Szef Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker zapewniał podczas sesji plenarnej PE w Strasburgu, że UE chce porozumienia w sprawie Brexitu. Ostrzegał jednocześnie, że jego brak to poważne trudności. W krótkim wystąpieniu podtrzymał jednocześnie stanowisko UE w sprawie granicy między Irlandią a Irlandią Północną. Kwestia ta jest obecnie największą przeszkodą na drodze do porozumienia.

Na kilka tygodni przed wyznaczoną przez unijną "27" datą zakończenia negocjacji w rozmowach utrzymuje się impas. Wypowiedzi ze strony szefa brytyjskiej dyplomacji pogorszyły i tak już nie najlepszy klimat w relacjach UE27 i Wielkiej Brytanii po nieudanym szczycie w Salzburgu.

Hunt naraził się unijnym politykom swoim weekendowym wystąpieniem podczas konwencji rządzącej w Wielkiej Brytanii Partii Konserwatywnej. "Co stało się z pewnością siebie i ideałami europejskiego marzenia? UE została stworzona po to, by chronić wolność - to ZSRR powstrzymywał ludzi przed wyjazdem" - mówił potencjalny kandydat na następcę premier Theresy May, krytykując twarde podejście "27" do warunków Brexitu. "Wnioski z historii są jasne: jeśli zmieni się UE w więzienie, to chęć opuszczenia jej nie zmniejszy się, ale wzrośnie", "a my nie będziemy jedynym więźniem, który chce uciec" - dodał.

Szef największej frakcji w PE, Europejskiej Partii Ludowej (EPL), Manfred Weber mówił we wtorek, że takie słowa to nowa odsłona populizmu. "Nie chcę na to nawet odpowiadać. Chciałbym zacytować byłego polskiego ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego, który powiedział: +Panie Hunt, proszę nam pokazać gułag, proszę nam pokazać oddziały Armii Czerwonej w swoim kraju, proszę nam pokazać system represji+" - mówił Weber. Jak ocenił, Brytyjczyk powinien przeprosić za swoje słowa.

Niemiecki eurodeputowany tłumaczył, że Brexit oznacza dla Wielkiej Brytanii wyjście z UE i utratę przywilejów związanych z przynależnością do Wspólnoty. "Tu nie chodzi o karanie Brytyjczyków, tu chodzi o to, że trzymamy się czterech podstawowych zasad jednolitego rynku, chodzi tu o cztery swobody, nad którymi pracowaliśmy w ostatnich dekadach. Brexit to oczywiście tragedia, ale pokazuje też ludziom, co oznacza populizm" - mówił Weber.

Jego zdaniem największym wyzwaniem dla probrexitowych polityków takich jak Hunt czy jego poprzednik Boris Johnson jest konieczność wyjaśnienia obywatelom, co zrobili i jakie popełnili błędy. "Nie mogą oskarżać Brukseli o to, co się dzieje" - ocenił europoseł.

Również szef frakcji Postępowego Sojuszu Socjalistów i Demokratów w Parlamencie Europejskim (S&D) Udo Bullmann krytykował "pozbawione odpowiedzialności przywództwo w Wielkiej Brytanii".

"Wspieramy (głównego negocjatora UE ds. Brexitu) Michela Barniera w jego wspaniałej pracy, bo on wyraźnie pokazuje, że Europa musi zwierać szeregi, że Europa ma koncepcję wspólnych praw, ale i wspólnych obowiązków. Myślę, że większość mieszkańców Wielkiej Brytanii zrozumiała, że jest na złej drodze, że zostali na złą drogę sprowadzeni. Decyzja o Brexicie była ogromnym błędem, za który trzeba będzie zapłacić bardzo wysoką cenę, jeśli nie dojdzie do żadnej korekty" - ostrzegał.

Wypowiedź szefa brytyjskiej dyplomacji skrytykował również lider liberałów w PE (ALDE) Guy Verhofstadt. "Te słowa pana Hunta to poważny grzech. Jego słowa są obraźliwe dla milionów ludzi, którzy przez dziesiątki lat żyli w systemie sowieckim. Pan Hunt powinien przeprosić" - oświadczył były premier Belgii.

Jednak Hunt to nie jedyny polityk, którego słowa wywołały negatywną reakcję eurodeputowanych. "Brexit jest wykorzystywany przez polityków europejskich, by pokazać wszystkim, że jak się wychodzi z UE, to trzeba za to słono zapłacić. Tak zachowują się niewybrani przez nikogo eurokraci, tacy jak pan (Donald) Tusk, który w Salzburgu zachował się w sposób nieodpowiedni i wulgarny" - mówił brytyjski eurosceptyk, szef grupy Europa Wolności i Demokracji Bezpośredniej Nigel Farage.

"Niektóre oświadczenia po Salzburgu były niepotrzebnie szczere" - przyznawał również współprzewodniczący Zielonych Philippe Lambert. Dodał jednak, że po nieformalnym szczycie w Austrii, na którym odrzucono brytyjskie propozycje dotyczące Brexitu "nie zbliżyły się" do tego, co powiedział brytyjski minister spraw zagranicznych.

"Przypominam, że państwa członkowskie z własnej woli przystąpiły do UE, ponadto to w Wielkiej Brytanii zapadła niewymuszona przez nikogo decyzja o zorganizowaniu referendum w sprawie Brexitu i to (brytyjscy) obywatele zdecydowali tak, a nie inaczej" - mówił lider Zielonych.

Odnosząc się do brytyjskich zarzutów wobec UE o brak elastyczności w negocjacjach, Lambert powiedział, że nie można wymagać od "27" rozwiązania różnych sprzeczności w stanowisku Londynu. "To właśnie ten rząd postanowił zinterpretować decyzję w sprawie Brexitu jako decyzję o wyjściu z jednolitego rynku i unii celnej. To ten rząd odrzuca jakąkolwiek formę statusu nadzwyczajnego dla Irlandii Północnej, to on chce zniszczyć porozumienie wielkopiątkowe, które zagwarantowało pokój w Irlandii" - wypominał Lambert.