- Kłaniamy się dzisiaj nisko bohaterom 1968 roku. Nie byłoby dzisiejszej wolnej Polski, w której można powiedzieć co się chce, demonstrować, co się chce, maszerować gdzie się chce, wyjeżdżać gdzie się chce - gdyby nie tamto bohaterstwo żołnierzy niezłomnych 1956, 68, 70 w Gdańsku, 76 roku w Radomiu, Ursusie, Płocku, 80 roku w całej Polsce, przede wszystkim w Gdańsku, 81 roku i całych lat 80., przez które trwała podziemna Polska. Nie byłoby bez tego dzisiejszej wolnej, niepodległej, suwerennej Polski i prezydent nie mógłby tutaj stać i mówić takich rzeczy, jakie właśnie mówi - powiedział Duda.

- I za to wszystko, niezależnie od ich dzisiejszych poglądów, niezależnie od tego, czy dzisiaj w wielu sprawach się ze mną zgadzają, czy nie, niezależnie od tego, czy krytykują obecne władze, czy nie, składam im głęboki ukłon i głębokie wyrazy szacunku. Nie byłoby dzisiejszej Polski, gdyby nie oni. Nie byłoby naszej wolności, gdyby nie oni - dodał.

50 lat od Marca'68

Prezydent zaznaczył także, że jego "Polska nie przeprasza, Polska nie ma powodu przepraszać". - Moje pokolenie nie ma powodu przepraszać za to, co się stało w 1968 roku z Polakami narodowości żydowskiej, którzy po prostu zostali wygnani z Polski przez komunistyczne władze. Byli prześladowani i zostali wygnani. Moja Polska nie ma powodu przepraszać, ale ja ich proszę o wybaczenie Polsce w ogóle - podkreślił.

Prezydent poprosił prócz tego o wybaczenie "tamtych ludzi, z tamtego czasu, a zwłaszcza ich rodziców, którzy bardzo często stali w tych okopach broniąc Polski w 1920, w 1939 roku". - Walcząc w powstaniu warszawskim, w partyzantce, a potem komuniści ich wygnali. I co najgorsze, Polska poniosła gigantyczną stratę, bo to są ludzie inteligentni, to są ludzie, którzy poza granicami w wielu przypadkach osiągnęli sukces, ogromny sukces: życiowy, zawodowy. To profesorowie, wynalazcy, biznesmeni. Dzisiaj Polska nie może skorzystać z tego ich dorobku, i to dzisiaj dla Polski wielka strata. Byłoby wspaniale, gdyby zechcieli wrócić. Może niektórzy z nich wrócą, może wrócą ich dzieci. Ja proszę ich o wybaczenie - podkreślił.

"Ja się żadnej zewnętrznej władzy podporządkowywał nie będę"

- Ja jeszcze pamiętam te czasy, chociaż byłem wtedy jeszcze chłopcem. Ale wiem, co to znaczy żyć w kraju, który nie jest prawdziwie wolny, prawdziwie suwerenny; wiem, co to znaczy żyć w kraju, który jest podporządkowany, którego władze są podporządkowane - powiedział Duda.

- I dlatego zawsze mówię: ja się żadnej zewnętrznej władzy podporządkowywał nie będę. Jeżeli ktoś oczekuje, że będzie inaczej, niech mnie nie wybiera na prezydenta Rzeczypospolitej. Bo ja żadnej władzy - ani z tej, ani z tamtej strony, ani ze Wschodu, ani z Zachodu - słuchał nie będę - podkreślił Duda. - Na szczęście doczekaliśmy tego, że można śmiało w Polsce tak powiedzieć i można taką postawę mieć, nie ryzykując życiem - dodał.

Prezydent mówił, że być może miał znaczenie dla manifestujących w marcu 1968 r. fakt, że było wówczas 50-lecie odzyskania przez Polskę niepodległości. - Ja nie wiem, czy to miało wtedy jakieś znaczenie czy nie, czy uczestnicy o tym pamiętali czy nie, ale z naszego dzisiejszego punktu widzenia, to jest symboliczne - podkreślił.

Jak wskazał, manifestujący w 1968 r. pamiętali o ofierze poprzednich pokoleń walczących o niepodległość Polski. - Ci, którzy urodzili się już po wojnie - z opowieści swoich rodziców (wiedzieli), co to znaczy żyć w niepodległym, suwerennym państwie, samostanowić o sobie, a nie, że władza słucha każdego telefonu z Moskwy i wykonuje wszystkie polecenia - mówił Duda.