Sprawa Turowa to konsekwencja nieudolnego podejścia polskiego rządu do sprawiedliwej transformacji energetycznej - mówi Radosław Gawlik, prezes Stowarzyszenia Ekologicznego EKO-UNIA. W rozmowie z Agnieszką Gorczycą (Infor.pl) Gawlik zauważa, że opracowanie polityki odejścia od węgla i podanie realnej daty zakończenia wydobycia węgla w Turowie może rozwiązać problemy.

Jakie są źródła polsko-czeskiego sporu o Kopalnię Turów?

Reklama

Od 2019 roku rozpoczął się w państwie czeskim bardzo solidarny nacisk na Polskę: na polski rząd, na Turów i na PGE. Skończyło się tak, że w postępowaniu, w którym uczestniczyli Czesi i Niemcy, dotyczącym decyzji środowiskowej i koncesji, nagle nieoczekiwanie nasz rząd, wykorzystując przepisy innej ustawy, przedłużył koncesję o 6 lat.

To był taki impuls, Czesi powiedzieli, że poczuli się oszukiwani i zagrozili wystąpieniem do Komisji Europejskiej. Przyjechali za komisją pojednawczą do Polski w lutym tego roku. Ale kiedy rząd polski nie podjął negocjacji, wystąpili do TSUE, mając już częściowo pozytywną decyzję i opinię Komisji Europejskiej, która zwróciła uwagę na naruszenie co najmniej dwóch dyrektyw unijnych – mówi Gawlik.

Dlaczego Czesi dążą do zamknięcia Kopalni Turów?

Czesi sygnalizują, że w ciągu ostatnich 40 lat następuje stały spadek poziomu wód, nawet do 40-50 metrów. W ubiegłym roku powiedzieli, że poziom wód obniżył się w studniach w Uchelnej o 10 metrów, mimo stosunkowo deszczowego roku.

Problem stanowią właśnie te wody wgłębne, które nie są tak łatwo zasilane. Nie są to warstwy przepuszczalne, więc te wody się tam gromadzą przez dziesiątki czy setki lat. Z wód wgłębnych, tzw. artezyjskich, jest czerpana woda do zasilania mieszkańców tych regionów przygranicznych w Czechach.

Oprócz spadku poziomu wód, tam są też inne elementy negatywnego wpływu na środowisko, takie jak: pylenie czy problemy z hałasem – wyjaśnia Gawlik.

Jakie rozwiązanie sporu o Turów proponuje EKO-UNIA?

My jako stowarzyszenie, ale też inne organizacje, powtarzamy, że warto wykorzystać tę sytuację, aby rzeczywiście planowo odejść od węgla. Nie tylko zapłacić Czechom te stosunkowo duże pieniądze, ale: spróbować zaplanować odejście od węgla, skorzystać z funduszu UE na sprawiedliwą transformację. Tam na ten region jest przewidziane w tej chwili około 260 milionów Euro, których Turów nie dostanie ze względu na to, że planuje do 2044 roku kopać węgiel.

Musi być zaplanowane odejście w ciągu 7-10 lat i wówczas możemy zarówno zadbać o kwestie i ekologiczne, nasze i czeskie, ale też zadbać o niebagatelne kwestie gospodarcze. Ponieważ ta elektrownia nie ma przyszłości – podsumowuje Gawlik.

Radosław Gawlik – prezes Stowarzyszenia Ekologicznego EKO-UNIA, w ramach którego realizuje projekty z obszaru: ekologii, zrównoważonego rozwoju obszarów wiejskich, współpracy międzynarodowej oraz promocji zielonej polityki.