Tempo procesu restrukturyzacji górnictwa jest bardziej zależne od zgody związków zawodowych i od uzgodnień z partnerami społecznymi niż od budżetu - ocenił wicepremier, minister rozwoju Mateusz Morawiecki w rozmowie z dziennikarzami w Krynicy.

Dziennikarze pytali wicepremiera, czy ewentualne zwiększenie z 3 do 7 mld zł wydatków na restrukturyzację górnictwa nie stanowiłoby zagrożenia dla budżetu.

Sejmowa komisja ds. energii i skarbu państwa opowiedziała się w poniedziałek za zwiększeniem limitu wydatków budżetowych na restrukturyzację górnictwa węgla kamiennego do końca 2018 r. z 3 mld zł do 7 mld zł. Tylko do końca roku działania naprawcze w branży pochłoną 1,7 mld zł.

To środki m.in. na osłony (urlopy górnicze i jednorazowe odprawy pieniężne) dla odchodzących z pracy górników oraz działania związane z finansowaniem kosztów kopalń przekazanych do Spółki Restrukturyzacji Kopalń (SRK).

Morawiecki powiedział podczas Forum Ekonomicznego w Krynicy, że mamy "bardzo trudną" sytuacją sektora węgla i "musimy się z nią zmierzyć". "Minister (Krzysztof) Tchórzewski w pełnym uzgodnieniu ze związkami zawodowymi i takim spokoju społecznym przeprowadza proces restrukturyzacji".

"To, czy będzie to w nieco przyspieszonym tempie, czy w wolniejszym zależy właśnie od zgody związków zawodowych i od uzgodnień wraz z partnerami społecznymi, bardziej niż od budżetu" - wskazał.

Choć - jak przyznał - różnica między 7 a 3 mld "jest bardzo duża". "To i tak nie byłoby za bardzo możliwe, żeby tak dużo środków wydać w ciągu jednego roku". Zapowiedział starania na rzecz tego, by ten proces prowadzić nadal w porozumieniu ze związkami zawodowymi i firmami górniczymi. (PAP)