Publikacja w połowie 2014 r. rozmów topowych polityków ówczesnej partii rządzącej i biznesmenów walnie przyczyniła się do porażki wyborczej rok później. Afera taśmowa zmiotła ze sceny politycznej większość aktorów knajpianych dyskusji. Opozycyjne PiS żądało dymisji premiera Donalda Tuska i prezesa NBP Marka Belki, a nawet całego rządu. Ruch Palikota chciał przedterminowych wyborów, pojawiały się też głosy o potrzebie powołania sejmowej komisji śledczej. Od tego czasu w mniej lub bardziej regularnych odstępach pojawiają się w przestrzeni publicznej kolejne nagrania z biesiad u Sowy.

PiS wie, jak tego typu afery potrafią być groźne dla „ofiar” i pożyteczne dla politycznych konkurentów. Sam przekonał się o tym przy okazji afery taśmowej, której nie należy mylić z podsłuchową. Ta pierwsza to propozycja zmiany barw partyjnych w zamian za korzyści polityczne, jaką złożyli Renacie Beger z Samoobrony prominentni politycy PiS. Rozmowa została nagrana przez dziennikarzy TVN, a samo nagranie zostało przez stację ochrzczone „taśmami prawdy”. Kowalski zaś dowiedział się, jak się robi polityczną kiełbasę. Afera podsłuchowa z kolei to konsumpcja głównie polityków PO, po której niestrawność odczuwają oni do dzisiaj. Partia ta zapłaciła wysoką cenę polityczną; innej odpowiedzialności prokuratury czy sądy się nie dopatrzyły.

O tym, jak groźne są taśmy, PiS dotkliwie przekonało się też przy okazji nagrania rozmowy byłego przewodniczącego KNF Marka Chrzanowskiego (zrezygnował po ujawnieniu jej zapisu, ma zarzuty i trafił na dwa miesiące do aresztu) z miliarderem Leszkiem Czarneckim. Rozmowa miała charakter korupcyjny, chociaż zarzuty dotyczą korzyści majątkowej dla osoby trzeciej, a nie Chrzanowskiego. Dla PiS dotkliwsze jest jednak to, że w wielu komentarzach stawiany jest znak równości: PO miała afery, ci także je mają.

Podobnie jest z zarzutem hipokryzji, jaki czyniono na podstawie rozmów polityków Platformy w restauracjach w zestawieniu z tym, co mówią Polakom, gdy wiedzą, że ich słowa są utrwalane. Tutaj też PiS dowiedziało się, że kij ma dwa końce, gdy Onet.pl opublikował nagranie z udziałem Mateusza Morawieckiego. Styl czy słownictwo, chociaż mają wtórne znaczenie, znów wielu osobom przypomniały to, co słyszeli z ust polityków PO, w których PiS ciskało gromy. Wulgaryzmy czy soczyste porównania mogą oburzać jedynie moralistów. Ważniejsza jest bowiem treść rozmów.

– Można powiedzieć, że afery to był bardzo istotny element władzy, która była tutaj przez osiem lat pełniona przez koalicję PO-PSL – mówił Jarosław Kaczyński kilka tygodni temu. Z zeznań kelnerów, którzy nagrywali u Sowy, wynika jednak, że być może jest jeszcze taśma, na której Morawiecki, gdy kierował BZ WBK, rozmawiał o „zawieraniu pożyczek i kredytów na słupy”. Kto jest dysponentem nagrania, o którym wciąż się mówi? Służby, prokuratura, którą kontroluje polityczny przeciwnik premiera, a może osoby trzecie, które liczą, że taśmy stanowią dla nich parasol ochronny?

W aferze GetBacku, którego były prezes już ponad pół roku siedzi w areszcie i ma szereg zarzutów, też pojawia się wątek nagrań. Konrad K. szukał wsparcia w spółkach Skarbu Państwa, kontaktował się też i oczekiwał pośrednictwa w dotarciu do premiera u jego ojca Kornela. Czy są nagrania z tych rozmów? Z dużym prawdopodobieństwem można zakładać, że tak. Podobnie jak nagrania z innymi współpracownikami szefa rządu, z którymi K. lub osoby z jego otoczenia mieli się spotykać.

Ludzie stracili przez GetBack przeszło 2 mld zł i pewnie odzyskają jedynie niewielką część z tych pieniędzy. Nagrania zaś zgodnie ze swoją specyfiką nigdy nie pokazują nagranych w dobrym świetle. Kto je ma i czy zostaną ujawnione? Nie wiadomo, ale nie wykluczałbym, że w odpowiednim dla dysponenta momencie poznamy kulisy robienia tym razem biznesowo-politycznej kiełbasy.

Także w aferze KNF nie można wykluczać, że nagle się odnajdą lub wyciekną kolejne rozmowy, w których tylko jedna ze stron była świadoma utrwalania spotkania. W końcu to dzisiaj najmocniejsze paliwo dla chcących odsunąć PiS od władzy. Rządzący wchodzą w wyborczy maraton z ryzykiem, że będzie on przebiegał przy akompaniamencie nagrań. Resztki taśm z Sowy, które TVP Info wrzuca, gdy to wygodnie obecnej władzy, mogą okazać się równie nieskutecznym zagłuszeniem jak szumidło z KNF.