statystyki

Nieudany eksperyment prof. Zimbardo. Lewestam: Liberalizm a kryzys replikacji

autor: Karolina Lewestam13.07.2018, 17:00
Karolina Lewestam

Karolina Lewestamźródło: Materiały Prasowe
autor zdjęcia: materialy prasowe

Nic dwa razy się nie zdarza / i nie zdarzy…” – tak pisała Wisława Szymborska, która poetką wielką była, a dziś już wiemy, że był to nie tylko komentarz na temat ulotności ludzkiego życia, ale także prorocze słowa dotyczące psychologii eksperymentalnej.

Czym jest eksperyment? To zaprojektowany proces, dzięki któremu odkrywamy bądź potwierdzamy istnienie jakiegoś prawa natury. Prawa, nie aberracji. Pojedyncze wydarzenia dla nauki się nie liczą. Liczą się tylko takie zależności, które działają zawsze. Krowa muczy? Nauka wzrusza ramionami; niech muczy, byle nie za głośno. Okazuje się, że muczenie krów na północnej półkuli wzrasta o 30 proc. przy każdej pełni księżyca? Nauka zaciera ręce. Dlatego eksperyment musi się dać powtórzyć; musi być „replikowalny”. Jeśli przy następnej pełni zmierzymy bowiem, że muczenie spadło o 20 proc., zamiast wzrosnąć o 30 proc., trzeba poprzednie wymysły wyrzucić do kosza – a nie dalej paradować po świecie z wykładami na temat wzrostu muczenia krów przy księżycu, jakby nigdy nic.

A tymczasem powoli okazuje się, że różne niezwykle ciekawe eksperymenty psychologiczne, opowiadając o których błyszczeliśmy na przyjęciach i dzięki którym mieliśmy wrażenie, że głębiej rozumiemy naturę ludzką, powtórzyć się nie dają. Ba, duża większość eksperymentów wypada słabo albo wcale się nie udaje, jeśli spróbuje się je zrobić drugi raz.

Na pewno słyszeliście państwo na przykład o stanfordzkim eksperymencie więziennym Philipa Zimbardo? Ach, cóż to był za przełom w rozumieniu ludzkiej duszy. Zimbardo zaaranżował prowizoryczne więzienie i wpuścił doń grupę studentów, których podzielił na więźniów i strażników, ubierając ich stosownie do odgrywanych ról. I co się stało? Ano władza uderzyła strażnikom do głowy: zaczęli być zgodnie brutalni w stosunku do więźniów, wspólnie dręczyli ich psychologicznie, napuszczali na siebie nawzajem. Więźniowie zaś szybko dali za wygraną. Dwóch nie wytrzymało i uciekło. Sprawy na tyle wymknęły się spod kontroli, że cały kram trzeba było zamknąć przed czasem. Wnioski? Zło jest nie tyle w nas, ile w naszej roli. Daj człowiekowi mundur, a zabierzesz mu cnotę. Struktura, w której jedni mają władzę, a drudzy nie, samoczynnie rodzi patologie. Za eksperyment zapłaciła marynarka wojenna, męczona plagą walk między własnymi więźniami i strażnikami.


Pozostało jeszcze 63% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie