „Le Monde”, bo brytyjska stolica w finałowym wyścigu o prawo zorganizowania olimpiady pokonała Paryż. Wtedy Francuzi byli ogromnie rozgoryczeni decyzją MKOl, ale dziś mogą tylko odetchnąć z ulgą, że w czasach recesji nie muszą dopłacać ze świecącej pustkami państwowej kasy do igrzysk, które nie staną się panaceum na problemy europejskiej gospodarki.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.