Nominacje w trzeciej kategorii konkursu Economicus

Economicus 2015 zmierza w kierunku rozstrzygnięcia. Dziś prezentujemy książki nominowane do nagrody w kategorii – książka promująca wiedzę ekonomiczną. Oto dziesiątka, naszym zdaniem, najlepszych. Zwycięzcę poznamy 15 maja podczas uroczystej gali na Warszawskich Targach Książki.

„Architekci innowacyjności”, Paddy Miller i Thomas Wedell-Wedellsborg, Studio Emka

Przesłanie książki jest proste: Paddy’emu Millerowi i Thomasowi Wedellowi-Wedellsborgowi chodzi o to, że innowacyjność nie powstaje na specjalnych szkoleniach lub podczas żenujących burz mózgów. Niewiele w temacie innowacji pomogą też tak innowacyjne metody, jak wstawienie do sali konferencyjnej piłkarzyków do gry. Bo innowacyjność – twierdzą autorzy „Architektów...” – powinna być jak świeże powietrze, którym się w firmie oddycha. Musi istnieć przez cały czas, jakby od niechcenia. Tak by nie dochodziło do utraty innowacyjności na różnych etapach firmowej codzienności. Taka innowacyjność kosztuje niewiele. Gdy czytamy Millera i Wedella-Wedellsborga, ten cel wydaje się na wyciągnięcie ręki. I to już jest przynajmniej jakiś punkt zaczepienia dla każdego, kto chciałby zrobić z tą książką coś więcej, niż tylko ją przeczytać, a potem odstawić na półkę.

„Big Data”, Viktor Meyer-Schoenberger i Kenneth Cukier, MT Biznes

Dane, dane, dane. Wszyscy znamy anegdoty dowodzące, że dziś w ciągu jednego dnia uderza w nas więcej informacji niż nasi przodkowie przyswajali przez całe życie. Zdaniem Viktora Meyera-Schoenbergera i Kennetha Cukiera to zarazem prawda i nieprawda. Prawda – bo od danych nie sposób dziś uciec w żadnej dziedzinie życia. Ale jednocześnie wielka chmura z informacjami bywa też mgławicowym złudzeniem. Często nie można wyciągnąć z niej tego, czego nam potrzeba. Nie mówiąc już o zagrożeniach. Meyer-Schoenberger i Cukier postanowili ten poznawczy chaos uporządkować, łącząc spojrzenie zajmującego się internetem akademika z Oksfordu (Meyer-Schoenberger) z perspektywą dziennikarza (Cukier) piszącego o nowych technologiach w tygodniku „The Economist”. Taki zestaw okazał się dobrą receptą na pouczającą książkę.

„Biznes do góry nogami wywrócony”, Richard Branson, Studio Emka

Richard Branson to jeden z największych biznesowych guru naszych czasów, który w złoto zamienia wszystko, czego się dotknie. Sklep muzyczny w Londynie, studio nagrań, firma płytowa, linie lotnicze, komercyjne loty kosmiczne. Ten długi łańcuch sukcesów czyni z Bransona postać bez wątpienia intrygującą. Obiekt fascynacji kolejnych pokoleń nie tylko Brytyjczyków. Bransonowi bardzo to odpowiada, bo ostatnio produkuje książki jedna za drugą. I dzieli się w nich doświadczeniami. Styl Bransona – jak to w wielu tego typu publikacjach – może irytować. Zwłaszcza że autor często wpada w manierę: „popatrzcie, jaki jestem wspaniały, dlaczego wy jeszcze tacy nie jesteście”. Z drugiej strony warto się z fenomenem Bransona zapoznać – choćby po to, by wiedzieć, jak myślą i jak działają ludzie, którym udało się odnieść wielki sukces.

„Czarny łabędź”, Nicholas Nassim Taleb, Kurhaus Publishing

To najsłynniejsza książka Nicholasa Taleba. To dzięki niej ten były trader, obecnie zawodowy pisarz i mówca zyskał opinię „Sokratesa XXI wieku”. Czy zasłużenie? Pozostaje kwestią dyskusyjną. Trzeba jednak powiedzieć, że jeśli już czytać książki Taleba, to właśnie „Czarnego łabędzia”. Bo to pozycja przemyślana i poparta sporą erudycją, choć momentami przegadana. Główny argument Taleba nie jest może oryginalny. Libańczyk (z amerykańskim paszportem) dowodzi tu, że raz na jakiś czas w każdym wycinku rzeczywistości zdarzają się wypadki zupełnie nieprzewidywalne. Dlatego wszelkiego rodzaju rachuby i budowane wokół nich złudne poczucie pewności jest niepotrzebnym zawracaniem głowy. Taleb wolałby, żeby świat był oparty na sceptycyzmie i na zrozumieniu, jak wiele nie wiemy. Bo wówczas moglibyśmy oszczędzić sobie wielu kłopotów. I w polityce, i w gospodarce, i na giełdzie. Taka wizja świata, który wie, że nic nie wie, jest talebowską utopią. Choć nienową, to w gruncie rzeczy dosyć ożywczą.

„Doktryna Ateny”, John Gerzema i Michael D’Antonio, Studio Emka

Świat powinien być bardziej kobiecy, a wtedy wszystkim byłoby lepiej. Taka jest teza książki Johna Gerzemy i Michaela D’Antonia. Autorzy stworzyli tu obraz po części reporterski, a trochę oparty na oryginalnym międzynarodowym badaniu empirycznym. I jeden, i drugi trop wiedzie nas w kierunku stwierdzenia, że stawianie na współpracę, dzielenie się i komunikację jest niezawodną drogą do sukcesu. W tym również ekonomicznego.

