statystyki

Przedwyborcze dylematy. Na kogo zagłosują Polacy?

autor: Grzegorz Osiecki10.06.2019, 07:32; Aktualizacja: 10.06.2019, 07:57
Gdyby w najbliższą niedzielę odbyły się wybory parlamentarne do Sejmu, to czy wziąłby (wzięłaby Pani) w nich udział?

Gdyby w najbliższą niedzielę odbyły się wybory parlamentarne do Sejmu, to czy wziąłby (wzięłaby Pani) w nich udział?źródło: ShutterStock

Chodzi nie tylko o program, ale wyborczą taktykę związaną z ordynacją do Sejmu. Dylemat dotyczy tego, czy iść w jednej formacji czy kilku. Za pierwszą optują PO i SLD. Politycy tych partii liczą, że pójście razem da wyborczą premię. – Przy metodzie d’Hondta i niewielkich okręgach start w jednej formacji daje gwarancje, że głosy nie będą zmarnowane. Jeśli się podzielimy, będziemy tracili mandaty na rzecz najsilniejszego z definicji PiS.

 Powinniśmy grać o wszystko – mówi Jan Grabiec z PO. Ludowcy na poważnie rozważają jednak albo start tylko z PO, albo bardziej ryzykowny, na własną rękę, z szukaniem aliansu z Kukiz’15, albo tworzenie bloku chadeckiego. – Ludzie nie zrozumieją, że jak pójdziemy razem, to będzie więcej mandatów, to do nich nie trafia. Za to jak pójdziemy razem dalej, PiS będzie grał przeciwko nam kartą LGBT. Jeśli powstaną dwa bloki – centrowy i lewicowy, to mogą zebrać łącznie 45–50 proc. – mówi nam ważny polityk PSL. Ale równie dobrze może się skończyć na segmentacji opozycji i starcie czterech-sześciu formacji: PO, PSL z samorządowcami, lewicy w jednej czy dwóch formacjach i jednej czy dwóch formacji na prawo od PiS. Politolog Marek Migalski napisał w „Rzeczpospolitej”, że taki układ, jeśli wszyscy dostaną się do parlamentu, obniża wynik prowadzącego PiS. – Nie obstawiłby m wariantu, że jak opozycja wystartuje w dwóch lub trzech blokach, to będzie korzystniej niż w dużym. Nie ma gwarancji, czy słabsze bloki typu PSL lub lewica przekroczą próg. A jak PSL nie pokona progu, to PiS ma ekstra 12–15 mandatów – podkreśla przygotowujący prognozy wyborcze Marcin Palade. W ostatn ich wyborach do Sejmu PSL otrzymał 779 875 głosów przy progu na poziomie 760 tys.

Najmocniejszą pozycję po stronie opozycji ma Grzegorz Schetyna. W trakcie kampanii występował jako lider koalicji, choć w asyście szefów pozostałych ugrupowań. Jest szefem najsilniejszej partii, jego słabością są kiepskie notowania w rankingach zaufania społecznego. Obecnie zdania co do tego, jak powinna prezentować się Koalicja, są podzielone. Dla PO jest oczywiste, że to Schetyna nadal powinien być na froncie. PSL, które dobija się o swoje, sugeruje, że Schetyna mógłby namaścić Kosiniaka-Kamysza na kandydata na premiera, co oznacza wyeksponowanie lidera ludowców w kampanii. Inną koncepcję ma SLD. – Koalicja nie ma jednego lidera. Każdy z nas jest liderem swojej partii. Jakbyśmy chcieli mieć jednego przywódcę i boga, zapisalibyśmy się do Wiosny – mówi Włodzimierz Czarzasty.

– Polityka uległa silnej personalizacji i przekaz medialny jest inny niż kilkanaście lata temu. Trzeba posiadać silnego lidera. Grzegorz Schetyna na pewno jest dobry, jeśli chodzi o łączenie, organizację, polityczną taktykę. Jednak w czasach mediatyzacji potrzeba twarzy politycznej. Tak PiS zrobił w 2015 r., chowając Jarosława Kaczyńskiego i eksponując Andrzeja Dudę i Beatę Szydło – podkreśla politolog Anna Materska-Sosnowska. Dyskusja o przywództwie w opozycji będzie zatem jedną z najważniejszych kwestii, które zdecydują o szansach opozycji.


Pozostało jeszcze 61% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie