Muzeum Gazownictwa mieszczące się na warszawskiej Woli przy ulicy Kasprzaka 25 często gości wycieczki szkolne. Wizyta w kompleksie budynków centrali PGNiG, która znajduje się na terenie starej Gazowni Warszawskiej, może być nietypową, ale bardzo cenną lekcją zarówno historii, jak i chemii. Tak też się stało w przypadku grupy dzieci z trzeciej klasy szkoły podstawowej, która wzięła udział w debacie na temat smogu.

Spotkanie odbyło się 21 maja. Jego organizatorami były „Dziennik Gazeta Prawna” oraz Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo. Debatę poprzedziło zwiedzanie muzeum z przewodniczką, która opowiedziała kilkunastoosobowej grupie o historii budynku i znajdujących się w nim licznych eksponatach. Dzieci oglądały urządzenia działające na gaz, m.in. lampy i lodówki z końca XIX wieku oraz archiwalne zdjęcia Gazowni Warszawskiej. Ekspozycja wywarła na nich duże wrażenie i choć młodzi ludzie mieli spore trudności z rozpoznaniem większości archaicznych sprzętów, do każdego obiektu podchodzili z nieukrywanym zainteresowaniem. Ciekawość nie opuściła ośmio- i dziewięciolatków wraz z końcem oprowadzania. Gdy pożegnane przez przewodniczkę dzieci zaspokoiły głód przygotowanym dla nich słodkim poczęstunkiem, usiadły przy stole i krótką chwilę czekały na prowadzących debatę. W tym czasie mogły przeczytać informacje na temat gazu ziemnego znajdujące się na kolorowych tablicach informacyjnych.

więcej
Wideo

.

Młodzież powitali dwaj prowadzący: Marek Tejchman, zastępca redaktora naczelnego DGP, oraz Maciej Woźniak, wiceprezes zarządu do spraw handlowych PGNiG. Ten drugi wyjaśnił dzieciom, że w budynku, w którym się znajdują, ponad 100 lat temu wytwarzano gaz z węgla kamiennego (inaczej niż współcześnie, kiedy gaz wydobywany jest z ziemi). Był to czas największego rozwoju produkcji gazu z węgla. Prowadzący zapowiedzieli, że będą chcieli porozmawiać z dziećmi przede wszystkim o smogu.

– Pamiętajcie, nie smok, tylko smog, choć jeden i drugi mają problem z dymem – żartował Tejchman, akcentując dźwięczną głoskę krótkiego słowa.

Dzieci nie miały większych trudności ze zdefiniowaniem smogu ani tym bardziej z odróżnieniem go od smoka. Wyjaśniły, że to zanieczyszczenie powietrza, które powstaje głównie przez dym z kominka i spaliny samochodowe.

– Smog to mieszanina trujących substancji takich jak tlenki węgla – wytłumaczył jeden z chłopców, zaskakując fachową wiedzą prowadzących lekcję.

Smog w kolbie

Podczas debaty dzieci mogły przyjrzeć się eksperymentowi, który polegał na wytworzeniu niewielkiej, kontrolowanej ilości smogu w kolbie. Dwaj panowie ubrani w białe fartuchy zapowiedzieli dzieciom, że do przygotowania smogu potrzebne im będą dym oraz wilgoć. Zamiast wody użyli jednak etanolu, najprostszego alkoholu, aby przyspieszyć badanie i spotęgować jego efekt. Kolba szybko pokryła się gęstą szarością. Gdy eksperymentatorzy przyłożyli do niej kawałek papieru, ten spłonął w mgnieniu oka, a naczynie oczyściło się. Dzieci przyglądały się temu z prawdziwą fascynacją.

Franek lat 7

Franek lat 7

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Choć tym razem mogły na własne oczy zobaczyć reakcję chemiczną, która przed chwilą nastąpiła w kolbie, stwierdziły, że smog nie zawsze jest widoczny. Wiedziały też, że można sprawdzać na bieżąco jego poziom za pomocą specjalnych aplikacji w telefonach komórkowych. Wyznały też prowadzącym, że smog utrudniał im codzienne funkcjonowanie i powodował dyskomfort, gdy zimą w okresie największych zanieczyszczeń powietrza nie mogły wychodzić podczas międzylekcyjnych przerw przed szkołę.

