Lidia Raś: Ostatnio wyjaśniał Pan naszym czytelnikom, dlaczego frankowicze podlegają pod 10-letni okres przedawnienia, co to oznacza i dlaczego nawet całkowita spłata kredytu nie przekreśla dochodzenia swoich praw. Okres przejściowy to efekt zmian w kodeksie cywilnym w lipcu 2018. Także wtedy wprowadzono art. 117(1), który mówi o wyjątkowej sytuacji, gdy sąd może nie uwzględnić upływu terminu przedawnienia. Jak to pogodzić? Czy ten artykuł „namiesza” frankowiczom?

adw. Wiktor Budzewski

adw. Wiktor Budzewski

źródło: Materiały Prasowe

adw. Wiktor Budzewski: Samo wprowadzenie przedmiotowego artykułu w sprawach frankowiczów nie namiesza. Przepis ten jest w zasadzie następstwem, czy może raczej wynikiem praktyki, która przed jego wprowadzeniem była wywodzona z art. 5 kc., zgodnie z którym nie można czynić ze swojego prawa użytku, jeżeli jest to niezgodne z zasadami współżycia społecznego lub byłoby to sprzeczne ze społeczno-gospodarczym przeznaczeniem tego prawa. Tak więc, już przed wprowadzeniem art. 117 [1] do kodeksu cywilnego teoretycznie banki dysponowały narzędziem umożliwiającym im dowodzenie przed sądem, że powoływanie się przez konsumentów na przedawnienie w celu odparcia roszczeń banku o zwrot wypłaconego kapitału kredytu (po uprzednim unieważnieniu umowy w procesie z powództwa konsumenta), może stanowić nadużycie prawa, a co za tym idzie - nie powinno zostać uwzględnione. Osobiście jestem jednak spokojny, że sądy wezmą pod uwagę wszystkie okoliczności, a te, w mojej ocenie, przemawiają za nieuwzględnianiem żądań banków o pominięcie upływu terminu przedawnienia.

Ale czy nie są niebezpieczne bardzo pojemne frazy „w wyjątkowych przypadkach”, „interes stron” i „względy słuszności”, które znalazły się w art. 117[1] kc?

Zapisy te stanowią tzw. klauzule generalne, co oznacza, że ostateczna decyzja, czy coś stanowi wyjątkowy przypadek albo czy wymagają tego względy słuszności, pozostawiono sądom rozpatrującym ten przypadek. Wszystko będzie zatem zależało od praktyki jaka wykształci się w sądach. Jak jednak wspomniałem wcześniej, artykuł ten wywodzi się z praktyki wykształconej w oparciu o zakaz nadużywania prawa podmiotowego, tj. z art. 5 kc. Również ustawodawca w uzasadnieniu do nowelizacji kodeksu cywilnego wprost wskazał, że „przy stosowaniu przesłanki „względów słuszności” jest uprawnione odwołanie się do poglądów, jakie w doktrynie i orzecznictwie ukształtowały się przy stosowaniu przesłanki „zasad współżycia społecznego”. Jest to w mojej ocenie o tyle istotne, że orzecznictwo i doktryna, dotyczące rozumienia przesłanek z art. 5 kc są bardzo bogate. Podnosi się np., że nie może się skutecznie powoływać na naruszanie zasad współżycia społecznego ten, kto sam te zasady narusza – jest to tzw. „zasada czystych rąk”. Skoro zatem art. 117[1] kc nakazuje uwzględniać przy badaniu czy w danym przypadku zasadne jest pominięcie upływy terminu przedawnienia przesłanki względów słuszności, którą należy rozpatrywać odnosząc się do pojęcia zasad współżycia społecznego, w mojej ocenie należy dojść do wniosku, że w sprawach frankowych sądy nie będą uprawnione do pomijania upływu terminu przedawnienia. Zwrócić bowiem należy uwagę, że umowy, które ostatecznie zostaną uznane przez sądy za nieważne, zostały wprowadzone i były wykorzystywane przez banki. Konsumenci mieli w tych wypadach możliwość jedynie przyjęcia ich treści. Nie bez znaczenia będzie także postawa banków po wykryciu problemu, w tym np. upieranie się przez niektóre banki, że choć ich postanowienia umowne zostały uznane za niedozwolone i wpisane do rejestru klauzul niedozwolonych, postanowienia te nie są niedozwolone i dalej wiążą konsumentów.

Któryś konkretnie bank stosował taką praktykę?

