statystyki

Lewestam: Mit o możliwości porozumienia jest jednym z fundamentalnych mitów dojrzałej demokracji

autor: karolina lewestam13.10.2017, 07:18; Aktualizacja: 13.10.2017, 08:04

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

"Musimy porozmawiać o toksycznej męskości w Ameryce” – pisze w mediach społecznościowych amerykańska aktywistka w reakcji na masowy mord w Las Vegas. „O sprawie kontroli posiadania broni porozmawiamy, jak minie trochę czasu” – skomentował wydarzenie prezydent Donald Trump. „Za wcześnie, by rozmawiać o regulacjach” – powiedziała rzeczniczka Białego Domu Sarah Huckabee Sanders, sugerując, że owa rozmowa odbędzie się, ale później. „To właśnie teraz jest właściwy czas, żeby rozmawiać o regulacjach” – głosi polemizujący z nią nagłówek w „Los Angeles Times”. Teraz, później, dziś, jutro; każdy ma swoją wizję miejsca i czasu, ale wszyscy wiedzą, co trzeba zrobić a propos dostępności i kulturowego znaczenia broni w Ameryce: trzeba o tym porozmawiać.

No tak, każdy chętnie podsuwa rozmowę jako rozwiązanie wszelkich problemów; czy to w Ameryce, czy w Katalonii, czy w Warszawie. To bardzo bezpieczne: bo kto nie pochwala rozmowy? Rozmowa ma wszak same pozytywne moralne konotacje. Po pierwsze funkcjonuje jako przeciwieństwo przemocy (w końcu kiedy się mówi, trudno się bić). Po drugie z diady przemoc–rozmowa ta pierwsza jest prymitywna, ta druga cywilizowana. Po trzecie, głównie dzięki wszechobecnemu dialektowi serialowemu rozmowa stała się synonimem szczerości (dawno nie widziałam produkcji telewizyjnej, w której brakłoby ratującego związek dialogu w stylu: „Nie cierpię, kiedy smaruje sobie zęby szminką”. „Mówiłeś jej o tym?”. „Nie chcę jej denerwować”. „Ale porozmawiaj z nią”. „Tak, oczywiście, masz rację”). W sytuacji konfliktu rozmowa jest zawsze dobra, a przemoc zawsze zła.

Co więcej, sposób, w jaki myślimy o rozmowie, niesie ze sobą uspokajającą wizję świata. Bo jeśli rozmowa jest faktycznie lekarstwem na wszelkie konflikty, to znaczy, że, po pierwsze, posługujemy się podobnymi językami i rozumiemy się nawzajem, a po drugie, że (przynajmniej teoretycznie) zawsze istnieje rozwiązanie, które obie strony będą w stanie wypracować i zaakceptować. Konflikty nie są więc zasadniczo powodowane przez niewspółmierność wyznawanych przez strony wartości albo przez faktyczny niedostatek zasobów – są jedynie wynikiem niedostatku negocjacji, niewystarczającego wysiłku dyskusyjnego, nieumiejętnego stosowania narzędzia, jakim jest rozmowa. Więc jeśli rozmowa nie pomogła rozwiązać sprawy, lekarstwem na to jest ni mniej, ni więcej tylko dodatkowa dawka rozmowy.


Pozostało jeszcze 56% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny

Reklama

Komentarze (1)

  • Niestety(2017-10-13 08:17) Zgłoś naruszenie 22

    Czym jest demokracja, bo jeżeli jedynie polega na obłudzie lewactwa i rugowaniu z portali społecznościowych (lewackich właścicieli) co bardziej konserwatywnych wypowiedzi, to jest to zwykłe oszustwo i anty-demokracja, a racze zawoalowany czerwony faszyzm inaczej.

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie