Pandemia koronawirusa, która wybuchła niespodziewanie, sprawiła, że mogę teraz bardziej niż kiedykolwiek zająć zdecydowane stanowisko.

Jak wiecie w czasie epidemii władze wielu państw, w tym Polski, wprowadziły mnóstwo nakazów i zakazów. Należy chodzić w maseczkach i zachowywać bezpieczną odległość od innych. Zamknięto restauracje, hotele, kina, a nawet przedszkola i szkoły! Została ograniczona możliwość uprawiania sportu na świeżym powietrzu. Nie muszę chyba tłumaczyć, jak bardzo uciążliwe są powyższe restrykcje dla przeciętnego mieszkańca, a przede wszystkim dla dzieci…

Wiele argumentów przemawia za mieszkaniem w mieście. Mamy tu wszędzie blisko, a szkoła, sklepy i kina są na wyciągnięcie ręki. W mieście można znaleźć lepiej płatną pracę, a w przypadku choroby szybko trafimy do lekarza specjalisty. W mieście często organizowane są też różnego rodzaju imprezy kulturalne. Kursuje tu również komunikacja miejska. Wirus pokazał mi jednak, że te zalety nie są wystarczające…

Od dwóch miesięcy żyjąc na wsi mogę w każdej chwili wyjść do ogrodu i zaczerpnąć świeżego powietrza. Mogę uprawiać też sport, co jest ważne dla zdrowia. Nie ma tu hałasu, kurzu, tłoku. Nie spotykam wielu ludzi. Czuje się bardziej swobodnie i bezpieczniej niż w mieście. Dzięki lekcjom online mam dostęp do nauki, tak jak moi rówieśnicy w mieście.

Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że nie każdy ma możliwość przeprowadzić się na wieś, ale jeżeli ktoś może wyjechać za miasto, choćby do babci, to gorąco zachęcam. 

Kacper Baranowski, 13 lat