statystyki

Wojciechowski: Równanie do idealnej demokracji

autor: Konrad Wojciechowski25.08.2017, 07:09; Aktualizacja: 25.08.2017, 08:40
Tocqueville przewidział, co z nami będzie, choć obserwował XIX-wieczną Amerykę, a nie XXI-wieczną Polskę.

Tocqueville przewidział, co z nami będzie, choć obserwował XIX-wieczną Amerykę, a nie XXI-wieczną Polskę.źródło: ShutterStock

Skąd my to znamy: „Nie ma wolności bez...”. W tym miejscu wielokropek jest celowy i jak najbardziej uzasadniony, ponieważ każda grupa społeczna inaczej wyobraża sobie wolność. Co więcej – uważa, że aby idea wolności mogła się realizować, trzeba ją podbudować innymi wartościami. Jakimi? O to toczy się permanentny spór, a beneficjenci demokracji prześcigają się w wymyślaniu cnót, którym wolność nie powinna się oprzeć. Zwolennicy decentralizacji państwa dopowiedzą, że „nie ma wolności bez samorządności”, grona biznesowe – że „...bez przedsiębiorczości”, piewcy transparentnej polityki – że „...bez odpowiedzialności”, a związkowcy upominający się o prawa pracownicze – że „...bez solidarności”.

A może jednak – jak twierdził XIX-wieczny wybitny francuski dyplomata Alexis de Tocqueville – wolność powinna współgrać z równością?

Równość to hasło, które nie robi tak zawrotnej kariery w dyskursie publicznym jak wolność odmieniana przez wszystkie przypadki w ustach zwolenników demokracji. Marzenie o równości w społeczeństwie, w którym bogaty nie płaci biednemu za nadgodziny w pracy, a elita łyka ośmiorniczki na oczach mas karmionych okruchami z pańskiego stołu, wydaje się pobożnym życzeniem. Poza tym o jakiej równości mówimy – o nieograniczonym dostępie do drogiej terapii leczniczej, na którą mogą pozwolić sobie wyłącznie zamożni, a ci, których nie stać, muszą liczyć na cud i odczekać swoje w kolejce? A może o zatrudnianiu fachowców na ciepłych synekurach w spółkach Skarbu Państwa, które każda władza zapełnia „znajomymi królika” ze swojego wiernopoddańczego stada? Są równi i równiejsi – tak zwykle mawiają wszyscy niedowartościowani uczestnicy demokratycznego sporu o pryncypia. I pewnie w duchu tęsknią do czasów przyznawania punktów za pochodzenie młodzieży chłopskiej i robotniczej, która dostawała fory, chcąc studiować obok rówieśników wywodzących się ze środowisk inteligencji pracującej. No, ale socjalizm mamy dawno za sobą. Jest demokracja, panuje wolność, tylko co z tą równością, obywatelki i obywatele?

MAGAZYN DGP

MAGAZYN DGP

źródło: DGP


Pozostało jeszcze 70% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie