Dane za sierpień odsuwają obawy, że grozi nam credit crunch.
ikona lupy />
DGP
Po trwającym od marca okresie systematycznego spadku w sierpniu portfel kredytów bankowych dla krajowych firm urósł – wynika z danych opublikowanych we wtorek przez Narodowy Bank Polski. W skali miesiąca zaangażowanie banków zwiększyło się o nieco ponad pół miliarda złotych (dane transakcyjne, oczyszczone z wpływu zmian kursu złotego, pokazują wzrost o niemal 800 mln zł).
W końcu minionego miesiąca portfel kredytów dla firm wynosił 357,3 mld zł. Podobną wartość miał we wrześniu 2018 r. Mimo poprawy sytuacji w sierpniu roczna dynamika kredytów dla firm pogorszyła się. Według najnowszych danych mamy spadek o 3,7 proc. W lipcu zniżka wynosiła 2,4 proc., a w czerwcu wartość portfela była taka sama jak rok wcześniej.
W najgorszej sytuacji są przedsiębiorcy indywidualni. Jednak pojawiło się światełko w tunelu. W sierpniu kredyty dla tej grupy klientów wynosiły niemal 64,5 mld zł. To o 8,2 proc. mniej niż rok wcześniej, ale w lipcu spadek wynosił jeszcze 8,5 proc. Spowolnił spadek kredytów obrotowych (w samym sierpniu miał tu miejsce wzrost o ćwierć miliarda złotych, do 38,8 mld zł). W pożyczkach na inwestycje utrzymują się dwucyfrowe spadki w skali roku.
„Póki co inaczej niż drgnięciem nie da się tego nazwać. Do normalnych poziomów popytu na kredyt droga daleka” – skomentowali na Twitterze dane o wzroście kredytów dla firm i klientów indywidualnych ekonomiści mBanku.
Nowe statystyki zdają się jednak wskazywać, że obawy o zduszenie gospodarki poprzez zbyt silne ograniczenie podaży kredytu były na wyrost.
„Ryzyko nadmiernego ograniczenia dostępności kredytu – wysoka niepewność co do wpływu pandemii na sytuację banków i kredytobiorców może prowadzić do nadmiernego ograniczenia dostępności kredytu w gospodarce przez banki (credit crunch). Działania publiczne mogą tylko częściowo ograniczać to ryzyko, ale dynamika akcji kredytowej będzie zależeć w decydującym stopniu od skłonności banków do podejmowania ryzyka i popytu na kredyt” – pisał w opublikowanym w czerwcu raporcie na temat stabilności systemu finansowego Narodowy Bank Polski.
Obawy przed wystąpieniem credit crunch formułował również Komitet Stabilności Finansowej (prócz szefa NBP w jego skład wchodzą minister finansów, przewodniczący Komisji Nadzoru Finansowego i szef Bankowego Funduszu Gwarancyjnego). Napisano o tym również w komunikacie po ostatnim, poniedziałkowym spotkaniu KSF: „Możliwe jest nadmierne ograniczenie przez banki dostępności kredytu”. Związek Banków Polskich pod koniec lipca apelował o złagodzenie wymogów wobec banków – żeby uniknąć ryzyka nadmiernego zacieśnienia akcji kredytowej.
Na to, że przynajmniej na razie trudno mówić o pojawieniu się w Polsce credit crunch, wskazuje jednak również analiza NBP.
„Przedsiębiorstwa, które po 15 marca br. ubiegały się o kredyt bankowy, najczęściej twierdziły, że polityka kredytowa banków była neutralna – bank przy podejmowaniu decyzji bazował na złożonych dokumentach i standardowym zestawie informacji” – wskazują autorzy opracowania „Aktywność kredytowa sektora przedsiębiorstw niefinansowych w Polsce w okresie pandemii COVID-19”.
Pod uwagę wzięli nie tylko twarde dane na temat akcji kredytowej sektora bankowego, ale też wyniki ankiet prowadzonych wśród przedsiębiorstw. Jedna z nich była poświęcona próbie wychwycenia zjawiska credit crunch. Zrealizowano ją na przełomie lipca i sierpnia na próbie ok. 700 firm.
„Wśród przedsiębiorstw, które były kredytobiorcami przed 15 marca br. przeważają firmy, których warunki kredytowe nie uległy zmianie po ogłoszeniu lockdownu. Ponad 66,5 proc. badanych kredytobiorców poinformowało, że warunki umów kredytowych, jakie zawarły z bankami przed lockdownem, nie zostały zmienione. Z kolei wśród niemal 34 proc. firm, które poinformowały o zmianach, nieco ponad 18 proc. badanych kredytobiorców, poinformowało, że warunki zostały złagodzone. W przypadku 15 proc. badanych kredytobiorców warunki dalszego kredytowania zostały zaostrzone. Najczęściej banki podniosły wymagania odnośnie do zabezpieczenia kredytu” – wskazują autorzy analizy banku centralnego.
„W nielicznej grupie firm redukujących inwestycje w związku z ograniczeniem finansowania kredytowego zidentyfikowanej w badaniu przeważają przedsiębiorstwa handlowe i przemysłowe oraz mniejsze firmy z sektora MSP. Przedsiębiorstwa te wskazywały na trudności w negocjacjach z bankami i doświadczyły pogorszenia dostępności kredytowej mimo posiadanej w większości przypadków zdolności kredytowej. (…) W żadnej z tych sytuacji bank nie miał zarzutów do historii kredytowej. Niewielka liczba podobnych przypadków wskazuje, że skala ewentualnego racjonowania kredytów nie była znacząca” – podsumowują analitycy NBP.
Spadek kredytów, jaki miał miejsce w poprzednich miesiącach, ekonomiści tłumaczyli nie tylko polityką banków. Według nich znaczenie miał również mniejszy popyt. To z jednej strony konsekwencja ograniczania inwestycji w wyniku wzrostu niepewności wywołanej przez kryzys gospodarczy. Z drugiej strony zadziałało też rządowe wsparcie antykryzysowe – przede wszystkim Tarcza Finansowa Polskiego Funduszu Rozwoju. Państwowa instytucja zasiliła firmy dziesiątkami miliardów złotych, pozwalając im nie martwić się przez pewien czas o płynność.