Tak, przykładem skrajnie, moim zdaniem, nagannej postawy jest np. stanowisko banku Millenium, który w odpowiedziach na reklamacje konsumentów kwestionujących stosowanie przez ten bank postanowień wpisanych do rejestru klauzul niedozwolonych pod numerami 3178 i 3179, informował o konstytutywnym charakterze wyroków, uznających powyższe postanowienia za niedozwolone, co ma oznaczać, że wywołują one skutki na przyszłość (po wydaniu wyroku), za co Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów decyzją z dnia 29 grudnia 2017 r. DOIK-610-507/16/JS nałożył na bank Millennium karę w wysokości 20.748.675,00 zł. Moim zdaniem, za naganne, a tym samym za naruszające zasady współżycia społecznego, należy także uznać wdawanie się przez banki w długoletnie spory sądowe z konsumentami, w których banki wszelkimi możliwymi sposobami próbują przekonać sądy, że stosowane przez nie wzorce umowne i m.in. klauzule indeksacyjne, waloryzacyjne czy denominacyjne, nie są niedozwolone, a tym samym, że umowy nie są wadliwe. Nic nie stoi przecież na przeszkodzie, aby banki zaczęły wreszcie podejmować z konsumentami rozmowy chociażby po wniesieniu przez konsumentów reklamacji na stosowanie przez nie niedozwolonych postanowień umownych. My w każdej z naszych spraw takie reklamacje składamy.

Co więc sąd powinien mieć na uwadze rozważając decyzję o przedawnieniu lub nie?

Przy rozważaniu, czy we wszczętym przez bank postępowaniu o zwrot kapitału (po uprzednim unieważnieniu umowy), sąd powinien pominąć upływ terminu przedawnienia, w mojej ocenie, konieczne będzie ponowne odniesienie się do Dyrektywy Rady 93/13/EWG i wynikającego z niej obowiązku wyciągania wobec przedsiębiorców stosujących klauzule niedozwolone takich konsekwencji, które będą go zniechęcały do ich stosowania w przyszłości. W sytuacji, w której przedsiębiorca po unieważnieniu umowy i tak byłby uprawniony do żądania od konsumenta wypłaconego kapitału i to pomimo upływu często już nawet 10 lat od momentu kiedy roszczenie o jego zwrot się przedawniło, w mojej ocenie będzie miało skutek wręcz odwrotny. Mielibyśmy do czynienia z sytuacją, gdy z jednej strony konsument po wieloletnim procesie obciążającym go nie tylko kosztowo, ale i emocjonalnie, odzyskuje nienależnie wpłacony kapitał, a z drugiej strony bank ten zwrócony konsumentowi kapitał odzyskuje – co oznacza, że ryzyko banku dotyczy jedynie wysokości jego zarobku. Biorąc przy tym pod uwagę, że osób, które ostatecznie w ogóle zdecydują się dochodzić swoich racji w sądzie, będzie stosunkowo niewiele, podmiotom takim jak banki może się wręcz opłacać stosować w swoich wzorcach postanowienia niedozwolone.

Niektórzy prawnicy mówią, że regulacja w kc znosi przedawnienie w sporze z powództwa przedsiębiorcy przeciwko konsumentowi?

Z tak daleko idącym wnioskiem nie mogę zgodzić. Z treści tego przepisu wprost wynika, że sąd „może” nie uwzględnić upływu terminu przedawnienia – a zatem nie znosi on przedawnienia roszczeń przysługujących przedsiębiorcy przeciwko konsumentom, a jedynie, co też wynika z uzasadnienia do nowelizacji, łagodzi skutki, które wynikają z wprowadzonego tą samą nowelizacją art. 117 § 2[1] k.c., który wyłącza możliwość dochodzenia przedawnionych roszczeń od konsumentów.

Zasadą wciąż jest zatem, że roszczeń przedawnionych od konsumentów nie można dochodzić, a przy obecnym brzmieniu kodeksu cywilnego, sąd zarzut przedawnienia musi wziąć pod uwagę z urzędu. Konsument nie musi zatem, jak miało to miejsce przed nowelizacją, podnosić zarzutu przedawnienia, bo będzie ono i tak przedmiotem badania przez sąd.

Oczywiście osobiście uważam, że przepis pozwalającym przedsiębiorcom „próbować” dochodzić od konsumentów przedawnionych roszczeń, jest dla konsumentów niekorzystny i wprowadzenie go do kodeksu cywilnego w takim kształcie nigdy nie powinno się wydarzyć.

Czy wspomniana nowelizacja kc sprawia, że banki będą mogły domagać się wynagrodzenia za korzystanie przez kredytobiorców z kapitału?

Moim zdaniem zdecydowanie nie. Omawiany art. 117 [1] kc wprowadza bowiem prawo do podejmowania w sądzie prób dochodzenia przez banki przedawnionych roszczeń. W tym wypadku chodzi zatem, co najwyżej o zwrot kwot, które z uwagi na nieważność umów kredytowych, zostały wypłacone nienależnie. Mówimy tutaj zatem co najwyżej o kwotach nominalnie wypłaconych.

Wiktor Budzewski, adwokat | partner w kancelarii Kurpiejewski Budzewski i Wspólnicy sp.k