Znalezienie nowych sojuszników w Europie będzie dla Prawa i Sprawiedliwości niełatwym zadaniem. Co prawda nie brakuje ofert od zachodnich eurosceptyków, ale mogą oni okazać się kłopotliwymi partnerami. Protokół rozbieżności otwiera diametralnie różne podejście wobec Kremla. To jednak największa, ale niejedyna różnica. Nie bez powodu PiS przez lata unikał włoskich czy francuskich eurosceptyków, stawiając na współpracę z brytyjskimi konserwatystami. Oni jednak za półtora miesiąca powiedzą Brukseli „goodbye”.
Tymczasem na włoskiej scenie politycznej rośnie w siłę Liga Mattea Salviniego, potencjalna alternatywa dla torysów. Według sondaży to eurosceptyczne ugrupowanie może liczyć na ponad 30 proc. głosów, mniej więcej tyle samo, co w Niemczech Unia Chrześcijańsko-Demokratyczna. Dlatego włoski polityk szykuje się na zwycięstwo w majowych wyborach europejskich i wraz z innymi eurosceptykami planuje szturmem zdobyć Brukselę.
Salvini ma w czym wybierać, jeśli chodzi o potencjalnych sojuszników. Partie eurosceptyczne rządzą lub mają wpływ na rządy w 10 z 28 państw członkowskich. Włoski przywódca znalazł już wspólny język z szefową francuskiego Zjednoczenia Narodowego Marine Le Pen. Myśli również o współpracy ze skrajnie prawicową Alternatywą dla Niemiec, populistycznymi Szwedzkimi Demokratami oraz partią Geerta Wildersa w Holandii.
Opuszczając niedawne spotkanie z Jarosławem Kaczyńskim w Warszawie, Salvini mógł mieć jednak mieszane uczucia co do perspektyw współpracy z PiS. Po szumnie zapowiadanej przez węgierskiego premiera Viktora Orbána osi Rzym – Warszawa słuch zaginął. Zresztą Orbán, który z powodu prowadzonej przez Salviniego krucjaty przeciwko migracji jest wielkim entuzjastą nowego eurosceptycznego ruchu, sam do tej pory nie zgłosił akcesu. Na razie woli pozostać w najsilniejszym w europarlamencie ugrupowaniu europejskich chadeków.
O ile premier Węgier sympatyzuje z podejściem Salviniego do Moskwy, o tyle dla Prawa i Sprawiedliwości to poważny problem. Poza Salvinim życzliwości wobec Władimira Putina nie ukrywają też inne partie eurosceptyczne, zwłaszcza że mogą liczyć na finansowe wsparcie Kremla. Prawie 10 mln euro pożyczki w rosyjskim banku otrzymała na kampanię wyborczą w 2014 r. Marine Le Pen. Chociaż nie ma dowodów na to, by Kreml bezpośrednio finansował Alternatywę dla Niemiec, tamtejsi radykałowie mogą jednak liczyć na hojne wsparcie rosyjskiej mniejszości za Odrą. Według wyliczeń samej partii co trzeci jej zwolennik mówi po rosyjsku.
Potencjalni sojusznicy Salviniego mogą skutecznie zniechęcić PiS do sojuszu z rodzącym się eurosceptycznym ruchem. Kiedy dwa lata temu Le Pen zasugerowała współpracę z PiS, Jarosław Kaczyński odpowiedział, że ma z nią tyle wspólnego, co z Putinem. Politycy partii rządzącej deklarują nieoficjalnie, że nie wejdą do frakcji, w której będzie AfD. Zwłaszcza że obecny klub Europejskich Konserwatystów i Reformatorów, w którym jest PiS, już raz wykluczył niemieckich radykałów ze swojego grona.
Kołem zamachowym sojuszu Salviniego ze środkowoeuropejskimi ugrupowaniami miałby być sprzeciw wobec migracji. Ale szybko może się okazać, że i ta płaszczyzna współpracy jest tylko pozorna. Jeśli chodzi o migrację, Włochy znajdują się bowiem w zupełnie innej sytuacji niż Polska. Jako kraj frontowy przyjęły w ostatnich pięciu latach 800 tys. przybyszów, a Salvini, który na obietnicy pozbycia się ich zbił swój kapitał polityczny, domaga się od pozostałych państw unijnych przyjmowania migrantów w ramach europejskiej solidarności.
Rozbieżności między Warszawą a Rzymem pokazała też proponowana przed rokiem reforma unijnej polityki migracyjnej. Rzymowi udało się ją zablokować dzięki poparciu Polski i Węgier, ale włoska stolica odrzuciła ją z innych powodów niż rządy środkowoeuropejskie. Rzym upiera się, by z kraju frontowego zdjęty został obowiązek opieki nad uchodźcami, podczas gdy kraje środkowoeuropejskie nie chcą automatycznego systemu relokacji. Czyli czegoś, co mogłoby pomóc w rozwiązaniu włoskiego problemu migracyjnego.
Inną skazą na potencjalnym sojuszu polsko-włoskim jest nowy unijny budżet. Włosi są naszymi konkurentami, jeśli chodzi o podział środków na regiony w nowej perspektywie budżetowej po 2020 r. Planując przyszły budżet, Komisja Europejska postanowiła dać więcej pieniędzy poturbowanym przez kryzys krajom europejskiego Południa kosztem państw środkowoeuropejskich.
Salvini przyjechał do Warszawy, bo postrzega PiS jako partię eurosceptyczną. Dla ugrupowania Jarosława Kaczyńskiego to niewygodna etykieta. Postawienie się w jednym szeregu z zaciekłymi przeciwnikami Unii Europejskiej to niezręczny ruch w czasie kampanii do europarlamentu, bo w Polsce – w odróżnieniu od Włoch – większość elektoratu jest prounijna. Wejście do eurosceptycznej frakcji już po majowych wyborach również byłoby ryzykowne: festiwal wyborczy w Polsce zakończy się bowiem dopiero w 2020 r. wraz z wyborami prezydenckimi. Salvini na swoją szansę musi trochę poczekać.
Postawienie się w jednym szeregu z zaciekłymi przeciwnikami Unii Europejskiej to niezręczny ruch w czasie kampanii do europarlamentu