Dla 36-letniego Kliczki, który nosi pseudonim ringowy "Stalowy Młot", było to 59 zwycięstwo (w tym 51 przed czasem); trzy walki przegrał (wszystkie przed czasem).

Tym samym młodszy z braci Kliczków zachował pasy superczempiona WBA (właściwy tytuł należy do Rosjanina Aleksandra Powietkina), mistrza świata WBO, IBF i mniej prestiżowej federacji IBO.

Z kolei Wach poniósł pierwszą porażkę przy 27 wygranych (w tym 15 przed czasem). Jednak wcześniej nie walczył z żadnym z liczących się na świecie bokserów. Większość ekspertów prognozowała jego porażkę przez nokaut w walce z Kliczką.

Pojedynek stał na wysokim poziomie i do końca przebiegał w bardzo szybkim tempie. Ukrainiec od pierwszego starcia przystąpił do ataków i miał zdecydowaną przewagę. W pierwszej rundzie Polak zainkasował kilka silnych prawych prostych, których zdołał już uniknąć w drugim starciu.

W kolejnych rundach Wach nie potrafił znaleźć skutecznej recepty na destrukcyjny i dynamiczny lewy prosty Kliczki, który nie pozwalał mu na przedostanie się do półdystansu. Tylko w nim krakowianin miał szanse na zagrożenie rywalowi.

W końcówce piątego starcia Wach zepchnął rywala pod liny i trafił go prawym sierpowym. Była to jedyna szansa Polaka na wygranie tego pojedynku. Ukrainiec był wyraźnie zaskoczony sytuacją w jakiej się znalazł, ale w uniknięciu bardziej poważnych opałów pomógł mu gong kończący starcie.

"Czułem, że dostał ten cios, ale jedną akcją nie wygra się walki" - przyznał po walce krakowianin na antenie telewizji Polsat.

Z kolei w ósmej rundzie to Kliczko był bardzo bliski zakończenia walki przed czasem. Trudna sytuacja była konsekwencją poprzedniego starcia, kiedy Wach dwukrotnie został zasypany seriami ciosów. W ósmym starciu Wach praktycznie tylko inkasował uderzenia, ale zaimponował ogromną wytrzymałością.

W kolejnych rundach, podobnie jak w całej walce, Kliczko kontrolował przebieg pojedynku i decydował o jego tempie. W dziewiątym i dziesiątym starciu nieco zwolnił, aby w dwóch ostatnich rundach przyspieszyć i podkreślić swoją przewagę i dominację.

"Łatwo wymieniać uwagi spotykając się na konferencjach, ale dużo trudniej jest w ringu. Jego ciosy miały dużą siłę i nie mogłem pójść z nim na wymianę. To by się dla mnie źle skończyło. W pewnym momencie zainkasowałem dużo ciosów i obawiałem się, żeby mój trener nie przerwał walki. Pokazałem serce do walki, ale ze strony kibiców była na mnie duża presja. Przepraszam, że ich zawiodłem, ale przegrałem z najlepszym zawodnikiem na świecie" - dodał Wach.

Krakowianin był czwartym Polakiem, który walczył o mistrzowski pas w wadze ciężkiej. Wcześniej szansy nie wykorzystali Andrzej Gołota (czterokrotnie), Albert Sosnowski i Tomasz Adamek.