statystyki

Iran kontra Stany Zjednoczone: Czekanie na casus belli

autor: Mariusz Janik19.05.2019, 16:00; Aktualizacja: 19.05.2019, 23:01
Największy sukces administracji Baracka Obamy, jakim było okiełznanie irańskich ambicji nuklearnych i odprężenie na Bliskim Wschodzie, przechodzi do historii.

Największy sukces administracji Baracka Obamy, jakim było okiełznanie irańskich ambicji nuklearnych i odprężenie na Bliskim Wschodzie, przechodzi do historii.źródło: ShutterStock

Największy sukces administracji Baracka Obamy, jakim było okiełznanie irańskich ambicji nuklearnych i odprężenie na Bliskim Wschodzie, przechodzi do historii.

N ie będzie wojny. Naród irański wybrał drogę biernego oporu – oznajmił w ostatni wtorek najwyższy przywódca Iranu, ajatollah Ali Chamenei. Deklaracja jest jedynie dodatkiem do ultimatum, jakie Teheran postawił Zachodowi. W ubiegłym tygodniu Irańczycy poinformowali Międzynarodową Agencję Energii Atomowej (MAEA), Chiny, Francję, Niemcy, Wielką Brytanię oraz Rosję o odejściu – przynajmniej czasowym – od części ustaleń z 2015 r.

Umowa zakładała ograniczenia w produkcji paliwa nuklearnego: Iran mógł wytworzyć do 300 kg wzbogaconego uranu i 130 ton ciężkiej wody. Potencjalną nadwyżkę mógł przekazać do przechowywania innemu państwu. Teheran znosi teraz te limity. Nie jest jasne, czy dotyczy to również stopnia wzbogacania surowca – aby uran miał zastosowanie militarne, musi zawierać w 90 proc. izotopy rozszczepialne. Przed zawarciem porozumienia ze Stanami Zjednoczonymi przed czterema laty irańscy naukowcy wzbogacali surowiec do poziomu 20 proc., po jego zawarciu – do poziomu 3,67 proc. (można go używać jako paliwo w reaktorze lekkowodnym).

Za to nie ma żadnych wątpliwości, że decyzja Teheranu ma charakter ultimatum. Irańczycy dali stronom porozumienia 60 dni na to, by przekonały Waszyngton do zniesienia sankcji nałożonych przez Donalda Trumpa. – Porozumienie nuklearne wymaga operacji, pigułki przeciwbólowe stosowane przez ostatni rok były nieskuteczne – z typowo perskim zamiłowaniem do metafor podsumował irański prezydent Hasan Rouhani. – Operacja ma uratować umowę nuklearną, a nie ją zniszczyć – dorzucał.

– Nie szukamy konfliktu z Iranem – odpowiedział na irańskie deklaracje sekretarz stanu USA Mike Pompeo, który spotkał się w Soczi z szefem rosyjskiego MSZ Siergiejem Ławrowem. – Jasno jednak postawiliśmy sprawę, że jeśli amerykańskie interesy zostaną zagrożone, najprawdopodobniej odpowiemy w odpowiedni sposób – skwitował.

Trudno oprzeć się wrażeniu, że poszukiwanie casus belli już się zaczęło.

Mętne wody Zatoki

Alert pojawił się na stronach amerykańskiej ambasady w Bagdadzie w środę rano: „Departament Stanu nakazuje natychmiastowy wyjazd pracowników rządu USA, których obecność nie jest w Iraku konieczna. Wydawanie wiz zostanie tymczasowo zawieszone”. Ostrzeżenie dotyczy także konsulatu w stolicy irackiego Kurdystanu, Irbilu.

Alarm zapewne nie zaskoczył amerykańskich urzędników i wojskowych. Tydzień wcześniej Mike Pompeo zawitał z niezapowiedzianą wizytą do Bagdadu i, jak twierdzą korespondenci Reutersa, obwieścił irackim wojskowym, że z danych wywiadu USA wynika, iż wspierani przez Iran bojownicy koncentrują siły wokół amerykańskich baz, w których wciąż przebywa ok. 5,2 tys. marines. – Dosyć klarownie określił przesłanie: Waszyngton chce gwarancji, że powstrzymamy grupy zagrażające amerykańskim interesom – miał to komentować anonimowy iracki dygnitarz, cytowany przez BBC. – Powiedzieli, że jeżeli zostaną zaatakowani na terytorium Iraku, podejmą działania obronne bez koordynowania ich z nami – podsumował. O ironio, po kilku dniach premier irackiego rządu stwierdził, że jego służby wywiadowcze nie zaobserwowały „ruchów, które stanowiłyby zagrożenie dla jakiejkolwiek strony”.

Ta rozbieżność nie przeszkodziła Waszyngtonowi w demonstracji siły: na wody Zatoki Perskiej przesunięto grupę uderzeniową, skupioną wokół lotniskowca USS Abraham Lincoln. Wkrótce uzupełniono ją okrętem desantowym USS Arlington, baterią rakiet Patriot i wysłaniem bombowców B-52 do bazy w Katarze.

