Czy uda się odwołać Hannę Gronkiewicz-Waltz? 

Przemysław Wipler: Trzymam kciuki za warszawiaków, by to się udało. 

Jak przebiega akcja „Gronkobus”?

Jestem bardzo zadowolony z tej akcji, zwłaszcza dlatego że warszawiacy są z niej zadowoleni. Codziennie odwiedzamy cztery dzielnice i wszędzie jesteśmy entuzjastycznie przyjmowani. Ta akcja pokazuje, że politycy mimo różnic mogą się zjednoczyć i działać wspólnie. To co dzieje się wokół referendum, to jest niezwykła sytuacja, bo trudno byłoby znaleźć mi osobę bardziej odległą poglądowo niż Piotr Ikonowicz, a tymczasem siedzę z nim za jednym stołem i mamy wspólny cel. Fajne jest to, że politycy innych opcji zaangażowali się w tę akcję i też jeżdżą z nami Gronkobusem. Na przykład dzisiaj o godzinie 12 naszym gościem był prof. Gliński. To jest taka akcja, która łączy, a nie dzieli i mówi warszawiakom: idź na referendum – pokaż kto tu rządzi.

Komisarz w Warszawie na rok przed wyborami samorządowymi to dobre rozwiązanie?

Najlepsze postacie, jakie rządziły Warszawą, to byli właśnie komisarze. Starzyński nie był wybranym prezydentem. Tak samo Starynkiewicz. Komisarz, który zostanie powołany na rok, ma szansę wyprostować to, co nie podobało się warszawiakom w rządach Hanny Gronkiewicz-Waltz i sprawić, że Warszawa w miarę bezkolizyjnie wyłoni nowe władze w wyborach.

Komisarz powinien niezwłocznie po objęciu urzędu poddać się wysłuchaniu publicznemu przed mieszkańcami miasta. Władze Warszawy, tak samo jak władze Berlina czy Londynu, powinny bardziej konsultować z mieszkańcami swoje posunięcia. Między innymi właśnie to doprowadziło Hannę Gronkiewicz-Waltz do referendum – nie słuchała warszawiaków i wprowadzała wiele ważnych zmian silnie negatywnie wpływających na życie mieszkańców Warszawy bez konsultacji z nimi. 

Jakie jest pana zdaniem najgorsze posunięcie rządu Tuska?

Absolutne zaniedbania, jeśli chodzi o politykę rodzinną. Te działania, które miały miejsce nie są kompleksowe ani skuteczne. Chociażby wydłużenie urlopów macierzyńskich – dotyczy ono tylko bardzo niewielkiej liczby młodych mam, które mają umowę o pracę. Potrzeba nam kompleksowej polityki prorodzinnej, o której od wielu lat się mówi, a nic z tego nie wychodzi. Przygotowaliśmy taki kompleksowy program jako Republikanie. 

Drugą kwestią są finanse publiczne. Z uwagi na zaniedbania, brak reform w finansach publicznych, w systemie finansów publicznych mamy realnie bilion długu, a w ZUS kolejne ponad 2 biliony przyszłych zobowiązań emerytalnych. To katastrofa.  To, że Polska jest w bardzo trudnej sytuacji widać po tym, że 2,5 mln Polaków wyjechało w ostatnich latach szukać szczęścia za granicą, a co trzeci rozważa wyjazd. Natomiast ci którzy zostali, mają dwa razy mniej dzieci niż Polacy w Anglii i zarabiają cztery razy mniej niż w najbogatszych krajach UE. A co gorsza – te różnice przestają się kurczyć. 

Co byłoby zatem pierwszym posunięciem rządu Republikanów?

Zwolnienie płacy minimalnej z ozusowania i oskładkowania. Ostatnio ponad 100 tys. osób protestowało, domagając się podniesienia płacy minimalnej. My mówimy, że nie możemy nakazywać pracodawcom, żeby płacili więcej, bo rząd tej różnicy nie dołoży, a pracodawca, gdyby miał z czego – to by zapłacił więcej. Naszym zdaniem to jest skandal, że jeżeli ktoś zarabia 1600 zł, to dostaje 1000 zł do ręki. Państwo tym mniej zarabiającym nie powinno zabierać pieniędzy. To jest kwestia minimum sprawiedliwości. 

Kolejną kwestią jest zmiana w systemie emerytalnym – wprowadzenie emerytury obywatelskiej i likwidacja ZUS i OFE jako drogich pośredników. Musimy także wprowadzić zmiany w systemie podatkowym – zlikwidować podatek PIT i zastąpić podatkiem od funduszu płac, zlikwidować składki obciążające pracę i przeprowadzić głęboką deregulację. 

Od lat przed każdymi wyborami parlamentarnymi we wszystkich sondażach wśród internautów wybory wygrywa Janusz Korwin-Mikke, ale gdy przychodzi do realnego oddania głosu okazuje się, że wolnościowców jest zaledwie garstka. 

