"Jest zrozumiałe, że w obecnej sytuacji dowolny nieopatrzny krok może doprowadzić do wybuchu. Do wybuchu politycznego, wojennego, a nie tylko nuklearnego" - oświadczył wiceszef rosyjskiego MSZ, który przy okazji skrytykował reakcje USA i ich sojuszników na najnowszą próbę atomową Korei Północnej.

Jego zdaniem na KRLD można wpłynąć wysuwając realistyczne propozycje dialogu, przy czym bardzo wiele według Riabkowa zależy od USA, które, jak powiedział, "dotychczas, niestety, w większym stopniu są skłonne przemawiać językiem sankcji, a nierzadko gróźb, niż poszukiwać rozwiązań przy pomocy dyplomatycznego instrumentarium".

Próba bomby wodorowej przeznaczonej do instalowania na międzykontynentalnych pociskach balistycznych (ICBM), która według Pjongjangu zakończyła się w niedzielę "pełnym powodzeniem", wywołała potępienie społeczności międzynarodowej, a USA zagroziły zdecydowaną odpowiedzią, jeśli one lub ich sojusznicy znajdą się w niebezpieczeństwie.

"Ci, którzy są silniejsi i mądrzejsi, powinni zachować powściągliwość" - zaznaczył rosyjski dyplomata.

Waszyngton oświadczył, że na nowe zagrożenia może odpowiedzieć kolejnymi sankcjami wobec Korei Północnej i że omawia rozszerzenie współdziałania militarnego z Koreą Południową, gdzie już są rozmieszczone dwie wyrzutnie amerykańskiego systemu obrony przeciwrakietowej THAAD (Terminal High Altitude Area Defense), czemu się zdecydowanie sprzeciwiają Rosja i Chiny - pisze Reuters.

Riabkow nazwał "niefortunnymi" amerykańskie plany sankcji i podkreślił, że żadne państwo nie ma prawa do podejmowania jednostronnych akcji. Jego zdaniem nałożone dotychczas na KRLD sankcje sięgnęły granic możliwości oddziaływania i nowe mogą jedynie niszczyć gospodarkę tego kraju, ale nie zmniejszą jego zdolności militarnych.

Wiceszef rosyjskiego MSZ zapewnił, że Rosja widzi niebezpieczną tendencję przekształcenia się KRLD w państwo z bronią jądrową i z najwyższą powagą śledzi sytuację, lecz na razie nie widzi w tym dla siebie istotnego zagrożenia.

"Powtarzam, że zagrożenia ze strony KRLD dla siebie w takiej postaci, jak to widzą niektórzy sąsiedzi, zwłaszcza sojusznicy USA, nie odczuwamy" - powiedział Riabkow.