« Powrót do artykułu

Kluby osiedlowe nie zniknęły wraz z Polską Ludową. Wciąż z powodzeniem działają


Warszawa, połowa 1990 r., jedno z osiedli na Woli. U zbiegu ulic Skierniewickiej i Siedmiogrodzkiej, na tyłach zajezdni tramwajowej stoi niepozorny trzypiętrowy budynek z przyległym pawilonem. Poza mieszkańcami zbierają się tutaj ludzie z całego osiedla. Transformacja ustrojowa dała pole do popisu animatorom działań lokalnych. Ludzie mają zapał, chcą zrobić coś dla wspólnoty. W pawilonie przy Siedmiogrodzkiej 11 powstaje klubokawiarnia, w której Waldemar Czapski, jeden z inicjatorów nowego miejsca, prowadzi warsztaty plastyczne. Ludzie wpadają tam nie tylko porysować, lecz także pogadać o muzyce, obejrzeć wspólnie ambitny film. Klientela szybko zaczyna się krystalizować. – W naszym klubie osiedlowym odbywały się pierwsze zloty fanów The Doors – wspomina Czapski. – Pamiętam, że na tę okazję pożyczyliśmy od kolegi z bloku telewizor Rubin, ale przy próbie odtworzenia kasety VHS poszedł z dymem. Puszczaliśmy też dużo muzyki punkowej i progresywnego rocka.


impreza

żródło: ShutterStock

Historię najsłynniejszego klubu muzycznego lat 90. opisywał komiks Marcina Podolca „Fugazi Music Club” wydany przez Kulturę Gniewu

statystyki

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!