Zawiadomienie o fakcie składowania chemikaliów w dawnych magazynach zbożowych w Brzegu policja otrzymała od właściciela terenu, który od jesieni ubiegłego roku dzierżawił budynek firmie z Górnego Śląska. Na posesji znaleziono ponad 200 beczek z trującymi substancjami. Na miejsce wezwano strażaków ze specjalnej jednostki ratownictwa chemicznego w Kędzierzynie-Koźlu.

Według wstępnych analiz, w beczkach są tysiące litrów mieszaniny farb drukarskich, rozpuszczalników i żywic. Beczki z podobną substancją znaleziono w kilku innych miejscach Brzegu, które - jak zakłada policja - prawdopodobnie należą do tego samego właściciela.

Trwają poszukiwania mężczyzny, który wynajął budynek, gdzie składowane są niebezpieczne chemikalia. Jak poinformował prokurator Waldemar Chrząszcz, śledztwo w sprawie nielegalnego składowania chemikaliów prowadzi prokuratura rejonowa w Brzegu. Nie wiadomo jeszcze, do czego używano tych materiałów. Prowadzący śledztwo badają, czy wykorzystywano je do "chrzczenia" paliwa i czy odpadów nie wylewano potajemnie do pobliskiej Odry.

W poniedziałek burmistrz Brzegu powołał sztab kryzysowy, w skład którego wchodzą przedstawiciele służb porządkowych i specjaliści z zakresu ochrony środowiska. Włodarze gminy zastanawiają się nad utylizacją zgromadzonych w Brzegu trucizn - zwłaszcza że koszt tej operacji może przekroczyć nawet milion złotych, co w poważny sposób wpłynie na budżet miasta. (PAP)