„Gospodarka za 100 lat”, Ignacio Palacios-Huerta, Kurhaus Publishing

Ignacio Palacios-Huerta, profesor zarządzania z London School of Economics, skrzyknął grupę ekonomistów. I to nie byle jaką. Są tu zarówno nobliści: Alvin E. Roth, Robert Solow czy Robert Shiller, jak i kilku murowanych kandydatów do tej nagrody: Daron Acemoglu i Angus Deaton. Temu doborowemu gronu Palacios-Huerta postawił za cel opisanie gospodarki za lat 100. Czyli zażądał od nich wejścia w buty Johna Maynarda Keynesa, który w 1930 r. opublikował esej „Ekonomiczne perspektywy dla naszych wnuków”. Ekonomiści z zadania wywiązali się wzorowo. Nudy i banału jest mało. Kilku autorów zdobyło się nawet na poczucie humoru. Chyba najbardziej Avinash Dixit z Princeton, który zabawnie szkicuje relacje pomiędzy Międzynarodowym Funduszem Walutowym (z siedzibą w Singapurze) a zadłużonymi Ameryką i Europą, których obywatele nie mogą się obyć bez helikoptera w każdym gospodarstwie domowym.

„Liderzy jedzą na końcu”, Simon Sinek, Helion

Autor to 42-letni nowojorski konsultant i wykładowca Simon Sinek. A zatem przedstawiciel młodszego pokolenia wśród amerykańskich motywacyjnych guru. Jak przystało na młodego wilka, Sinek przynosi z sobą powiew świeżego idealizmu. Niby nic bardzo odkrywczego nie pisze. Po prostu dowodzi, że w pracy nie warto być cynikiem indywidualistą. Takim, co to nikomu w pełni nie zaufa i nie weźmie odpowiedzialności za nikogo poza sobą samym. Ze szkodą dla organizacji, w której kultura cynicznego indywidualizmu łatwo stanie się normą postępowania. Owszem, taka organizacja może i będzie odnosiła sukcesy, ale nigdy nie osiągnie pełni potencjału, do jakiego by mogła pretendować.

„Mapa i terytorium”m, Alan Greenspan, Prószyński Media

Książka byłego szefa Fed nie miała zbyt ciepłego przyjęcia. Gdy wchodziła na rynek, została wprawdzie odnotowana przez kogo trzeba, lecz spora część recenzji miała charakter rytualny. Im bardziej oględnie o „Mapie i terytorium” pisały najważniejsze media opiniotwórcze, tym ostrzejsze były recenzje w tych z drugiego szeregu. Zarzucano Greenspanowi wprost, że pisze o kryzysie 2007–2008, jakby jego dojrzewanie śledził z pozycji niezaangażowanego obserwatora, a nie człowieka, który przez poprzednie trzy dekady z okładem nadawał ton amerykańskiej polityce ekonomicznej. Ale nawet mimo tej krytyki Greenspan to jednak Greenspan. A jego książkę da się czytać jako opowieść byłego VIP-a, który zawsze był fetowany za pragmatyzm pozwalający mu skutecznie reagować na wybuchające kryzysy. Jednocześnie my, czytelnicy, mamy nad nim pewną przewagę. Wiemy, że ta Greenspanowska metoda w jakimś sensie... zawiodła. Stając się jedną z przyczyn wybuchu kryzysu 2008 r. I to czyni tę książkę jeszcze ciekawszą.

„Reformy systemu emerytalnego”, Nicholas Barr i Peter Diamond, PTE

Emerytury były w Polsce tematem numer jeden kilku minionych politycznych sezonów. Wszystko z powodu częściowego „odkręcenia” prywatyzacji systemu zabezpieczeń społecznych, na co zdecydował się rząd Donalda Tuska. W czasie gorącej debaty o emeryturach takich książek jak ta bardzo brakowało. Bo „Reformy...” Nicholasa Barra i noblisty Petera Diamonda to próba szerokiego spojrzenia na to, jak z problemem emerytalnym radziły sobie w minionych dekadach inne kraje. A radziły sobie bardzo różnie. Autorzy dalecy są jednak od sformułowania jednej i działającej pod każdą szerokością geograficzną emerytalnej recepty. Bardziej można tu wyczytać przestrogi, czego nie robić, niż wskazówki, co koniecznie musi zostać zrobione. Tak jest uczciwiej.

„Śmierć pieniądza”, James Rickards, Helion

Wojna nie musi oznaczać ataku za pomocą czołgów albo lotnictwa. A apokalipsa wcale nie będzie oznaczała wielkiej katastrofy klimatycznej albo wybuchu wojny nuklearnej. Inwestor i doradca ds. bezpieczeństwa międzynarodowego James Rickards od lat przekonuje, że prawdziwym zagrożeniem są wojny walutowe. Oraz powiązana z nimi perspektywa upadku dolara odgrywającego przez wiele dekad rolę niekwestionowanego pieniądza rezerwowego. A więc również zwornika światowego systemu gospodarczego. Jeśli dolar upadnie, to prawdopodobnie nie będzie go w stanie zastąpić żadna z istniejących walut. A wtedy czeka nas chaos. Witamy w XXI w.


Patron Honorowy Konkursu:

Fundator Nagrody Economicus:


Kontakt organizacyjny konkursu:

SYLWIA SZARFENBERG
tel.: 22 530 42 56
kom. 510 024 876
e-mail: sylwia.szarfenberg@infor.pl