Ludzie, którzy uważają, że potrzebujemy więcej wolności i odpowiedzialności mieli problem ze znalezieniem poważnej reprezentacji. To, co my proponujemy z Jarosławem Gowinem i Pawłem Kowalem, to będzie poważny projekt, który będzie miał te hasła na sztandarach. Wyborcy, którzy myślą podobnie zostali ukradzeni w ostatnich wyborach przez Janusza Palikota, który skorzystał na tym, że Korwin-Mikke nie zarejestrował listy ogólnopolskiej. Przedtem, tak jak ja, wybierali mniejsze zło – albo PO albo PiS. To jest tak, jak mówił Rafał Ziemkiewicz: dramat młodych polskich republikanów polegał na tym, że zawsze mieli wybór między złodziejami a wariatami. My chcemy ten podział przełamać i wystawić wreszcie ludzi, którzy wiedzą, co to jest polityka, potrafią ją prowadzić skutecznie i jednocześnie mają klarowne hasła i precyzyjne, dobrze przygotowane pomysły.

Czy nie obawia się Pan zatem nowego otwarcia partii Janusza Palikota?

Palikotowi mogłoby się udać, gdyby nie miał za plecami takich szaleńców i obrazoburców jak Armand Ryfiński. Palikot jest jednak człowiekiem, który przekracza wszelkie bariery – można powiedzieć 10/10 w skali Niesiołowskiego, jeżeli chodzi o język agresji w debacie publicznej – i to odstrasza od niego ludzi. Poza tym, tak ostre poglądy modernizacyjne uderzające w tradycyjną rodzinę i tradycyjne wartości są obce 95 proc. Polaków. Przez to wszystko Janusz Palikot przestał się kojarzyć z poważnym podejściem do gospodarki. Jestem gotów się założyć, że nie uda mu się w tym zakresie odbudować zaufania.

Republikanie będą w ogóle podejmowali kwestie światopoglądowe?

W tych kwestiach panuje u nas całkowita wolność sumienia. Reprezentujemy jednak dominantę przeciętnego Polaka, a przeciętny Polak jest za ochroną życia, ochroną godności człowieka i jest przeciwny agresywnemu eksperymentowaniu na rodzinie. Naszymi fundamentalnymi hasłami są rodzina i praca

Czyli jest Pan takim przypudrowanym Januszem Korwin-Mikkem?

W sferze fundamentów różnimy się z Januszem Korwin-Mikkem. Ja wierzę w republikanizm, czyli siłę wspólnoty, a Korwin-Mikke jest skrajnym indywidualistą. Ja uważam, że trzeba ludzi przekonywać do polityki i uzyskiwać ich poparcie, a Janusz Korwin-Mikke inspirowamny Pinochetem i Chicago Boys najchętniej na czołgach wprowadziłby ultrakapitalizm. Ja uważam, że jeśli w Polsce uda się zrobić to, co zrobił Orban na Węgrzech, czyli uzyskać olbrzymie poparcie u obywateli, uda się wprowadzić zmiany. Z kolei Krowin-Mikke uważa, że najlepsza byłaby wolnorynkowa junta i uważa, że dobrze, że Chińczycy jeździli po placu Tiananmenn czołgami, bo rozjechali studentów, którzy mieli socjalistyczne poglądy. To są nieprzekraczalne różnice.

Z drugiej strony wiem, że całe młode pokolenie Polaków zainteresowało się życiem publicznym i polityką dzięki Januszowi Korwin-Mikkemu. Jego poglądy, takie jak zlikwidowanie powszechnego poboru do wojska, wprowadzenie podatku liniowego, upraszczanie podatków itd. na początku lat 90. były uznawane za zbyt radykalne, a potem były wdrażane. Mi osobiście brakuje Janusza Korwin-Mikkego w parlamencie, a szczególnie w europarlamencie, bo tam przydałby się kubeł zimnej wody na rozgrzane biurokratyczne głowy. I jeżeli jestem pod tym względem podobny do JKM to nie będę się obrażać. 

Czyli jest możliwa współpraca między Republikanami a KNP?

Bardzo bym chciał, ale nawet ostatnio tak żartowałem, że pod warunkiem, że wszystkie spoty wyborcze nagramy przed wyborami i wyślemy Pana Janusza w Andy, gdzie nie będzie miał dostępu do telefonu i Internetu i niczego nam nie odpali w trakcie kampanii. Korwin-Mikke jest doskonałym publicystą i uwielbia prowokować Polaków. Czasem w sposób brutalny i to z jednej strony przysparza mu popularności, głównie wśród młodzieży, ale z drugiej strony ludzie są przyzwyczajeni, że politycy pewnych rzeczy nie mówią i nie robią, i wielu wyborców odrzuca.

Na razie tylko koalicja Wipler-Kowal-Gowin?

Republikanie będą wystawiali swoją reprezentację we wszystkich wyborach, a decyzje, z kim budować koalicje i współpracować, będziemy podejmować bezpośrednio przed wyborami. Z Pawłem Kowalem i Jarosławem Gowinem łączy nas koalicja programowa. Na szczęście mamy jeszcze trochę czasu, by ustalić, jak będzie wyglądała nasza aktywność przed pierwszymi wyborami – najprawdopodobniej wspólnych – do europarlamentu.