statystyki

Eurosceptycyzm to nie tylko brytyjski problem

autor: Jakub Kapiszewski13.06.2016, 07:53; Aktualizacja: 13.06.2016, 07:57
Zbliżające się głosowanie podzieliło w poprzek brytyjskie partie, co czasem prowadzi do kuriozalnych sytuacji.

Zbliżające się głosowanie podzieliło w poprzek brytyjskie partie, co czasem prowadzi do kuriozalnych sytuacji.źródło: Bloomberg
autor zdjęcia: Chris Ratcliffe

Badania wskazują, że Europejczycy nie są zadowoleni z działań Unii i nie chcą, by Bruksela dostawała więcej uprawnień kosztem krajowych rządów. Zbliżające się głosowanie podzieliło w poprzek brytyjskie partie, co czasem prowadzi do kuriozalnych sytuacji. W trakcie przedreferendalnej debaty telewizyjnej w ubiegłym tygodniu minister ds. energii i zmian klimatycznych Amber Rudd przekonywała do pozostania w Unii, zaś jej zastępczyni Andrea Leadsom argumentowała za opuszczeniem UE.

W piątek za członkowstwem opowiedziała się także minister spraw wewnętrznych Theresa May, która dotychczas nie zajmowała publicznie stanowiska w sprawie Brexitu. Stało się tak prawdopodobnie dlatego, że jej podwładny John Hayes opublikował na łamach dziennika „The Telegraph” opinię o tym, że Wielka Brytania będzie bezpieczniejsza poza Unią.

Stosunek do Brexitu to nie tylko problem dla rządzących krajem torysów, ale też dla będących w opozycji laburzystów. Choć ogólny rozkład preferencji jest taki, że więcej konserwatystów niż zwolenników Partii Pracy chce wyjścia z Unii, to politycy tej ostatniej zaczynają coraz częściej zwracać uwagę, że angażowanie się partii na rzecz kampanii pozostania w Unii może być szkodliwe dla wskaźników poparcia. Kilkoro laburzystowskich deputowanych do Izby Gmin publicznie opowiada się za wyjściem z UE – a jedna z nich, Gisele Stuart, wzięła udział we wspomnianej już telewizyjnej debacie, stojąc ramię w ramię z Borisem Johnsonem, eurosceptycznym byłym burmistrzem Londynu.

Coraz głośniej do brytyjskiego głosowania odnoszą się też europejscy politycy. Niemiecki minister finansów Wolfgang Schaeuble w wywiadzie dla „Der Spiegel” stwierdził, że po Brexicie Wielka Brytania nie mogłaby korzystać z dobrodziejstw wspólnego rynku w taki sam sposób jak Norwegia i Szwajcaria, bo „wymagałoby to trzymania się reguł klubu, z którego kraj chce wyjść”. Polityk stwierdził, że nawet jeśli referendum wygrają zwolennicy UE, ale stanie się to tylko niewielką większością, będzie to sygnał dla Europy, że musi przemyśleć kierunek, w którym będzie podążać.


Pozostało jeszcze 63% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Reklama

Komentarze (1)

  • sa(2016-06-13 10:33) Zgłoś naruszenie 00

    Jak tak działa z państwami , ich biurokracja- UE z Brukseli ,to teraz tego jest efekt.Tylko,że oni tego ,tej masowej krytyki ludu w UE, nie przyjmują do siebie ,udają że nie rozumieją stanu rzeczy czy nie chcą .Są zadufani w sobie i swoich mądrościach nieomylnościach często zajmowali się bzdetami ,nakręcali biurokrację -stwarzali gorset dla gospodarek , dodawali sobie uprawnień, których nie mieli itp.(np. wydawali dec. o prostości ogórka,mycie rąk w WC dyr.BHP) . Anglia, duża część ludzi na to powiedziała dość i się zbuntowała, jest Brexit.

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie