Momentem przełomowym dla relacji wewnątrz koalicji będzie głosowanie nad tzw. zasobami własnymi UE, co pozwoli uruchomić środki z funduszu odbudowy. Do tej pory PiS był skłonny wybaczyć ziobrystom głosowanie na „nie” w tej sprawie, uznając, że poprze go opozycja. Premier Morawiecki uważał, że dopóki przez wybryki ziobrystów PiS nie przegrywa kluczowych głosowań, dopóty można je tolerować.
Od pewnego czasu widać jednak, że PiS nie zamierza odpuścić ziobrystom i chce zmusić ich do głosowania „za”. – Jarosław Kaczyński wie, że Solidarna Polska Zbigniewa Ziobry traktuje to głosowanie jako element wybijania się na niepodległość i dążenie do samodzielnego startu w 2023 r. Oni chcą się zbudować na trupie PiS, podkreślając, że to PiS się zmienił, zdradził prawicowe ideały, a nie oni ‒ tłumaczy nasz rozmówca z rządu.
Jak sugeruje, nastawienie działaczy PiS do kolegów i koleżanek z Solidarnej Polski pogarsza się z każdym dniem. – Zaczyna się presja na wyrzucenie ziobrystów z koalicji – mówi.
Ziobryści w nieoficjalnych rozmowach przyznają, że dawno nie byli pod taką presją ze strony PiS. Mimo to wciąż deklarują, że w sprawie unijnego pakietu ratyfikującego nowe unijne dochody i tak zagłosują na „nie”. Ze swojej strony zarzucają PiS nierespektowanie umowy koalicyjnej, czego emanacją była nagła dymisja wiceministra aktywów państwowych Janusza Kowalskiego.
Swoje pretensje do PiS mają także politycy Porozumienia. Kością niezgody jest m.in. to, że mimo cofnięcia rekomendacji partyjnych dla trzech członków rządu – Jacka Żalka, Zbigniewa Gryglasa i Michała Cieślaka – PiS wciąż utrzymuje ich na stanowiskach. Porozumienie rozmawia na ten temat, ale także o umowie koalicyjnej.
Rozmowy toczą się w parach – Jarosław Kaczyński raz rozmawia ze Zbigniewem Ziobrą, innym razem z Jarosławem Gowinem. Lider PiS chce wyjaśnić sytuację, zanim zacznie się ofensywa związana z Nowym Ładem. Partia chce pokazać swoje pomysły w końcówce marca. Kaczyński nie chce także, by premierę Nowego Ładu zakłóciły dywagacje na temat spoistości obozu rządzącego. Do tego, jak wynika z nieoficjalnych informacji, część inwestycyjna Nowego Ładu w znacznej mierze ma się opierać na pieniądzach z UE. Stąd dążenie do przesilenia wewnątrz obozu.
W tej sytuacji już nie tylko w opozycji, lecz także w samej Zjednoczonej Prawicy kreślone są dalsze scenariusze. Nasz rozmówca, przedstawiciel jednego z koalicjantów PiS, dostrzega trzy opcje: zgodnie z pierwszą, PiS „wybacza” Solidarnej Polsce ostatnie ataki i przyszłe głosowanie na „nie” w sprawie zasobów własnych Unii, a prawicę na nowo spaja ogłoszenie Nowego Ładu i miliardy euro z nowego rozdania unijnego. Druga opcja zakłada, że PiS szuka sobie nowego koalicjanta lub ściąga posłów z opozycji – do momentu, aż ziobryści staną się zbędni (ewentualnie najpierw pozbędzie się ich z koalicji i przez jakiś czas będzie rząd mniejszościowy). Trzeci, najmniej prawdopodobny dziś scenariusz, zakłada przedterminowe wybory.
Z kolei od osoby związanej z PiS słyszymy o dwóch opcjach. – Albo się dogadamy, albo poszukamy innej większości lub będziemy rządzić mniejszościowo. Nie mamy żadnego interesu, żeby iść na wybory – podkreśla nasz rozmówca. Stąd kuszenie Pawła Kukiza i rozglądanie się za innymi posłami. To ma zwiększyć rządową większość lub zminimaliować straty, gdyby doszło do rozbratu z koalicjantem.