Jak przekonuje Pavel Luzin - politolog i historyk - każda propagandowa narracja musi być w jakiś sposób zakorzeniona w rzeczywistości. "Rosja może sobie mówić jaka jest wspaniała i potężna, a inni są źli i nieefektywni" - ocenia Luzin i przekonuje, że wystarczy nieco lepiej przyjrzeć się Rosji, by zobaczyć, że tak nie jest. "Przyjrzyjmy się ekonomii, potencjałowi przemysłowemu, rakietom, które spadają po starcie" - zauważył.

Politolog tłumaczy, że wpływ propagandowy, czy "miękka siła" kraju - rozumiana jako zdolność zdobywania wpływów dzięki atrakcyjności własnej kultury, polityki i ideologii - wymagają siły realnej. "Samych iluzji tworzyć się nie da, bo ostatecznie to okaże się nieefektywne" - uważa Pavel Luzin.

Zdaniem eksperta, nawet mimo tych niedoskonałości rosyjskiej propagandy, najbardziej zagrożone są nią kraje bałtyckie. "Żyje tam liczna rosyjskojęzyczna mniejszość. To aktywna mniejszość, którą stanowią nie tylko emeryci, ale także ludzie młodzi. Część z nich jest podatna na rosyjską propagandę" - stwierdził.

Luzin uważa, że wpływ na prorosyjską narrację może mieć anglojęzyczny rosyjski kanał informacyjny Russia Today. Ten wpływ jest wywierany na kraje Europy Zachodniej i USA.

W krajach zachodnich przy okazji wyborów (w ostatnim czasie w USA, Holandii i Francji) pojawiały się podejrzenia o próbę wpływu rosyjskiej propagandy na proces wyborczy. Podczas spotkania w Wersalu między Emmanuelem Macronem, a prezydentem Federacji Rosyjskiej Władimirem Putinem, prezydent Francji wskazał, że takie rosyjskie media jak portal Sputnik czy telewizja RT (Russia Today) w czasie kampanii wyborczej przekazywały fałszywe wiadomości (fake news).

Holenderski wywiad w raporcie rocznym opublikowanym po tamtejszych wyborach parlamentarnych również donosił o rosyjskich "fake news". O dezinformacji tworzonej przez portal Sputnik i Russia Today podczas kampanii prezydenckiej w USA mówił w marcu amerykański senator z komisji wywiadu, demokrata Mark Warner.