Liczba zielonych kart, która otwiera pacjentom onkologicznym furtkę do szybkiej diagnostyki i leczenia bez limitu, rośnie w błyskawicznym tempie. Do wczoraj zostało ich wydanych ponad 11 tys. Zgodnie z założeniami reformy służby zdrowia, ten dokument miał być wystawiany przede wszystkim przez lekarzy rodzinnych. Tymczasem 72 proc. wystawiono na razie w szpitalach. Są one masowo wręczane chorym, którzy rozpoczęli leczenie jeszcze w ubiegłym roku.

Najmniej kart wypisali do tej pory lekarze rodzinni. To także jednak się zmienia, bo w dwa dni ich liczba zwiększyła się prawie dwukrotnie. To oznacza, ze system zadziałał, jednak nie bez problemów.

Wiele pytań

Lekarze skarżą się, że w placówkach panuje chaos, a na wiele pytań brakuje odpowiedzi. Rafał Janiszewski, ekspert w ochronie zdrowia, wskazuje, że największy kłopot sprawia konstrukcja karty. Otóż nie przewiduje ona wielu sytuacji. Np. co zrobić, jeżeli pacjent ma rozpoznane dwa nowotwory?

Lekarze rodzinni mają też wątpliwości, jak postępować w przypadku osób, które po zieloną kartę zostały odesłane przez specjalistów. Nie wiedzą, czy mogą ją założyć tylko na podstawie informacji przekazanych przez chorego. Uważają, że nie, a to oznacza, że NFZ jak najszybciej powinien opracować nowy druk pt. „informacja dla lekarza poz”.

Na problemy skarżą się również specjaliści. Oni mogą wystawić kartę pacjentowi dopiero wtedy, gdy zdiagnozują nowotwór. Tymczasem w przypadku niektórych jego rodzajów brakuje standardów rozpoznawalności. Efekt? Jeden z laryngologów pyta, czy musi w ramach pakietu robić histopatologię? Czy jako rozpoznanie wystarczy rtg, albo tomografia komputerowa wykazująca zmiany płucne. Kłopot jest o tyle znaczący, że chodzi o konkretne pieniądze. Specjaliści są opłacani za cały pakiet badań. Jeżeli histopatologia będzie konieczna, badania przestaną być opłacalne.

Jeszcze więcej wątpliwości mają lekarze w centrach onkologii. Z konstrukcji zielonej karty wynika, że diagnostyka powinna być prowadzona dwuetapowo. W pierwszym etapie onkolog musi stwierdzić nowotwór, a w kolejnym – gdy już wie, że chory ma raka – powinien wykonać jeszcze badania pogłębione. Problem w tym, że np. w Zachodniopomorskim Centrum Onkologii (ZCO) w Szczecinie, do tej pory wszystkie te badania były wykonywane równolegle. I tak przed wejściem w życie pakietu lekarz, który wyczuł u pacjentki podejrzaną zmianę w piersi, kierował ją jednocześnie na kilka badań. Przy biopsji od razu był pobierany materiał do badania histopatologicznego. Zielona karta wymaga rozłączenia tych badań.

– Z punktu widzenia pacjentki ustalenie diagnozy wymagało dotychczas dwóch wizyt, a teraz trzech. Dla chorej to oznacza opóźnienie leczenia, a dla nas dodatkowe obciążenie specjalistów – podkreśla Adam Sikorski z ZCO w Szczecinie.

Lekarze nie wiedzą też, jak postępować w przypadku raka mózgu, którego nie można potwierdzić histopatologicznie. Tymczasem bez ostatecznej diagnozy nie może się zebrać konsylium. To z kolei oznacza, że chory nie może w ramach pakietu skorzystać z radioterapii.

Zła kolejność

Wątpliwości pojawiają się też, gdy zaczyna się leczenie. Po zdiagnozowaniu szpital powinien skierować chorego na konsylium, które opracuje plan terapii. – Zgodnie z przepisami pacjent powinien zostać przyjęty na oddział jeszcze przed ustaleniem dla niego najlepszej terapii. Dla nas trudność polega na tym, że skoro plan leczenia nie został opracowany, to nie wiadomo, na jaki oddział ma być przyjęty pacjent – wyjaśnia Andrzej Sikorski.

Jego zdaniem sensowniejsza byłaby kolejność: najpierw konsylium, następnie plan leczenia, a na jego podstawie przyjęcie na szpitalny oddział.

Onkolodzy twierdzą także, że chorym za późno jest przydzielany koordynator leczenia (osoba, która ma umawiać na wizyty). Pakiet przewiduje, że szpital wyznacza go dopiero po ustaleniu terapii przez konsylium.

Ośrodki onkologiczne więc same poprawiają pakiet i przydzielają koordynatorów już na etapie diagnostyki. Tak postępuje Regionalny Ośrodek Onkologiczny w Łodzi.

– Koordynator leczenia będzie umawiał chorych na badania, przypominał im, kiedy powinni się zgłosić na promieniowanie czy kolejną chemię – tłumaczy DGP prof. Jacek Fijuth z Regionalnego Ośrodka Onkologicznego w Łodzi.

Zwraca też uwagę, że przy okazji koordynator będzie pilnował terminów ważnych z punktu widzenia szpitala. – Diagnostyka musi być wykonywana w ciągu 9 tygodni. Jeżeli przekroczymy wyznaczony czas, otrzymamy tylko 70 proc. zapłaty za badania – stwierdza prof. Fijuth.

Problemami zgłaszanymi przez lekarzy zajmie się specjalny zespół, który w najbliższych dniach powinien powołać minister zdrowia. Ma on poprawić pakiet onkologiczny.