– Wspólnie z Helsińską Fundacją Praw Człowieka uważamy, że wniosek I prezesa SN próbuje doprowadzić do rozstrzygnięcia TK, które skutkowałoby zmianą dotychczasowej linii orzeczniczej sądów administracyjnych, przyznającej często prawu do informacji zdecydowane pierwszeństwo. Wniosek ten może zagrażać dostępowi do informacji publicznej i utrudnić prowadzenie realnej kontroli społecznej nad władzą publiczną. Chcielibyśmy przedstawić nasze stanowiska w tej sprawie trybunałowi – komentuje Szymon Osowski, prezes Sieci Obywatelskiej Watchdog Polska.

Tłumaczy, że trudno zinterpretować na podstawie wniosku, jakie są rzeczywiste zarzuty I prezesa SN wobec przepisów ustawy o dostępie do informacji publicznej. – Naszym zdaniem jest to ogólny zarzut dotyczący ustawy o dostępie do informacji publicznej. Samo to, że ona po prostu jest – ocenia Szymon Osowski.

Pikanterii sprawie dodaje fakt, że Sąd Najwyższy jest stroną spraw o dostęp do informacji, m.in. w zakresie ujawnienia umów zawieranych przez SN. Nie jest zatem wykluczone, że wniosek do TK zmierza do sparaliżowania tych spraw toczących się przed sądami administracyjnymi. Taką możliwość daje art. 125 prawa o postępowaniu przed sądami administracyjnymi (Dz.U. z 2002 r. nr 153, poz. 1270 z późn. zm.). Zgodnie z nim sąd może zawiesić postępowanie z urzędu, jeżeli rozstrzygnięcie sprawy zależy od wyniku innego toczącego się postępowania administracyjnego, sądowoadministracyjnego, sądowego lub przed Trybunałem Konstytucyjnym. Sąd administracyjny może wówczas to zrobić, choć nie musi.

– Ten wniosek to raczej reakcja na to, że Sąd Najwyższy nie w każdym aspekcie swojej działalności jest transparenty. Co więcej, przegrywa także sprawy o udostępnienie informacji publicznej w sądach administracyjnych. Wniosek jest w istocie wnioskiem we własnej sprawie – dodaje prezes Sieci Obywatelskiej.

W jego ocenie przedstawione we wniosku wyroki, mające rzekomo być dowodem na niezgodność przepisów ustawy o dostępie do informacji publicznej z konstytucją i europejską konwencją praw człowieka, są w istocie sprawami, w których I prezes Sądu Najwyższego wziął udział w charakterze strony i zakończyły się one dla niego niekorzystnie.

Wniosek dotyczy głównie tego, w jakim zakresie prawo do informacji zapewnia jawność informacji o osobach pełniących funkcje publiczne. Prezes SN odnosi się również do procedury udostępniania informacji publicznej i postępowania w przypadku skarg kierowanych do sądów administracyjnych.

– Przy tak szerokim wniosku prezesa SN każde niemal postępowanie przed sądem administracyjnym (niezależnie od tego, jakiego organu bezczynność będzie skarżona) mogłoby być zawieszone – dodaje szef stowarzyszenia.

Wskazuje, że w ocenie Sieci prezes przekroczył kompetencje wyrażone w art. 191 ust. 1 pkt 1 konstytucji, a sytuacja, w której występuje w tym charakterze we własnej sprawie, jest co najmniej dwuznaczna.

Jeżeli TK uznałby zasadność wątpliwości prezesa SN, to – zdaniem organizacji – dostęp do informacji publicznej przestałby istnieć.

– Wątpię jednak w skuteczność tego wniosku, w szczególności ze względu na jego formę. Traktujemy to raczej jako wybieg w celu zablokowania toczących się postępowań przed sądami administracyjnymi – dodaje szef stowarzyszenia.