Fala demokracji w odwrocie. Czas na suwerenność?

autor: Jakub Dymek19.08.2016, 07:08; Aktualizacja: 19.08.2016, 08:01
demokracja

Demokratyzacja była idée fixe elit, ale i całkiem realną misją polityczną swoich czasów, której żywotności starczyło na mniej więcej ćwierć wieku. Co potem? Jeśli szukać najmodniejszych słów i kluczy tej epoki, to byłaby nią pewnie suwerenność.źródło: ShutterStock

Ćwierć wieku po premierze eseju Samuela Huntingtona nastroje Zachodu są przeciwieństwem atmosfery, która zrodziła idee „Trzeciej fali demokratyzacji”. Dyskusja toczy się nie wokół tego, jak szybko rozwinie się nasz ustrój, lecz raczej jak w ogóle ją zachować – i to nie na peryferiach świata, lecz również w jego centrum.

Między rokiem 1974 a 1990 przynajmniej trzydzieści krajów przeszło transformację – podwoiło to liczbę demokracji na świecie” – odnotował Samuel Huntington w 1991 r. Amerykański politolog pytał wtedy, czy „te demokratyzacje były częścią trwającej i wciąż rozlewającej się »globalnej rewolucji demokratycznej«, która dosięgnie wszystkich państw na świecie? Czy też może świadczą o dość ograniczonym rozwoju demokracji, opierającym się w większości na jej przywróceniu w krajach, które miały takie doświadczenie w przeszłości?”. Nie tylko zresztą jego zastanawiały te kwestie. Świat nie bez powodu miał poczucie, że stoi u progu nowej epoki, która czeka na swoją ideę przewodnią. Dlaczego więc miałaby nią nie być „demokratyzacja”?

Artykuł, a następnie książka Huntingtona o „Trzeciej fali demokratyzacji”, stały się – oprócz „Końca historii” Francisa Fukuyamy – jednymi z najbardziej wpływowych dokumentów nadchodzącej epoki przejścia. Ameryka oraz Zachód uwierzyły przez chwilę, że teraz będzie tylko lepiej, choć nikt nie miał gotowego scenariusza na przemiany uruchomione w końcu zimnej wojny, a cały proces mógł szybko przybrać tragiczny obrót. Powody do spoglądania w przyszłość z nadzieją były jednak liczne i całkiem realne. Dość powiedzieć, że na początku lat 90. amerykański wywiad mógł się skarżyć na brak zadań (nie miał poważnych przeciwników), a dyplomaci przyzwyczajeni do potępiania Związku Radzieckiego nagle stali się specjalistami od ocieplania relacji z Rosją. Wolnorynkowi ekonomiści mogli z powodzeniem znaleźć zatrudnienie (i wprowadzać swoje rozwiązania) na każdej szerokości geograficznej, w tym w stolicach państw dawnego Układu Warszawskiego. Upadały bariery dla handlu i wymiany idei, a tuż za progiem była zmiana technologiczna, która miała ułatwić dalszą globalizację relacji między ludźmi, państwami i firmami. Zachód – zarówno jego instytucje, jak i ideologie – nie tylko odniósł polityczny i militarny sukces, lecz dzięki uruchomieniu „demokratycznego domina” umocnił się też w przekonaniu, że reprezentuje ideał uniwersalny, dla którego na świecie nie ma alternatywy. Liberalna demokracja była środkiem i celem historycznej zmiany. Słowo „demokratyzacja” było synonimem wszystkich pozytywnych zmian.

Ćwierć wieku po premierze eseju Huntingtona nastroje Zachodu są przeciwieństwem atmosfery, która zrodziła idee „końca historii” oraz „trzeciej fali demokratyzacji”. Dyskusja toczy się nie wokół tego, jak szybko rozwinie się demokracja, lecz raczej jak w ogóle ją zachować – i to nie na peryferiach świata, lecz również w jego centrum. Niegdysiejsi prymusi zmian w Europie Środkowo-Wschodniej opowiadają się przeciwko modelowi liberalnemu, jeszcze dalej od niego jest Rosja, zaś Turcję rządzoną przez Erdogana wiąże z Zachodem już coraz bardziej fasadowy sojusz. A to trzy miejsca, z którymi wiązano największe nadzieje. O postępach demokratyzacji na Bliskim Wschodzie – nawet jeśli arabska wiosna obudziła na chwilę te projekty – dziś nawet już się nie mówi. Chiny wyrosły na światową potęgę bez konieczności powierzchownej choćby demokratyzacji ustroju, jakiej spodziewali się Amerykanie. Dalej rządzi tam partia komunistyczna, władza interpretuje wolności i prawa obywatelskie według odrębnego klucza, a wraz z rosnącą siłą chińskiej gospodarki maleje respekt Pekinu dla zachodnich instytucji.

Co więcej, ziarno zwątpienia zasiano w samej Ameryce. Jego plonem jest chociażby popularna teoria, jakoby republikański kandydat na prezydenta Donald Trump był rosyjskim agentem, w dodatku prowadzonym przez samego Władimira Putina. Teorie spiskowe pojawiające się przed głosowaniem nie są w USA żadną nowością, jednak tym razem nowością jest to, że powielająca tę pogłoskę część społeczeństwa, zamiast tradycyjnie oskarżać rząd i establishment o wszechmoc, wierzy w to, że politycy stali się marionetkami obcych sił – w tym wypadku państwa daleko słabszego gospodarczo i politycznie. Wraz z lękiem przed wpływami Rosjan i Chińczyków dokonuje się paradoksalny powrót do zimnowojennej wyobraźni bez zimnowojennych podziałów.

Ryba psuje się od głowy

Po 25 latach od premiery tekstu Huntingtona warto do niego wrócić, by przypomnieć sobie, że choć nie jest wcale tak dobrze, jak chcieliby optymiści sprzed ćwierć wieku, to nie jest (jeszcze) tak źle, jak sugeruje współczesne czarnowidztwo. Bez wątpienia jednak „demokratyzacja” jako epoka się skończyła i wiemy już, że część jej porażek i błędów zapisanych było w tym projekcie od początku. I jeśli mamy mieć jakikolwiek pomysł na nową epokę, trzeba wiedzieć, gdzie leżały błędy starej.


Pozostało 63% tekstu

Prenumerata wydania cyfrowego

Dziennika Gazety Prawnej
9,80 zł
cena za dwa dostępy
na pierwszy miesiąc,
kolejny miesiąc tylko 79 zł
Oferta autoodnawialna
KUPUJĘ

Pojedyncze wydanie cyfrowe

Dziennika Gazety Prawnej
4,92 zł
Płać:
KUPUJĘ
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Reklama

Komentarze (2)

  • jaka demokracja?(2016-08-19 14:52) Zgłoś naruszenie 11

    Ależ to efekt BRAKU DEMOKRACJI. Społeczeństwa coraz mniej mogą demokratycznie ustalić. Społeczeństwo czegoś chce - ale UE - NIE, BO NIE, bo jacyś unijni urzędnicy wiedza lepiej niż 500 mln ludzi. Albo społeczeństwo czegoś nie chce - np. importu terroryzmu. Ale zdanie społeczeństwa nie ma żadnego znaczenia, bo politycy i tak wiedza lepiej niż większość. Obecny początek wielkiej zmiany - to efekt walki o DEMOKRACJĘ, które w Europie nie ma.

    Odpowiedz
  • Nie tylko na morzu ...(2016-08-21 11:15) Zgłoś naruszenie 10

    "Nowa FALA ... i nowe BAŁWANY"

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie