Pod koniec kwietnia, po uprzednim zapewnieniu na Facebooku, że „prędzej spocznie pod gruzami Galerii Opolanin, niż wystąpi w reklamie”, najpopularniejszy polski superbohater wystąpił… w reklamie Hoop-Coli. To ogromny sukces, jak na przedstawiciela tak niszowego medium, jakim jest komiks. Autorzy nie kryją zadowolenia – „Wilq” jako marka został dostrzeżony, a jego potencjał doceniony. 

„Rozpoznawalność i sympatia ludzi cieszy, ale jeszcze chyba trochę nam brakuje do Thorgala i Kajków. Jednym z powodów, dla których zgodziliśmy się na udział Wilqa w reklamie, była chęć poszerzenia grupy ludzi rozpoznających opolskiego superbohatera” – przekonuje Tomek Minkiewicz, współautor serii, która żywot rozpoczęła wiele lat temu w szkolnym zeszycie jego brata. 

„Pierwszy Wilq to komiksy rysowane dla kolegów z liceum przez Bartka Minkiewicza. Z czasem historie ewoluowały, pojawiły się pierwsze krótkie komiksy w magazynie ‘Produkt’. Odzew czytelników był spory, więc pojawił się pomysł na wydanie samodzielnego zeszytu. W 2003 roku wydaliśmy pierwszego Wilqa, chwilę później trzeba było robić dodruk i myśleć o kolejnym albumie. Na szczęście pomysłów nam nie brakowało i tak dobiliśmy w 2012 roku do liczby 17 zeszytów i dwóch wydań kolekcjonerskich” – przypomina. 

To nie koniec medialnej ekspansji komiksu. W produkcji jest także film, chociaż na razie tylko krótkometrażowy. „Zaczynamy skromnie od siedmiominutowej historyjki. Animacją zajął się nasz przyjaciel Leszek Nowicki, animator i reżyser, współpracujący z firmą Platige Image, która to zresztą wzięła na siebie produkcję filmu. Mamy nadzieję, że ‘żywy’ Wilq spodoba się tak jak ten z kart komiksu. Mamy szczęście pracować w komfortowych warunkach i ze świetnymi ludźmi, dość powiedzieć, że głosu Wilqowi użycza Eryk Lubos, a Gondorowi sam Marian Dziędziel” – opisuje z dumą Minkiewicz. 

Popularność opolskiego komiksu nie oznacza jednak „awansu” całego medium w Polsce. To jest ledwie zauważalne w branży księgarskiej. Poza drukującymi komiksy pismami dla dzieci, takimi jak „Kaczor Donald” osiągający sprzedaż na poziomie 30 tysięcy egzemplarzy, większą sprzedaż osiągają głównie klasyczne i znane od dziesięcioleci historie, takie jak „Thorgal” czy „Kajko i Kokosz”. Te trafiająco księgarni w ilości około 20 tysięcy sztuk i sprzedają się na tyle dobrze, że regularnie pojawiają się wznowienia. Ambitniejsze i autorskie projekty mają nakłady liczące 1 - 3 tysiące sztuk. Kiedy zbiorcze wydanie „Białego Orła”, eksperymentalnego tytułu próbującego w poważny sposób przełożyć formułę amerykańskiego komiksu superbohaterskiego na polskie realia, kupiło 2000 osób autorzy byli na tyle zadowoleni, że pochwalili się tą liczbą na Facebooku. 

Nawet sami autorzy nie widzą perspektyw na polepszenie się sytuacji. „Wilq wyszedł poza krąg czytelników komiksów. Tytuł znają osoby, dla których pierwszy i ostatni kontakt z tym medium to właśnie ‘Wilq Superbohater’. Nie sądzę aby ewentualny sukces filmu miał się przełożyć na większe zainteresowanie komiksem w Polsce. Nie sądzę też, żeby to medium zginęło, mamy wielu świetnych rysowników, kilku dobrych scenarzystów i jak się okazuje sporą grupę ludzi, którzy chcą czytać polskie komiksy. Wystarczy przejrzeć ofertę księgarń. Tak więc na boom bym nie liczył, ale katastrofy też nie będzie” – podsumowuje Tomek Minkiewicz.