Od ub. roku kopalnia Makoszowy należy do Spółki Restrukturyzacji Kopalń (SRK), gdzie wcześniej trafiały tylko kopalnie likwidowane. Związkowcy z kopalni przekonują, że znalazła się ona w SRK, aby zrealizować plan naprawczy i znaleźć inwestora. Ponieważ tak się nie stało, na początku czerwca br. związki zagroziły protestami i zażądały rozmów z rządem o przyszłości zakładu.

Jak wyjaśniała inicjatorka poniedziałkowego apelu sejmiku, radna PO Urszula Koszutska, ma on popierać działania załogi Makoszów na rzecz zachowania miejsc pracy. Dokument został przyjęty głosami sejmikowej koalicji PO-PSL-SLD-Ruch Autonomii Śląska.

„Sejmik Woj. Śląskiego popiera starania załogi kopalni węgla kamiennego Makoszowy w Zabrzu zmierzające do sfinalizowania działań mających na celu utrzymanie kilku tysięcy miejsc pracy. Mając na względzie deklaracje prezesa Rady Ministrów Beaty Szydło składane załodze KWK Makoszowy w trakcie kampanii wyborczej liczymy na to, że zapowiedzi wsparcia działań na rzecz KWK Makoszowy będą zrealizowane podobnie, jak te dotyczące kopalni Brzeszcze” - brzmi treść apelu.

„Niezrozumiałe jest, że plany związane z przyszłością branży górniczej pomijają przyszłość KWK Makoszowy. Radni Sejmiku Woj. Śląskiego stanowczo domagają się przedstawienia planu działań rządu na rzecz dalszego funkcjonowania KWK Makoszowy w kształcie zapowiadanym przez polityków Prawa i Sprawiedliwości w trakcie kampanii wyborczej” - napisali w dokumencie radni.

Pod koniec sierpnia ub. roku ówczesna kandydatka PiS na szefową rządu Beata Szydło odwiedzając tę kopalnię mówiła m.in., że przygotowano w niej "plan zmian, które mogą doprowadzić do tego, że kopalnia Makoszowy będzie przynosiła zyski, że zostaną uratowane nie tylko miejsca pracy tutaj, ale też tysiące miejsc pracy i na Śląsku i w całej Polsce".

Obecna premier akcentowała wówczas m.in., że aby wypracowany w Makoszowach plan mógł być wdrożony, kopalnia ta, ale też inne kopalnie w kraju, potrzebują "wsparcia państwa". "I to jest obowiązek państwa - zbudować stabilną strategię rozwoju górnictwa i energetyki - fundamentu polskiej gospodarki" – mówiła wówczas Szydło.

W lutym br. premier Szydło pytana o sprawy górnictwa, zapewniła, że rząd szuka rozwiązania, aby także kopalnia Makoszowy mogła "normalnie funkcjonować i te miejsca pracy były utrzymane".

W sprawie dalszych losów Makoszów w ostatnim czasie odbyły się dwa spotkania związków z wiceministrem energii Grzegorzem Tobiszowskim. Strony oficjalnie nie chciały mówić o uzgodnieniach tłumacząc, że sprawa kopalni, która korzysta obecnie z pomocy publicznej, nie powinna stać się problemem utrudniającym trwającą procedurę notyfikacji programu naprawczego polskiego górnictwa w Komisji Europejskiej (notyfikacja spodziewana jest jesienią br.).

Nieoficjalnie uczestnicy spotkań sygnalizowali, że dotyczyły one nie tyle perspektyw działania kopalni w przyszłości, co działań w bliskim horyzoncie czasu – mających zapewnić zbyt większej ilości produkowanego tam węgla. Prowadziłoby to do ograniczenia strat produkcyjnych.

W ub. roku prawie cały wydobyty w Makoszowach węgiel trafił do Polskiej Grupy Energetycznej, za pośrednictwem Kompanii Węglowej, do której wcześniej należała zabrzańska kopalnia. W tym roku kontrakt nie jest kontynuowany i kopalnia musiała szukać innych rynków zbytu. Na cały rok zaplanowano wydobycie ponad 800 tys. ton węgla - dwa razy mniej niż wynoszą zdolności produkcyjne kopalni. Sprzedaż zakładana jest na poziomie niewiele ponad 650 tys. ton; działania resortu energii i SRK mają doprowadzić do jej zwiększenia.

Na razie kopalnia ma kłopoty ze zbytem - w tym roku wyprodukowała ok. 100 tys. ton węgla, z czego sprzedała połowę. Obecnie na zwałach kopalni leży prawie 200 tys. ton węgla, a do końca roku ilość ta wzrośnie, jeżeli zakład nie pozyska nowych odbiorców. Sytuację ma poprawić nowy kontrakt z jednym z dużych koncernów energetycznych, którego realizacja ma rozpocząć się w trzecim kwartale roku.

Kopalnia Makoszowy dopłaca obecnie do każdej wydobytej tony węgla średnio ponad 300 zł. Koszt wydobycia jednej tony wyniósł w tym roku w tej kopalni 507 zł, a średnia cena sprzedaży węgla to 204 zł za tonę. Dlatego zakład korzysta z budżetowych dopłat do strat produkcyjnych, które są możliwe tylko w kopalniach przekazanych do SRK. W ub. roku kopalnia wykorzystała 61 mln zł takiej dotacji, a od początku br. już 101 mln zł z zaplanowanej na 2016 r. subwencji w wysokości 157 mln zł. Dopłaty są możliwe tylko do węgla wykorzystywanego do produkcji prądu.

Gdyby potencjalny inwestor przejął teraz kopalnię, musiałby zwrócić co najmniej 162 mln zł. Do końca roku kwota ta wzrośnie - jeżeli straty i dopłaty nie zostaną zahamowane - do ponad 200 mln zł. Ponadto ze środków budżetowych sfinansowano świadczenia socjalne dla odchodzących z pracy górników. Z urlopów górniczych i jednorazowych odpraw pieniężnych skorzystało dotąd 470 pracowników, co kosztowało budżet ok. 28,7 mln zł - inwestor kupujący zakład musiałby liczyć się także z potencjalnym zwrotem tych środków. Do SRK nie wpłynęła dotąd żadna oferta zakupu kopalni.

W związku z podjęciem rozmów z wiceministrem Tobiszowskim związkowcy z kopalni wstrzymali na razie zaplanowane protesty, choć część załogi nadal deklaruje akcje protestacyjne.

Unijne przepisy zabraniają pomocy publicznej dla kopalń węgla, dopuszczając wsparcie jedynie dla zakładów przeznaczonych do zamknięcia - na pokrycie strat produkcyjnych, osłony dla odchodzących pracowników oraz działania likwidacyjne.

Aktywa kopalni Brzeszcze przejął pod koniec ub. roku od SRK koncern energetyczny Tauron - płacąc symboliczną złotówkę. W poniedziałek właściciel poinformował o uruchomieniu w tym zakładzie drugiej ściany wydobywczej. Ma ona podnieść efektywność i – w zamierzeniu - prowadzić kopalnię do osiągnięcia rentowności w 2017 r.(PAP)