Cesarz chce wrócić na giełdę

| Aktualizacja:
Elektrim w okresie notowania na giełdzie i w ostatnich latach / Dziennik Gazeta Prawna

Elektrim, jedna z najbardziej znanych spółek notowanych kiedykolwiek na GPW, szykuje się do drugiego debiutu. Firma kontrolowana przez Zygmunta Solorza-Żaka potrzebuje pieniędzy na inwestycje

Kwestia powrotu Elektrimu na warszawską giełdę ma się rozstrzygnąć w najbliższych dniach – dowiedział się nieoficjalnie DGP. Zbliżone do władz spółki źródło twierdzi, że decydenci skłaniają się ku temu, by po prawie siedmiu latach od wycofania Elektrimu z obrotu na GPW ponownie wprowadzić firmę na parkiet. Za takim rozwiązaniem przemawiać ma m.in. możliwość pozyskania przy okazji poprzedzającej ewentualny giełdowy debiut publicznej emisji akcji dodatkowych funduszy od inwestorów.

W samym Elektrimie odmówiono nam jakichkolwiek informacji na ten temat. Bożena Grybalow, dyrektor biura zarządu spółki, odesłała nas do Tomasza Matwiejczuka, rzecznika prasowego grupy kapitałowej Polsatu – imperium Zygmunta Solorza-Żaka, który jest dominującym akcjonariuszem Elektrimu. Ten na nasze pytania odpowiedział jednym zdaniem: – Spółka nie będzie komentowała tych informacji.

Elektrim był jedną z pierwszych spółek, jakie zadebiutowały na warszawskiej giełdzie. Było to 26 marca 1992 r., zaraz po tym, jak liczba podmiotów notowanych na naszym parkiecie przekroczyła... 10. Nowy giełdowy podmiot powstał w wyniku prywatyzacji dawnego PTHZ Elektrim. Firma prowadziła bardzo zróżnicowaną działalność, począwszy od produkcji rolnej, na konstrukcji maszyn, m.in. turbin energetycznych, kończąc. Do grupy kapitałowej należało ponad 140 firm.

Między innymi tak szerokiej działalności można przypisać to, że Elektrim bardzo szybko zyskał wielką sympatię inwestorów, ponieważ dotychczas na GPW nie było tego typu emitenta. Błyskawicznie stał się numerem jeden pod względem liczby transakcji rynkowych. W efekcie miał też największy udział w giełdowych obrotach w 1992 r. Wyniósł on wtedy aż 29 proc., a kolejne – Okocim, Wedel i Żywiec – miały udziały na poziomie po ok. 12 proc. Zainteresowaniu graczy sprzyjał rzecz jasna rosnący kurs Elektrimu. Na koniec 1992 r. stopa zwrotu z inwestycji w akcje tej spółki sięgnęła 150 proc., co było najlepszym wynikiem wśród wszystkich notowanych wtedy na GPW akcji.

Nic więc dziwnego, że firmę okrzyknięto cesarzem parkietu. Elektrim był tak zresztą nazywany aż do wycofania warunkowo jego akcji z obrotu na warszawskim parkiecie, co stało się 21 stycznia 2008 r. Wniosek w tej sprawie złożył zarząd firmy, a miało to związek z ogłoszeniem kilka miesięcy wcześniej przez warszawski sąd postanowienia o upadłości Elektrimu z możliwością zawarcia układu.

Od tamtego czasu co jakiś czas pojawiają się medialne doniesienia o możliwym powrocie spółki na parkiet. Szefostwo firmy niejednokrotnie zapowiadało też, że po dokonaniu porządków w przedsiębiorstwie temat giełdowego come backu stanie się aktualny. Na początku 2012 r. prezes spółki Wojciech Piskorz w wywiadzie dla „Parkietu” deklarował: – Zaczniemy się przygotowywać do powrotu na giełdę po uporządkowaniu struktury i finansów spółki. Porządki już niemal za nami.

Pod koniec 2011 r. zarejestrowane zostało sądownie połączenie Elektrimu z firmą Darimax, co poprawiło sytuację finansową grupy. Zarząd szykował się więc już do wyboru audytora odpowiedzialnego za badanie sprawozdania finansowego i podjęcia decyzji o ponownym debiucie. Padały nawet konkretne daty: powrót do notowań miał nastąpić – jak deklarował jeden z ówczesnych mniejszościowych akcjonariuszy – w piątą rocznicę wykluczenia spółki z obrotu. Tak się jednak nie stało. 2012 r. grupa zamknęła co prawda z przychodami sięgającymi 2,37 mld zł i zupełnie przyzwoitym zyskiem na poziomie 373 mln zł, jednak kolejny rok okazał się dla Elektrimu fatalny. Skonsolidowana sprzedaż poleciała radykalnie w dół, a zyski zostały zastąpione przez pokaźne straty (wynik netto wyniósł minus 940 mln zł). Zasadniczy wpływ na ten wynik miało zawiązanie rezerw na karę nałożoną przez organy podatkowe oraz spadek kursu ZE PAK, którego akcjonariuszem (pośrednio i bezpośrednio ma ok. 5 proc. kapitału) jest Elektrim.

Zarząd firmy w sprawozdaniu za zeszły rok podkreśla, że bardzo duży wpływ na wynik finansowy grupy będą miały zyski zależnych spółek, które pracują nad projektami deweloperskimi. W opinii władz Elektrimu znaczny zarobek w najbliższych latach mogą przynieść inwestycje na terenie Portu Praskiego w Warszawie, jednego z najważniejszych obecnie aktywów firmy. Kolejny projekt, który może poprawić wyniki grupy, to budowa biurowca, w którym ma się mieścić siedziba Polkomtelu, oraz budynku biurowo-usługowego Jana Kazimierza Office przy ul. Jana Kazimierza w Warszawie. I to na te projekty Elektrim może chcieć przeznaczyć pieniądze, jakie uzyskałby dzięki debiutowi na GPW.

Giełdowy debiut Elektrimu w 1992 r. Od lewej ówczesny prezes GPW Wiesław Rozłucki i szef Elektrimu Andrzej Skowroński / Dziennik Gazeta Prawna

Adam Ruciński biegły rewident i prezes BTFG Audyt / Dziennik Gazeta Prawna

OPINIA

Elektrim to spółka po przejściach. Ciągnie się za nią bardzo źle oceniana przeszłość i nie chodzi tylko o kwestię niewypełniania obowiązków informacyjnych, jakie ciążą na spółce giełdowej. To była firma absolutnie nieprzejrzysta i przez to niewycenialna. Elektrim borykał się z problemem trupów w szafie. Co chwila okazywało się, że na światło dzienne wychodzą nowe zobowiązania finansowe, o których wcześniej nikt nie wiedział. Doszło do tego, że audytor zdecydował się odstąpić od wydania opinii o jej sprawozdaniu finansowym, ponieważ nie miał dostępu do niezbędnych informacji. W efekcie, gdyby Elektrim ponownie zadebiutował na GPW, byłby spółką pod bardzo silną presją opinii publicznej. Dlatego musi to być podmiot, który nie będzie już miał w portfolio kontrowersyjnych aktywów, będzie spółką „wyczyszczoną”. Nie wyobrażam sobie np., żeby na GPW weszła spółka z dużymi zobowiązaniami skarbowymi. Ponadto musi mieć cieszący się zaufaniem inwestorów zarząd i wiarygodny akcjonariat, który będzie miał jasną perspektywę rozwoju biznesu. Krótko mówiąc, teraz Elektrim będzie miał trudniej niż przeciętna spółka notowana na giełdzie. Dlatego musi być spółką świętszą od papieża.