« Powrót do artykułu

Wołyń, którego nie ma [RIGAMONTI]

Kawałek trzeba iść, tam, prosto. Nie, nie tak daleko. Samochodem lepiej nie, bo się można zakopać. Tu jest czarna ziemia, urodzajna, w niektórych miejscach taka jakby tłusta. Chodźcie – tak zaczęła się nasza pierwsza podróż po Wołyniu. W listopadzie 2013 r. zabrał nas w nią archeolog Olaf Popkiewicz. Poznaliśmy go dwa lata wcześniej na ekshumacjach IV cmentarza katyńskiego w podkijowskiej Bykowni.

Wołyń / fot. Maksymilian Rigamonti

żródło: Dziennik Gazeta Prawna

Wołyń / fot. Maksymilian Rigamonti

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję
statystyki

Komentarze (2)

  • Nie ma nic....(2016-09-30 11:17) Zgłoś naruszenie 50

    Jak tylko minie się granice...... to nagle zamiast wsi mamy pola ciągnące się dziesiątki kilometrów..... Kiedyś były tam wsie i polskie i ukraińskie a teraz pustka.....

    Odpowiedz
  • Majka(2016-09-30 16:17) Zgłoś naruszenie 30

    Aż mi ciarki przeszły po plecach, tak sugestywny opis. Film pewnie wywoła u mnie podobne emocje, albo jeszcze większe. „Wołyń” jest podobno znakomity. Prawdziwy, a do tego zrealizowany z wielkim rozmachem i dbałością o każdy detal. Smarzowski zbiera same super recenzje. Ja film zobaczę w przyszły czwartek. Nareszcie...

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!