Dla Rittelmeyera wyniki pierwszej tury wyborów prezydenckich we Francji nie były zaskoczeniem. "Sondaże okazały się celne. Oczekiwałem, że (szefowa Frontu Narodowego) Marine Le Pen wejdzie do drugiej tury. Była w sondażach poparcia wymieniana na pierwszym lub drugim miejscu mniej więcej od połowy 2013 roku" - powiedział.

Zdaniem eksperta druga tura wyborów będzie czymś w rodzaju referendum na temat tego, czy Francja pozostanie otwartym krajem. "Macron ma jak dotąd największe szanse, żeby wygrać. Jego największym wrogiem w drugiej turze będzie frekwencja wyborcza. Druga tura wyborów odbędzie się w długi weekend, a 8 maja będzie dniem wolnym we Francji. Będzie więc musiał znaleźć rozwiązanie, żeby zmobilizować swoich wyborców i przyciągnąć nowych wyborców do urn" - podkreślił.

Przypomniał, że jak dotąd prawie wszystkie partie polityczne wezwały do głosowania na Macrona po to, żeby przeciwstawić się skrajnej kandydatce i być pewnym, że nie zostanie wybrana na stanowisko prezydenta. "Nie widzieliśmy takich podobnych, demokratycznych reakcji opozycji wobec skrajnego kandydata w 2002 roku, gdy ojciec Marine Le Pen również dostał się do drugiej tury wyborów prezydenckich. Wtedy około 80 proc. wyborców zagłosowało na Jacques'a Chiraca i przeciwko ojcu Marine Le Pen. Tym razem zobaczymy znacznie mniejszy margines między dwoma kandydatami" - powiedział.

W 2002 r. wybory zwyciężył ubiegający się o reelekcję prezydent Chirac, który w drugiej turze pokonał Jean-Marie Le Pena, przewodniczącego Frontu Narodowego. Chirac otrzymał 82,21 proc. głosów. Z kolei pierwszej turze udział wzięło 16 kandydatów i żaden nie przekroczył progu 20 proc. głosów. Pierwszą turę również wygrał Chirac, otrzymując 19,88 proc. Drugie miejsce zajął Le Pen z wynikiem 16,86 proc., wyprzedzając kandydata socjalistów, ówczesnego premiera Lionela Jospina, który zdobył 16,18 proc. Sukces Le Pen spowodował wtedy wielotysięczne protesty uliczne.

Zdaniem Rittelmeyera w najbliższych dniach debata między Marine Le Pen i Emmanuelem Macronem będzie burzliwa. "Macron będzie musiał znaleźć sposób, by przekonać wyborców, aby głosowali na niego i zmobilizować do głosowania przeciwko Le Pen. Nie widzę jednak poważanego zagrożenia, by przegrał drugą turę" - podsumował.

Z oficjalnych rezultatów ogłoszonych w poniedziałek przez MSW wynika, że Macron w pierwszej turze wyborów prezydenckich we Francji zdobył 24,01 proc. głosów, a Le Pen otrzymała 21,30 proc. Konserwatywny kandydat Francois Fillon zdobył 20,01 proc. poparcia, a skrajnie lewicowy Jean-Luc Melenchon 19,58 proc. Socjalista Benoit Hamon otrzymał 6,36 proc. głosów, a nacjonalista Nicolas Dupont-Aignan 4,70 proc.

Kolejne miejsca zajęli: Jean Lassalle (1,21 proc.), Philippe Poutou (1,09 proc.), Francois Asselineau (0,92 proc.), Nathalie Arthaud (0,64 proc.) i Jacques Cheminade (0,18 proc.).

Francuscy konserwatyści i socjaliści już w niedzielę wieczorem zapowiedzieli, że poprą Macrona i apelowali do wyborców o odrzucenie skrajnie prawicowego, eurosceptycznego Frontu Narodowego. Według sondaży "kandydat postępu" Macron pokona 7 maja Le Pen, zdobywając ponad 60 proc. głosów.