– Czuliśmy się wtedy jak koty, którym nie dano karmy! – skarżyły się.

To malownicze porównanie bardzo rozśmieszyło organizatorów lekcji, zwłaszcza że dzieci zaczęły żałośnie miauczeć, by zobrazować, jak bardzo było im wtedy źle.

Drugi eksperyment, któremu mieli szanse przypatrzeć się uczniowie, przybliżył smog typu krakowskiego, nazywany również londyńskim lub zimowym. Naukowcy w kitlach postawili na środku sali niewielkie akwarium będące makietą miasta z budynkami i ludzikami z klocków lego. Miasto miało imitować obszar położony w niecce, z której zanieczyszczenia nie mogą się wydostać, dokładnie tak jak w przypadku Krakowa.

– Ze względu na bardzo dobry przepływ powietrza smog w Warszawie szybko znika i mamy z nim mniejszy problem – podsumował badanie redaktor DGP, porównując poziom zanieczyszczenia w dwóch polskich miastach.

W czasie rozmowy okazało się, że młodzi uczestnicy lekcji są świadomi zagrożeń płynących z kontaktu ze smogiem. Dzieci dobrze wiedzą, że zanieczyszczenie powietrza może powodować liczne dolegliwości, m.in. astmę, bóle głowy i inne choroby w wyjątkowych przypadkach grożące nawet śmiercią.

– Człowiek potrzebuje czystego powietrza, dlatego nad morzem, gdzie często wieje wiatr, czujemy się dobrze – tłumaczył wiceprezes PGNiG.

Następnie organizatorzy debaty spróbowali uporządkować wiedzę trzecioklasistów na temat tego, jak skutecznie chronić się przed smogiem. Dzieci kojarzyły maseczki, jednak przyznały się do tego, że nigdy ich nie nosiły, bo zabezpieczenia nie były zbyt wygodne i utrudniały oddychanie. Dziewięciolatki wymieniły inne znane sposoby na uniknięcie kontaktu ze smogiem. Powiedziały, że na pewno warto zamykać okna, unikać wietrzenia pomieszczeń, a zamiast tego korzystać w mieszkaniach z odświeżaczy do powietrza. Co zaś należy zrobić, aby pozbyć się smogu w Polsce, a nie tylko go unikać? Prowadzący przedstawili dzieciom kilka możliwych rozwiązań, z których będą mogli skorzystać ich rodzice. Warto rozważyć ograniczenie jazdy samochodem albo przynajmniej zmianę aut na wydzielające mniej spalin, zmianę pieców z węglowych i drzewnych na gazowe, palenie tylko przeznaczonymi do tego surowcami oraz wreszcie coś, co mogą zrobić same dzieci np. z nauczycielami w ramach edukacji przyrodniczej: chodzi o zasadzenie roślin – nie ma znaczenia jakich, ponieważ wszystkie gatunki produkują tlen i oczyszczają powietrze.

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Czas eksperymentu

Po podsumowaniu wiadomości przyszedł czas na kolejny eksperyment porównujący dwa typy paliw: z wysokim i niskim poziomem siarki. To pierwsze pozostawiło w kolbie znacznie więcej zanieczyszczeń i miało nieprzyjemny zapach.

– Zarówno w Polsce, jak i w całej Unii Europejskiej zmieniają się przepisy i używa się paliwa z mniejszą ilością siarki, również na statkach – taką ciekawostkę przekazali dzieciom prowadzący.

Skoro już wiadomo, że to m.in. spaliny znacząco przyczyniają się do powstawania smogu, rezygnacja z paliwa gorszej jakości będzie dobrym krokiem w stronę przeciwdziałania zanieczyszczeniom powietrza.

