Tarcia na linii Waszyngton – Pekin rzuciły światło na mało znany, choć lukratywny produkt eksportowy z Chin: sprzęt do inwigilacji obywateli.
ikona lupy />
DGP
Władze po drugiej stronie Atlantyku zastanawiają się, czy po Huaweiu nie odciąć od amerykańskiej technologii także innej firmy elektronicznej z Państwa Środka. Tym razem chodzi o Hikvision, producenta sprzętu do monitoringu wideo. Na razie firma dostała od Waszyngtonu lekkiego klapsa: w tegorocznym budżecie wojskowym Stanów Zjednoczonych znalazł się zapis, że agencje federalne USA nie mogą korzystać z produktów tej marki.
Oficjalnym powodem sankcji jest fakt, że Hikvision – którego wyroby są też dostępne w Polsce – produkuje sprzęt na potrzeby bezprecedensowego programu inwigilacji mniejszości etnicznych, jaki chińskie władze rozwijają w położonej w zachodnich Chinach prowincji Sinciang. Mieszkają tam Ujgurzy, turecki lud wyznający islam, których Pekin podejrzewa o tendencje separatystyczne i wspieranie terroryzmu.
W ramach programu władze pobierają od Ujgurów dane biometryczne, próbki głosu, nagrywają mimikę twarzy, śledzą ich aktywność w sieci i codzienne życie w realu (pominąwszy obozy reedukacyjne, w których może znajdować się milion osób). Fundamentem operacji jest jednak instalacja środków inwigilacji na masową skalę – z publicznie dostępnych danych wynika, że tylko w 2016 r. w stolicy prowincji Urumczi zainstalowano 160 tys. kamer. Budżet Sinciangu na bezpieczeństwo wewnętrzne w ciągu ostatnich sześciu lat powiększył się dziesięciokrotnie, w tym dwukrotnie między 2016 a 2017 r.
Do rejestrowania, przechowywania i analizy ogromnej ilości danych są potrzebne sprzęt i oprogramowanie, które zapewniają rodzime firmy. Oprócz Hikvision jest to też jej największy akcjonariusz – China Electronics Technology Corporation – a także wiele innych firm, w tym działających w obszarze rozpoznawania obrazów (czy szerzej sztucznej inteligencji). „The New York Times” donosił niedawno, że przetestowane w Sinciangu rozwiązania firmy prezentują na targach wewnątrz Chin, gdzie cieszą się dużym zainteresowaniem władz pozostałych części kraju.
Amerykański dziennik jako pierwszy pokazał również, że sprzęt ten jest cennym towarem eksportowym, który Państwo Środka wysyła za granicę w ramach budowy przyjacielskich stosunków z krajami o nie do końca demokratycznych standardach. W ten sposób posiadaczem systemów inwigilacji „made in China” stały się Boliwia, Ekwador, Wenezuela i Zimbabwe.
Zlecenie na budowę systemu w Ekwadorze Chińczycy otrzymali po tym, jak członkowie delegacji z Quito zapoznali się z zabezpieczeniem Pekinu podczas mistrzostw olimpijskich w 2008 r. Wart 200 mln dol. system zbudowano za kredyt udzielony w pakiecie z finansowaniem kilku innych inwestycji infrastrukturalnych, który Ekwador będzie spłacał swoją ropą naftową. W budowie systemu uczestniczyły dwie chińskie firmy: China National Electronics Import & Export Corporation oraz Huawei.
Waszyngton zastanawia się także, czy nie nałożyć sankcji na osoby z chińskiej administracji zaangażowane w program inwigilacji Ujgurów. Na celowniku podobno znajduje się Chen Quanguo, szef Komunistycznej Partii Chin w Sinciangu. Amerykańskie media zauważyły jednak, że kwestia objęcia obostrzeniami przedstawicieli KPCh jest kontrowersyjna nawet w obrębie samego rządu. Wszak rozmów handlowych, które miały doprowadzić do końca konfliktu, nikt oficjalnie nie zerwał.
Tym bardziej że Państwo Środka może jeszcze sięgnąć po nietypowe zagrania, takie jak chociażby ograniczenie eksportu metali ziem rzadkich, których Chiny są największym producentem na świecie (materiały te są potrzebne do produkcji elektroniki; dla przykładu neodym możemy znaleźć w słuchawkach). W tym przypadku istnieje zresztą precedens: Państwo Środka już raz przykręciło kurek z tymi surowcami, na krótko windując ich cenę do niespotykanych wcześniej poziomów. Warto również pamiętać, że Chiny są największym producentem litu do baterii w autach elektrycznych.