W wywiadzie kapłan powiedział, że "nic złego nie zrobił w stosunku do tych dzieci". Zdecydowanie zaprzecza zarzutom, dotyczącym ich wykorzystywania seksualnego. Ksiądz Gil mówi, że media wydały już na niego wyrok, choć nie mają żadnych dowodów na zarzucane mu czyny. Dodał, że nie wie, skąd biorą się oskarżenia pod jego adresem, nie spodziewał się ich i były one dla niego wielkim ciosem.

Gil podkreśla, że chciał wrócić na Dominikanę, aby stawić czoła zarzutom, jednak przyjaciele odradzili mu to. Dodał, że otrzymywał pogróżki i miał prawo sądzić iż jego życie jest zagrożone. Ksiądz Gil powiedział, że uznał, iż ma prawo do obrony swego życia i dlatego zdecydował, że nie będzie wracał na Dominikanę."Na Dominikanie nie miałbym żadnych możliwości oczyszczenia się z zarzutów " - mówił. Jak dodał, może być tak, że komuś zależało by nie wracał, bowiem można zadać sobie pytanie, dlaczego oskarżający go, nie poczekali do jego powrotu i nie zatrzymali go wtedy.

Duchowny zasugerował, że zarzuty pod jego adresem mogły być spreparowane i może to mieć związek z przestępczością narkotykową. Wyjaśnił, ze kartele narkotykowe wykorzystują dzieci do rozprowadzania tych substancji. "My ucieliśmy te drogi rozprowadzania narkotyków" - mówił.

Ksiądz Wojciech Gil jest poszukiwany przez prokuraturę na Dominikanie za domniemane czyny pedofilskie wobec trójki dzieci. Zarzuty pod jego adresem pojawiły się pod koniec maja, gdy duchowny był na wakacjach w Polsce. Przed tygodniem prokuratura z Dominikany zwróciła się do Polski z informacją, że prowadzi śledztwo wobec dwóch polskich obywateli w związku z podejrzeniem seksualnego wykorzystywania przez nich osób nieletnich.