Ostatnim tematem poruszonym podczas debaty był gaz ziemny. Mężczyźni przybliżyli jego historię, znacznie dłuższą niż dzieje człowieka. Dziewięciolatki dowiedziały się, że powstał wiele milionów lat temu, kiedy kolejne warstwy martwych roślin i szczątków organizmów zalegających w ziemi zostały poddane wysokim temperaturom i ciśnieniu, a dziś jest ukryty głęboko w skałach. Wiceprezes PGNiG opowiedział dzieciom o tym, że gaz w Polsce jest obecnie wydobywany w okolicach Rzeszowa, Zielonej Góry i Koszalina za pomocą specjalnych wierteł, a następnie przesyłany do gazociągów. Później może już płynąć do domów i fabryk. Gazu potrzeba w Polsce tak dużo, że nie wystarczają zasoby wydobywane w kraju i trzeba go też sprowadzać z zagranicy, np. z Norwegii, Rosji i Kataru. Co ciekawe, gazociągi leżą pod ziemią, na dnie mórz, ale gaz można też transportować statkami. Jak przebiega ten proces?

– To, czego nie widać w powietrzu, po zamrożeniu do minus 161 stopni zamienia się w ciecz. Taki gaz wlewa się na statek i wysyła np. z Kataru do Polski. Potem jest podgrzewany i znów zmienia swój stan skupienia w lotny – wytłumaczył wiceprezes spółki, by dzieci mogły wyobrazić sobie drogę, którą gaz trafia z dalekich miejsc do ich domów.

Gdy po prawie godzinie rozmów przyszedł czas na wysnucie ostatecznych wniosków z debaty i zadawanie pytań, prowadzący uzmysłowili dzieciom, że gaz służy do wielu rzeczy: można nim ogrzewać domy, napędzać nim autobusy i śmieciarki, a duże zakłady przemysłowe produkują dzięki niemu np. nawozy. Słowem, gaz znacząco przyczynia się do rozwoju polskiej gospodarki i wzbogacania się kraju, o czym dzieci wcześniej nie wiedziały.

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Trzecioklasiści nie chcieli jednak szybko opuszczać budynku muzeum, domagając się kolejnych przyjemnych doświadczeń, czyli obejrzenia kolejnych eksperymentów. Gdy tylko im obiecano, że nie skończą lekcji bez obejrzenia jeszcze kilku badań, ucieszone wyciągnęły notesy i ustawiły się w kolejce, by zebrać od prowadzących... autografy. Zaskoczeni mężczyźni podpisali kilkanaście kartek. Dzieci jednak na tym nie poprzestały. „Panie eksperymencie!” – zawołano jedno z nich do panów w fartuchach, by zdobyć również ich autografy. Z tego spotkania każdy wyszedł doceniony!

Ostatnie eksperymenty nie dotyczyły już smogu, lecz zapoznały dzieci z innymi ciekawymi zjawiskami zachodzącymi w atmosferze. Najpierw przedstawiono proces sublimacji (przejścia ze stanu stałego w stan gazowy) suchego lodu. Dziewięciolatki mogły podawać go sobie z rąk do rąk, udając, że to gorący kartofel, który trzeba jak najszybciej przekazać kolejnej osobie. Podczas drugiego eksperymentu panowie opowiedzieli uczniom o ciekłym azocie, a następnie wylali go roześmianym dzieciom pod nogi. Młodzi ludzie musieli szybko przebierać nogami i tupać, aby nie odczuć chłodu, który powoduje kontakt z tą substancją. Rozruszane zgodziły się wreszcie zakończyć lekcję i podziękowały „panom eksperymentom” za dodatkowe, nieprzewidziane atrakcje.

Oby wiedza zdobyta w czasie debaty nie okazała się tak ulotna jak gaz, o którym rozmawiały dzieci. Ich entuzjazm wskazywał raczej na to, że szybko nie zapomną o majowym spotkaniu. Kto wie, może nawet któryś z małoletnich uczestników wydarzenia pójdzie w ślady Łukasiewicza i dzięki jego wynalazkom kolejne pokolenia nie będą musiały rozmawiać o smogu, bo ten przestanie być problemem?

źródło: Dziennik Gazeta Prawna