W niedzielę wieczorem w Centrum Partnerstwa Społecznego "Dialog" w Warszawie odbyło się kolejne spotkanie przedstawicieli strony rządowej i central związkowych poświęcone sytuacji w oświacie. Po zakończeniu rozmów strony poinformowały, że NSZZ "Solidarność" przyjęła propozycję rządu, a Związek Nauczycielstwa Polskiego i Forum Związków Zawodowych ją odrzuciły.

Szef Związku Nauczycielstwa Polskiego Sławomir Broniarz oświadczył, że rząd nie zgodził się na propozycje ZNP i Forum Związków Zawodowych, dlatego ZNP zaczyna strajk.

Według informacji stołecznego ratusza strajk w Warszawie obejmie 321 z 376 szkół. 145 szkół ma być zamkniętych, w 171 uda się zorganizować zajęcia opiekuńcze. Strajk ma też objąć 151 z 351 przedszkoli.

W związku z tym w poniedziałek rano na budynkach szkół, które zadeklarowały udział w strajku, pojawiły się m.in. plakaty ZNP. Mówią one o tym, że nauczyciele "przyjdą do szkoły, ale nie będą prowadzili zajęć"; tłumaczą, że w tym proteście chodzi o godność nauczycieli i o lepszą przyszłość polskiej szkoły, a także informują, że nauczyciele w ten sposób walczą o wzrost wynagrodzeń, a jednocześnie o większe pieniądze dla oświaty.

Na drzwiach XVIII Liceum im. Zamoyskiego w Warszawie, które zadeklarowało udział w strajku, pojawiły się również plakaty z napisem "Protestujemy, bo zależy nam na przyszłości edukacji"; oraz żółta kartka z napisem "Strajk/Protest".

Nauczycielka tego liceum Agata Siennicka poinformowała PAP w poniedziałek rano, że "jeszcze nie wszyscy nauczyciele przyszli do szkoły oraz nie wszystkie lekcje się zaczęły". Jej zdaniem, informacja dotycząca udziału nauczycieli w strajku będzie "miarodajna na sam koniec dnia". Kiedy - jak dodała - wszyscy nauczyciele dotrą, podpiszą listę i zadeklarują swój udział przystąpienia do strajku lub nie.

Z kolei w Szkole Podstawowej nr 210 im. Bohaterów Pawiaka, jak poinformowała PAP pracowniczka sekretariatu placówki, "jest zamieszanie", choć szkoła nie uczestniczy w strajku. "Odbieramy wiele telefonów z informacją, że rodzice nie przyślą dzieci". "Musimy poczekać na rozwój sytuacji, będziemy ją na bieżąco sprawdzać" - dodała. Wskazała również, że rodzice są w dużej mierze solidarni z nauczycielami.

Rynek spekuluje na miedzi, ceny wzrosły już przesadnie