statystyki

Królestwo kontrabandy

autor: Andrzej Krajewski02.09.2016, 07:11; Aktualizacja: 02.09.2016, 09:14
Straż celna ze złapanymi przemytnikami tytoniu

Straż celna ze złapanymi przemytnikami tytoniuźródło: Dziennik Gazeta Prawna

Choć żołnierze starannie strzegli granicy, a czekiści zabijali osoby złapane na kontrabandzie, nic nie potrafiło złamać determinacji przemytnika.

Dzięki apetytowi na polskie jabłka i wiśnie Białoruś z Rosją połączyła jeszcze jedna droga. „W pobliżu autostrady M1 Moskwa – Mińsk, niedaleko Smoleńska, została wykryta droga, która jest wykorzystywana przez nieznane osoby do podróży do Rosji” – poinformował 22 sierpnia przedstawiciel straży granicznej Rosji Aleksandr Łaznienko. Wiadomość zainteresowała światowe media. W końcu przemytnicy rzadko budują, i to przy użyciu ciężkiego sprzętu, liczące 4,5 km połączenie drogowe między dwoma krajami.

„Szef lokalnej administracji Siergiej Listopadow powiedział, że mieszkańcy zgłosili się, by powiadomić go, iż widzieli grupę robotników pracujących nad drogą na początku tego roku” – poinformowało dzień później BBC. „Chciałbym napisać do tajemniczego dobroczyńcy list z podziękowaniami za zbudowanie tej szosy” – powiedział Listopadow dziennikarzom, skarżąc się, że od lat nie mógł się doprosić środków na remont dróg od władz centralnych.

Mniej zadowolenia okazywali rosyjscy celnicy, którym nie udało się namierzyć budowniczych, a przepisy zabraniają im przekopania traktu. Jednak zastawili przy nim zasadzkę i ujęli konwój dziewięciu TIR-ów przewożących kilkanaście ton polskich jabłek, śliwek i wiśni, objętych od kilku lat embargiem (zmiażdżono je później buldożerami).

Szmuglerski trakt będzie teraz od nich wymagał stałego nadzoru, co pewnie wymusi na tajemniczych białoruskich „inwestorach” budowę kolejnych szlaków. W ten sposób będą kontynuować przemytnicze tradycje przodków.

Szlakiem Wielkiej Niedźwiedzicy

„Żyliśmy jak królowie. Wódkę piliśmy szklankami. Kochały nas ładne dziewczyny. Chodziliśmy po złotym dnie. Płaciliśmy złotem, srebrem i dolarami. Płaciliśmy za wszystko: za wódkę i za muzykę. Za miłość płaciliśmy miłością, nienawiścią za nienawiść” – wspominał młodość Sergiusz Piasecki. Ten syn zrusyfikowanego polskiego szlachcica i białoruskiej wieśniaczki, nim za kratami nauczył się polskiego i napisał „Kochanka Wielkiej Niedźwiedzicy”, wzbogacił się na kontrabandzie. „Przemycałem do Rosji kokainę, a stamtąd futra” – wspominał. Pieniądze szczęścia mu nie przyniosły. „Nie zabezpieczyłem siebie, nie kupiłem nawet kamienicy, choć mogłem kupić ulicę. A później głodowałem w więzieniu” – opowiadał o swoim życiu.

Niejeden mieszkaniec pogranicza doświadczył równie zmiennych kolei losów. Agonia carskiej Rosji, koniec światowej wojny i rewolucja przyniosły wszelkiej maści awanturnikom czasy nieograniczonych możliwości. Powstająca dopiero II RR nie była w stanie wytyczyć linii granicznej na wschodnich rubieżach. Tym bardziej że niedługo zaczęła się wojna z bolszewikami. Ale i ten konflikt nie przeszkodził w rozkwicie kontrabandy. Na targowiskach Moskwy i Piotrogrodu królowały towary z Warszawy, Wiednia i Berlina. A za sprawą przemytników handlową metropolią stała się malutka Orsza, leżąca w połowie głównych, szmuglerskich szlaków. Interesów nie popsuł nawet zawarty między Polską a sowiecką Rosją w marcu 1921 r. traktat ryski.


Pozostało jeszcze 84% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie