statystyki

Spokojniej na wyborczym maratonie [WYWIAD z Magdaleną Pietrzak]

autor: Grzegorz Osiecki, Tomasz Żółciak21.10.2019, 07:35; Aktualizacja: 21.10.2019, 08:25
- Nie widzę powodu, by cisza wyborcza obowiązywała w przedwyborczą sobotę. Zostawiłabym ją w dniu głosowania – mówi Magdalena Pietrzak z Krajowego Biura Wyborczego.

- Nie widzę powodu, by cisza wyborcza obowiązywała w przedwyborczą sobotę. Zostawiłabym ją w dniu głosowania – mówi Magdalena Pietrzak z Krajowego Biura Wyborczego.źródło: ShutterStock

- Nie widzę powodu, by cisza wyborcza obowiązywała w przedwyborczą sobotę. Zostawiłabym ją w dniu głosowania – mówi Magdalena Pietrzak z Krajowego Biura Wyborczego.

Co podczas wyborów poszło nie tak?

W zasadzie wszystko przebiegało zgodnie z planem. System informatyczny działał, komisje szybko liczyły głosy, sprawnie wypełniały protokoły. Było kilkaset telefonów i maili do PKW, najczęściej w sprawie naruszenia ciszy wyborczej, wówczas informowaliśmy, by każdy przypadek niezwłocznie zgłaszać policji. Część pytań dotyczyła dopisywania się do spisu wyborców przez ePUAP. Wiele osób zostawiło to na ostatnią chwilę, dlatego w związku z rekordową skalą tych wniosków Ministerstwo Cyfryzacji podjęło akcję rozesłania maili i SMS-ów do wszystkich, którzy taki wniosek złożyli, by upewnili się, czy otrzymali informację zwrotną z urzędu gminy, a jeśli nie, by sprawdzili, czy zostali dopisani do spisu. Urzędom udało się tę kolejkę chętnych rozładować. Choć w Warszawie np. nie rozpatrzono ok. 3 tys. wniosków, w Poznaniu 400, ale nie z winy urzędów, lecz z powodu błędów we wnioskach.

Czy cisza wyborcza jest Pani zdaniem w ogóle potrzebna?

Nie widzę powodu, by była w przedwyborczą sobotę. Zostawiłabym zaś ciszę w dniu głosowania. W Anglii kandydaci tłoczą się i agitują przy wejściu do lokali wyborczych, ale nie wiem, czy nasze społeczeństwo jest na to gotowe. Mamy przecież informacje, że jest gros wyborców, którzy przychodząc do lokalu wyborczego, nie wiedzą jeszcze, na kogo zagłosować. Agitacja w takiej chwili mogłaby zaburzyć możliwość zdroworozsądkowej decyzji wyborcy.

Cisza to i tak fikcja. W internecie mamy słynny „bazarek” z wyciekającymi sondażami exit polls, a za granicą prowadzona jest agitacja.

Przepisy dotyczące ciszy powstawały, gdy internetu nie było. Dlatego nie przystają do rzeczywistości. PKW stara się je dostosować, ale może to robić tylko w drodze niewiążących opinii. Bo oceny konkretnych działań mogą dokonywać wyłącznie organy ścigania i sądy. To, że za granicą nie ma ciszy wyborczej, wynika z faktu, że czyny zabronione naszym prawem są penalizowane wyłącznie w Polsce.

A w porządku jest sytuacja, w której polityk jedzie w dniu wyborów agitować przed lokalem wyborczym za granicą?

Proszę nie kazać mi się odnosić do poczynań polityków. My musimy być z boku.

Bardziej chodzi o problem systemowy. Agitacja za granicą jest nierównoprawna z agitacją w Polsce. Widać też, że część kandydatów z Warszawy agituje za granicą, by pozyskać tam wyborców jeszcze w dniu wyborów, wiedząc, że głosy z zagranicy idą na okręg warszawski. Czy nie byłoby rozsądne skorygowanie ordynacji, np. wprowadzić specjalny okręg dla Polonii?

W mijającej kadencji Senat podejmował próby w tym zakresie, ale to nie jest takie proste, bo za granicą nie mamy rejestru wyborców. Liczba mandatów wybieranych w kraju jest określona. Łatwo sprawdzić, ile dany okręg ma mieszkańców i ile w związku z tym przypada w nim mandatów. Nie jesteśmy w stanie tego przewidzieć za granicą, bo tam głosują tylko te osoby, które wyraziły chęć zagłosowania, a o ich liczbie dowiadujemy się dopiero po zarządzeniu wyborów. Tak więc to trudny temat.

A co z głosowaniem przez internet?

Zaprosiliśmy na wybory obserwatorów z Estonii. Zależało nam, by dowiedzieć się, jak jest u nich zorganizowany e-voting. Tyle że tam uprawnionych do głosowania jest 700 tys. osób. To prawie dwa razy mniej niż w Warszawie. To pokazuje skalę wyzwania. I co ważne tylko połowa głosujących decyduje się tam na taki sposób oddania głosu, drugie tyle głosuje tradycyjnie w lokalu wyborczym. Na dziś nie wyobrażam sobie głosowania internetowego w Polsce. Jak zabezpieczyć tajność głosowania? W jaki sposób sądy miałyby weryfikować ważność takich wyborów? Jak zapobiec „kupowaniu głosów”? Do tego dochodzi ryzyko ataków hakerskich.

To prawda, że w tygodniu wyborczym dochodziło do internetowych prób zakłócenia wyborów?

Mieliśmy np. do czynienia z akcją mailingową, ale tacy nadawcy byli momentalnie przez nasz system zabezpieczeń blokowani. W przedwyborczy piątek zdarzyły się informacje mailowe o podłożeniu ładunków wybuchowych, ale byliśmy w stałym kontakcie z policją, która monitorowała sytuację i wiarygodność tych zgłoszeń oceniono na znikomą.


Pozostało jeszcze 65% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie