W ubiegłym tygodniu prezydent Andrzej Duda odebrał ślubowanie od nowego sędziego Trybunału Konstytucyjnego Justyna Piskorskiego. W uroczystości wzięła udział Małgorzata Gersdorf, której obecność krytykowała część opozycji, dziennikarzy i prawników. Pisano, że powinna ona szanować urząd prezydencki, ale też i "tych, którzy protestowali w obronie sądów" oraz że jej obecność w Pałacu Prezydenckim "podważa zasadność protestów w obronie niezależnych sądów i TK".

Gersdorf w TVN podkreśliła, że jej obecność w Pałacu Prezydenckim była "błędem". "To był błąd, że poszłam tam na nominację sędziego, który jest sędzią nominowanym po sędzim dublerze, co mi umknęło" - oceniła. Tłumaczyła też, że uroczystość wpisała do kalendarza i "bezrefleksyjnie" na nią poszła.

Szczerski pytany w poniedziałek na antenie RMF FM, jak odebrał tłumaczenia Gersdorf, odparł: "Trochę z przykrością". Jak mówił, Gersdorf była zaproszona, jako I prezes SN, "nie personalnie, tylko dlatego, że taką funkcję pełni". "Spokojnie można było powiedzieć: byłam tam, dlatego że jestem I prezesem Sądu Najwyższego" - zaznaczył.

Według Szczerskiego, I prezes SN "przepraszała partię polityczną" - Platformą Obywatelską, bo - jak podkreślił - to polityk tego ugrupowania, poseł Borys Budka, zaczął "rozgrzewać" tę sprawę.

Szef gabinetu prezydenta ocenił, że Gersdorf nie miała za co przepraszać swoich koleżanek i kolegów, bo brała udział w uroczystości, "jako organ państwa, a nie osobiście".