Chłodne poparcie i gorąca koalicja
Według badań CBOS-u rząd Tuska wypada słabo — przeciwników jest znacznie więcej niż zwolenników. W porównaniu z poprzednimi ekipami obraz jest niejednoznaczny: po dwóch latach rządów PiS w 2017 roku partia Kaczyńskiego też była w dołku, by potem odbić się i wygrać kolejne wybory. Jednak – jak przypomina Flis – w 2021 roku to odbicie już się nie udało. Władza, która traci zaufanie i wewnętrzną dynamikę, ma problem z jej odzyskaniem.
Koalicja rządząca, zbudowana z bardzo różnych środowisk – od konserwatywnego PSL po progresywną Lewicę – jest „szeroka, ale słabo się ściska”. Flis zwraca uwagę, że to układ delikatny i kruchy. Kiedyś Tusk mógł rozgrywać PSL groźbą wejścia do rządu przez lewicę; dziś to ludowcy mogą w każdej chwili „zmienić premiera”.
Wewnątrz samej Platformy napięcie też rośnie. Część zaplecza widzi w Tuskowym stylu przywództwa zbyt wiele autorytaryzmu i autopromocji. Jak mówi Flis, premier „chciałby być panną młodą na każdym weselu”, co nie ułatwia relacji z koalicjantami.
Wewnętrzne porządki i mała partia w dużej partii
Ostatnie decyzje Tuska o formalnym włączeniu Inicjatywy Polskiej i Nowoczesnej w struktury PO to – zdaniem profesora – ruch porządkujący układ wewnętrzny, a nie zapowiedź wielkiej przemiany. Podobne procesy zachodziły wcześniej w obozie Zjednoczonej Prawicy, gdy PiS wchłonął Republikanów i Suwerenną Polskę. W obu przypadkach chodziło o ograniczenie ryzyka, że mniejsze ugrupowania będą „ogrywać” większe przy układaniu list wyborczych.
Flis obrazowo porównuje te satelickie partie do „jemioły” – rośliny pasożytniczej, które „przyklejają się do pnia” większej organizacji i żyją z jej zasobów.
Czy Tusk przetrwa do końca kadencji?
W samej Platformie coraz częściej słychać, że być może przydałoby się „nowe otwarcie”. Padają nazwiska Radosława Sikorskiego czy innych potencjalnych następców. Flis przypomina, że zmiany liderów potrafią odświeżyć wizerunek rządu – jak w przypadku przejścia od Beaty Szydło do Mateusza Morawieckiego czy od Tuska do Ewy Kopacz. Jednak tylko na chwilę: „pochlebstw nie można traktować jako informacji o świecie” – ostrzega politolog.
Scenariusz odejścia Tuska nie jest więc wykluczony, ale trudny do przeprowadzenia. Wymagałby osoby „autoryzowanej” przez obecnego premiera, a jednocześnie spoza jego gabinetu – kogoś, kto symbolizowałby zmianę, nie zdradę.
Prawica w cieniu następcy
Po drugiej stronie sceny politycznej PiS wciąż szuka nowego impulsu. Karol Nawrocki, nowy prezydent, bywa typowany przez komentatorów jako potencjalny lider prawicy po Jarosławie Kaczyńskim. Flis studzi jednak emocje: „władza prezydenta jest skromna, a z konia łatwo spaść”. Nawrocki, choć bardziej samodzielny niż Andrzej Duda, wciąż nie ma zaplecza, które mogłoby zbudować wokół niego realny ośrodek władzy.
Ewentualny sojusz z Konfederacją również wydaje się mało prawdopodobny. – „Ktoś musi zapewnić pieniądze i organizację” – zauważa Flis. Konfederacja ma zbyt małą strukturę terenową, by być realnym partnerem dla Nawrockiego, a jej elektorat jest zbyt niszowy, by dać większość w wyborach.
PiS kontra reszta świata
Według profesora największym błędem Prawa i Sprawiedliwości jest przekonanie, że może rządzić w izolacji. Kaczyński nigdy nie poszedł drogą Orbána, który związał się z węgierskim odpowiednikiem PSL-u. W Polsce ta droga została zablokowana – a konsekwencją jest trwały brak zdolności koalicyjnych. „To jedna z kul u nogi PiS-u” – mówi Flis. Partia, która miała być reprezentantem „dolnej części społeczeństwa”, utraciła swój kapitał zaufania.
Przyszłość: zawieszenie bez klarowności
Cały układ polityczny – jak podsumowuje Flis – znajduje się dziś w stanie zawieszenia. Ani obóz rządzący, ani opozycja nie mają jasnego planu na zwycięstwo. Zbliżające się dwa lata do wyborów będą testem zdolności przetrwania, a nie ekspansji.
Na razie ani Tusk, ani Kaczyński nie mają pewnych recept. A jak mówi stare arabskie przysłowie, które cytuje profesor: „wystarczy iskra nadziei, żeby otworzyło się niebo” – ale w polskiej polityce ta iskra bywa kapryśna.