Od tamtej pory atmosfera tylko gęstnieje. W niedzielę na wodach Fudżajry – jednego z emiratów wchodzących w skład Zjednoczonych Emiratów Arabskich – doszło do incydentu, który Saudyjczycy nazwali „aktami sabotażu”: uszkodzono cztery tankowce, dwa saudyjskie, norweski oraz pływający pod banderą ZEA. Żadna z zainteresowanych stron nie ujawniła, co się dokładnie stało: nie ma ofiar w ludziach, w burtach okrętów odkryto dziury, które mogły powstać wskutek eksplozji niewielkich ładunków – tyle można przynajmniej wywnioskować ze skąpych informacji. Śledczy, jak podaje katarska stacja Al Dżazira, zasugerowali, że mogło dojść do „irańskiego ataku”. Ale nie podano, co na to wskazuje.

Nieco bardziej przekonujące są przedstawione we wtorek szczątki drona, który miał rzekomo uczestniczyć w atakach na saudyjskie naftociągi, należące do państwowego koncernu Aramco. Atak jest dziełem jemeńskiego plemienia Huthi, które wywołało w latach 2004–2015 rebelię przeciwko rodzimemu rządowi, a teraz zwalcza interwencję saudyjskiej armii. W uproszczeniu: Huthi są szyitami, co czyni ich naturalnymi sprzymierzeńcami szyickiego Iranu. A ten jest kluczowym rywalem Arabii Saudyjskiej w walce o status regionalnego mocarstwa.

Kontekst zatem jest jasny, teraz trzeba go wypełnić treścią – i drony nadają się do tego wyśmienicie. Huthi sięgają po to narzędzie coraz częściej: w ostatnich dniach dwie maszyny tego typu uderzyły w przepompownie kluczowego rurociągu Aramco, ale to zaledwie początek długiej listy takich incydentów. W lipcu ubiegłego roku podobny dron wybuchł na lotnisku w Abu Zabi, stolicy ZEA – nie wywołując wielkich zniszczeń, ale wysyłając czytelny sygnał, że Emiraty nie powinny się nazbyt angażować w Jemenie. W styczniu kolejny – tym razem załadowany materiałami wybuchowymi – eksplodował w bazie sił lotniczych jemeńskiego rządu (również zwalczającego Huthi, rzecz jasna) w Adenie, dziesiątkując grupę oficerów wywiadu, którzy zebrali się tam na odprawę. W marcu Huthi wrzucili też do sieci film, na którym ich dron przelatuje nad saudyjską elektrownią al-Shuqaiq, ledwie 130 km od granicy z Jemenem. Trudno o czytelniejszą pogróżkę.

Co to ma wspólnego z Iranem? Eksperci przekonują, że używane przez jemeńskich rebeliantów drony są bliźniaczo podobne do irańskich maszyn Qasef-1. Jednak to o niczym nie przesądza. – Huthi twierdzą, że sami produkują drony – podkreśla Sami Hamdi, ekspert ds. Bliskiego Wschodu i szef magazynu „International Interest”. – Tak samo nauczyli się tego iraccy Kurdowie walczący z Państwem Islamskim – zaznacza.

W cholerę więcej żołnierzy

– Unicestwić Państwo Islamskie, okiełznać Iran, zmusić państwa Zatoki Perskiej do zaprzestania finansowania radykalnego islamu – tę wyliczankę powtarzał Steve Bannon, główny ideolog obozu Donalda Trumpa. Dziś Bannon jest na bocznym torze, ale scenariusz dla „nowego Bliskiego Wschodu” nie zdezaktualizował się. Pałeczkę przejął (może trzymał ją od początku) energiczny i kontrowersyjny zięć prezydenta USA Jared Kuschner.

Już dwa lata temu wiadomo było, że kalifat Państwa Islamskiego się rozsypuje i jego ostateczny upadek jest zaledwie kwestią czasu. Zarówno w tym przypadku, jak i w odniesieniu do kolejnych wymienionych punktów, Biały Dom potrzebował regionalnego sojusznika, który potrafiłby stworzyć antyirańską koalicję. Wybór padł – bez zaskoczeń – na Arabię Saudyjską, a w szczególności na następcę tronu Mohammada bin Salmana, który od dwóch lat energicznie podporządkowuje sobie rodzinę i kraj w oczekiwaniu na przejęcie tronu po sędziwym ojcu. Jak twierdzą informatorzy amerykańskich mediów, między Kuschnerem a ambitnym księciem „jest chemia”. – Bardzo szybko stali się sobie bliscy – zdradzał jeden z współpracowników Kuschnera. – Obaj widzą świat w ten sam sposób i obaj uważają się za łebskich facetów w pędzącym za mamoną świecie – dodawał.


Pozostało jeszcze 44% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie