statystyki

Rodziny zastępcze, zamiast rosnąć w siłę, są dziś niedoceniane i niezauważane

autor: Paulina Nowosielska25.08.2019, 17:00; Aktualizacja: 25.08.2019, 17:33
Rodzice zastępczy muszą być psychiatrami, psychologami i menedżerami w jednym. I udowadniać urzędnikom, że z wychowaniem radzą sobie lepiej niż biologiczni.

Rodzice zastępczy muszą być psychiatrami, psychologami i menedżerami w jednym. I udowadniać urzędnikom, że z wychowaniem radzą sobie lepiej niż biologiczni.źródło: ShutterStock

Rodzice zastępczy muszą być psychiatrami, psychologami i menedżerami w jednym. I udowadniać urzędnikom, że z wychowaniem radzą sobie lepiej niż biologiczni.

A g ata jest samotną matką zastępczą czwórki dzieci. – Podjęliśmy tę decyzję wspólnie z mężem 15 lat temu. Pierwsza dwójka, którą przyjęliśmy, to rodzeństwo z pełnoobjawowym FAS, alkoholowym zespołem płodowym. Potem dołączyła do nas dziewczynka, również z FAS. Mieliśmy pokończone kursy i obietnicę od powiatowego centrum pomocy rodzinie, że podpisze z nami umowę na rodzinę zawodową (forma pieczy, w której rodzic podpisuje umowę z powiatem, wykonuje pracę, za którą dostaje wynagrodzenie – red.). Na słowach się skończyło – mówi. Dlaczego? Zawodowemu rodzicowi zastępczemu trzeba płacić – nie mniej niż 2 tys. zł brutto miesięcznie (precyzuje to ustawa o wspieraniu rodziny i systemie pieczy zastępczej). Niezawodowy opiekun za swoją pracę nie dostaje złotówki, a robi to samo. – Pasja i misja. Bez tego długo bym nie wytrzymała. Z mężem rozwiedliśmy się w 2011 r. To było pokojowe rozstanie. On po prostu miał dość – opowiada Agata.

Poszło o wyobrażenia, które rozminęły się z rzeczywistością. Były mąż pani Agaty liczył, że dzieci będą robić większe postępy. Że ciężką pracą można wyprowadzić je niemal na prostą. – W tej pierwszej dwójce, która do nas trafiła, był 12-letni Krzyś. Gdybyśmy zajęli się nim dekadę wcześniej… – kobieta zawiesza głos. Krzyś nadal jest przy niej. Ma 27 lat. Nie jest i nigdy nie będzie samodzielnym człowiekiem.

okładka Magazyn 23 sierpnia 2019

okładka Magazyn 23 sierpnia 2019

źródło: Agencja Gazeta

Ona sama nie zrezygnowała z roli rodzica zastępczego, choć też zaliczyła zimny prysznic. – System. Jest bezduszny – mówi Agata. Pochodzi z Warszawy, na Mazury wyprowadziła się 28 lat temu. – Sąsiadów mam tu do rany przyłóż. Znają mnie i dzieci, kibicują, pomagają. Ale moje relacje z lokalnym PCPR (Powiatowe Centrum Pomocy Rodzinie - red.) są, delikatnie mówiąc, trudne. Dlaczego? Sama zachodzę w głowę. Może za mało we mnie pokory? – pyta retorycznie.

Namiastka normalności

Zgodnie z przepisami organizator rodzinnej pieczy zastępczej (w tym wypadku PCPR) dokonuje oceny rodziny. Gdy jest ona negatywna, a taką zwykle dostaje Agata, kolejna ocena odbywa się za pół roku. Po dwóch ocenach negatywnych PCPR składa do sądu rodzinnego wniosek o rozwiązanie rodziny. W przypadku Agaty takich wniosków było kilkanaście – wszystkie zostały odrzucone. Teraz rozpatrywany jest kolejny. – Była w nich mowa np. o tym, że mam niebezpieczne betonowe schody. Patrzę na nie z lewej, patrzę z prawej. Gdzie one są groźne? Mają poręcz i nową, szczelną, drewnianą balustradę – mówi matka zastępcza. Zarzucano jej też, że psy biegają po podwórku, że karmę dla zwierząt trzyma w kuchni i suszy pranie w pokoju. Że jest niezbyt czysto, a niektóre meble wyglądają na zniszczone. – To Piotruś doprowadził je do takiego stanu – tłumaczy Agata. Chłopiec jest ogromny i silny jak na swoje 11 lat. Trafił do niej sześć lat temu. Wcześniej widział przemoc i doświadczał jej na własnej skórze. Tkwił w przemocowej rodzinie, mimo niebieskiej karty i sądowych wyroków. Mimo że wszyscy wokół widzieli i słyszeli, co się w domu dzieje. Miał szczęście, że przeżył. W pewnym momencie znalazł się w domu dziecka i właśnie stamtąd zabrała go Agata. Po odejściu Piotrusia w placówce trzeba było zrobić remont, bo chłopiec stłukł telewizor, wybił szyby, zdemolował ściany.

– Wytworzyła się między nami silna więź. Nie jest idealna, ale taka, na jaką go stać. Raz jest lepiej, raz gorzej, bo Piotr bywa zaborczy. Agresję odreagowuje na mnie, a jak mnie nie ma – na sobie. Wbija widelec w przedramię, jakby próbował dać ujście emocjom – opowiada matka zastępcza. Ona wie, że zachowanie chłopca to efekt choroby – zespół stresu pourazowego, dysocjacji osobowości, zaburzeń hiperkinetycznych, zachowania ze spektrum autyzmu wywołanego traumą. W znajomym sklepie otwierają mu czasem dodatkową kasę, bo Piotruś ma swój system układania produktów na taśmie: mleko koło mleka, masło koło masła. Trzeba mu na to pozwolić. – Przyzwyczaiłam się, wśród znajomych jest łatwiej. Ale obcy i hałas ulicy czasem uruchamiają u niego zachowania, które widział w domu rodzinnym. Wtedy zdarza się, że mnie uderzy, kopnie. Ludzie zaczynają go pouczać, a on się nakręca. Krzyczy, przeklina. Poza Piotrusiem i dorosłym Krzysiem pani Agata opiekuje się jeszcze 17-letnią Mariolą i nastoletnią matką z FAS, jej imienniczką, Agatą. Synek dziewczyny, mały Wiktorek, również znalazł na Mazurach dom.

Dzięki wysiłkom Agaty między chłopcem a młodą mamą nawiązała się więź. – Miłość – mówi krótko. Nieraz musiała o tę miłość walczyć. Od powiatowych urzędników usłyszała np., że skoro chłopiec jest zdrowy (nie ma FAS), to lepiej oddać go do adopcji. Miałby zdrowych i bogatych rodziców…


Pozostało 67% tekstu

Prenumerata wydania cyfrowego

Dziennika Gazety Prawnej
9,80 zł
cena za dwa dostępy
na pierwszy miesiąc,
kolejny miesiąc tylko 79 zł
Oferta autoodnawialna
KUPUJĘ

Pojedyncze wydanie cyfrowe

Dziennika Gazety Prawnej
4,92 zł
Płać:
KUPUJĘ

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie