statystyki

o. Paweł Krupa: Wszystko musi mieć swój rytm [WYWIAD]

autor: Mira Suchodolska01.04.2018, 10:30
praca, pracownik, radość

Żyjemy w takich czasach – a może zawsze tak było, bo taka jest nasza natura – że rozpaczliwie potrzebujemy, żeby ktoś nas przytulił, zauważył. Ale im bardziej nas widać, tym bardziej jesteśmy niewidzialni dla innych. Funkcjonujemy online, przeświadczeni, że możemy łatwo zwrócić na siebie uwagę. Ale i tak czujemy się samotni. Sfrustrowani, bo wiemy, że tak naprawdę nikt nie zwraca na nas uwagi. Nie patrzyźródło: ShutterStock

Naucz się cieszyć, gdy na oknie zakwitnie ci pelargonia, bo kiedyś będzie to być może jedyny ogród, do którego będziesz w stanie się udać - przypomina Paweł Krupa OP dominikanin, historyk mediewista, autor książek „Krupówki warszawskie. Kazania zimowe” oraz „Krupówki warszawskie. Kazania wiosenne”.

Jako społeczeństwo staliśmy się chyba strasznie zblazowani. Niewiele nas cieszy, niewiele naprawdę rusza. Szukamy więc podniet, zastępczych tematów. I z tym wszystkim czujemy się nieszczęśliwi.

Prawdę mówiąc, zastanawiałem się, czy ta nasza rozmowa ma sens. Bo co, pogadamy sobie okolicznościowo, porozważamy, potem ktoś przeczyta w papierze albo nie, kliknie w linka lub nie. A jeśli nawet, to dowie się tego, co już dobrze wie. Pokiwa głową – tak, trzeba mądrzej żyć, zatrzymać się, zastanowić, co chcemy robić. I będzie siedział dalej. Ludzie usprawiedliwiają się, że nic nie robią, tylko siedzą przed komputerami i klikają. Szukają mądrości i prawdy w internecie. A tam jest tak wiele tego wszystkiego, tak dużo gadania, słów... Więc klikają dalej i nic się w ich życiu nie zmienia. Jest taka znakomita pozycja, autorstwa m.in. siostry Małgorzaty Chmielewskiej pt. „Odłóż tę książkę i zrób coś dobrego”. Ale my wolimy klikać. Mimo tego uważam, że rozmowy mają sens, nawet jeśli miałby on dotrzeć do kilkudziesięciu, nawet kilku osób. Choćby do jednej. Może ktoś coś zrozumie i zmieni swoje życie.

Internet jest współczesnym diabłem?

Nie, nie o technologię chodzi. Żyjemy w takich czasach – a może zawsze tak było, bo taka jest nasza ludzka natura – że rozpaczliwie potrzebujemy, żeby ktoś nas przytulił, wysłuchał. Zauważył. Ale mam takie odczucie, że obecnie im bardziej nas widać, tym bardziej jesteśmy niewidzialni dla innych. Proszę popatrzeć – niemal wszyscy mamy smartfony, robimy nimi tysiące zdjęć i natychmiast wrzucamy je do sieci. Jesteśmy online, przeświadczeni, że możemy łatwo zwrócić na siebie uwagę. Ale i tak czujemy się nieszczęśliwi, samotni. Sfrustrowani, bo wiemy, że tak naprawdę nikt nie zwraca na nas uwagi. Nie patrzy. Chociaż mamy po tysiąc przyjaciół na Facebooku. Jednak to nic nie znaczy, bo nie można mieć tylu przyjaciół naprawdę.

Mówiąc o zblazowaniu, miałam na myśli raczej to, że także materialnie większość z nas osiągnęła poziom, na którym mało co cieszy. Nie chcę wracać do oklepanego przykładu z czasów komuny, kiedy zdobywając papier toaletowy, człowiek czuł się bohaterem. Teraz można przez godzinę wybierać z półki kolor, zapach, obrazki... Więc brak celu, pustka. Ten papier to oczywiście przenośnia.


Pozostało jeszcze 87% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie