statystyki

Polacy, czyli radykałowie w krótkich spodenkach

autor: Michał Potocki, Zbigniew Parafianowicz20.11.2015, 07:04; Aktualizacja: 20.11.2015, 08:35
Jak na tle tej radykalnej zmiany geopolitycznej wygląda Polska?

Jak na tle tej radykalnej zmiany geopolitycznej wygląda Polska?źródło: ShutterStock

Na świecie dokonuje się właśnie olbrzymia geopolityczna zmiana. Jak na jej tle wygląda Polska? Albo posługujemy się nieznośnym patosem, albo uciekamy się do frazesów. Potępiamy terror, ale nie mamy ani pomysłu, ani środków, aby z nim skutecznie walczyć. Jesteśmy mistrzami radykalizmu i równocześnie niemal zerowej skuteczności.

Gdy premier Beata Szydło przygotowywała się do wygłoszenia exposé, kluczową frazą była „dobra zmiana”. Niewielu zakładało, że hasło wyborcze, które doprowadziło PiS do władzy, tak szybko zostanie przykryte przez termin „radykalna zmiana”. Przynajmniej w wymiarze globalnym.

W jednym momencie zmieniły się najważniejsze pytania o logikę działania NATO i Unii Europejskiej. Na daleki plan zeszły bazy Sojuszu w Polsce, i szerzej w krajach Europy Środkowej. Powszechnie dyskutowanym dylematem jest to, kto – oprócz Stanów Zjednoczonych, Francji, Rosji i Wielkiej Brytanii – jest chętny do wojny przeciw Państwu Islamskiemu. Analizując sytuację, „New York Times” pyta wprost: kiedy Francja podejmie logiczny krok, jakim jest powołanie się na art. 5 Traktatu Północnoatlantyckiego, i poprosi sojuszników o pomoc. Pytanie jak najbardziej ma sens, bo Paryż już powołał się na klauzule obronne w ramach Unii Europejskiej (art. 42 pkt 7 traktatu lizbońskiego). W obiegu znów jest pojęcie „wojny z terroryzmem”.

Frazesy zamiast działań

Jak na tle tej radykalnej zmiany geopolitycznej wygląda Polska? Albo posługujemy się radykalnym patosem, albo wysyłamy w świat niespójne frazesy. Potępiamy terror, ale nie mamy ani pomysłu, ani środków, aby z nim skutecznie walczyć. Właściwie każda ekipa była pod tym względem mistrzem radykalizmu i równocześnie niemal zerowej skuteczności. Postkomuniści z SLD, aby legitymizować się przed USA po przyjęciu do NATO, zgodzili się na tajne więzienia w ośrodku polskiego wywiadu w Starych Kiejkutach. W końcu wysłali wojska do Iraku i Afganistanu. Ich politykę kontynuował PiS, który w 2007 r. posłał pod Hindukusz jeszcze więcej żołnierzy. Tym razem na prawdziwą wojnę (grupa bojowa uzupełniła logistyków i saperów) do pasztuńskich prowincji Paktia i Paktika przy granicy z Pakistanem. Platforma wycofała wojsko z Iraku. Ale skusiła się na „własną prowincję” w Afganistanie, czyli kontrolowanie podzielonego etnicznie między Pasztunów, Hazarów i Tadżyków – Ghazni. Efekty tego są mizerne. Za tajne więzienia płacimy odszkodowania fundamentalistom. Irak się rozpadł, a kontrolę nad sunnickimi prowincjami sprawuje premier Państwa Islamskiego, były podpułkownik służb specjalnych Saddama Husajna – niejaki at-Turkmani. Paktikę i Paktię kontrolują islamiści spod znaku Siradżudina Hakkaniego. Ghazni kilka tygodni temu niemal wpadło w ręce talibów.

Gdyby nie zamachy w Paryżu, właściwie dalej moglibyśmy pozostać na uboczu. Przecież od kilku lat próbowaliśmy zakopać temat misji zagranicznych. Zlikwidowaliśmy ambasady w Bagdadzie i Kabulu. Były prezydent Bronisław Komorowski opracował zręby doktryny, która regulowała powrót na wschodnią flankę NATO. Namówiliśmy Sojusz na budowę sił szybkiego reagowania i zaktualizowanie planów ewentualnościowych na wypadek ataku ze Wschodu. Pod tym kątem zaczęliśmy również modernizację armii.

To wszystko trzeba będzie najpewniej po raz kolejny odwrócić. Frazesy nie wystarczą. Albo wyjdziemy poza własne podwórko, albo zapłacimy marginalizacją. Braliśmy udział w operacji „Iracka wolność”. Po obaleniu Saddama Husajna mieliśmy swój kontyngent nad Tygrysem i Eufratem. I tym samym – najdelikatniej mówiąc – swój wkład w nowy układ geopolityczny na Bliskim Wschodzie. Co więc zaoferujemy tym razem? Nowy minister obrony Antoni Macierewicz stwierdził enigmatycznie, że „Polska w pełni respektuje i akceptuje stanowisko Francji”. Dodał, że „zobowiązaliśmy się do pomocy, licząc, że Francja i inne kraje europejskie zachowają się tak samo w przypadku podobnego zagrożenia, kiedy Polska wystąpi o taką pomoc”. Jak podaje RMF FM, Paryż oczekuje od nas jednak konkretów, a nie frazesów. Wysłania kontyngentu wojskowego do Mali lub Republiki Środkowoafrykańskiej. W ten sposób moglibyśmy zluzować oddziały Legii Cudzoziemskiej, które są potrzebne do operacji w Syrii. Szef MSZ wcześniej komentował, że „polska armia nie będzie się angażować militarnie w tamtym regionie” (na Bliskim Wschodzie – red.). Dorzucił, że z Syryjczyków, którzy uciekają do Europy, należałoby zbudować armię do walki z Państwem Islamskim. Doskonale wykształcony i znający region Bliskiego Wschodu Witold Waszczykowski, który ma za sobą placówkę w Teheranie i znajomość farsi, jakby nie dostrzegł, że od lipca 2011 r. taką armię z Syryjczyków w Turcji próbują stworzyć Amerykanie za pośrednictwem CIA. Bez skutku.


Pozostało jeszcze 67% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Reklama

Komentarze (1)

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie